hipokryzja

JA. jutro zegnamy pewna osobe. osobe, z ktora wspolpracowalam ponad 5 lat. wspolpracowalam z ta osoba nie dlatego, ze ta osobe jakos cenialm czy lubilam, tylko bardziej dla dobra ogolu. ja organizuje pozegnanie, zarezerwowalam sale, poczestunek, kase, prezent. a teraz o 22.30 mysle, ze jeszcze mowe pozegnalna powinnam wyglosic. i…. nie wiem jak sie do tego zabrac. jako ze sama jestem zegnana w pracy w bardzo cieply sposob, juz nie wiem ile e-mailow z gratulacjami, podziekowaniami i zyczeniami na przyszlosc dostalam, nawet od ludzi, od ktorych bym sie tego nie spodziewala, ze wiem, ile takie pozegnanie znaczy. duzo. ale nie potrafie zmusic sie do falszywego slodzenia, bo nie cenie osoby, ktora jutro bedziemy zegnac. wrecz przeciwnie, mysle, ze na tym zyskamy. a wiec siedze i utyskuje…. mowie w koncu do lubego: chrzanie to, nie bede dawac zadnej mowy pozegnalnej, bo nic milego nie potrafie powiedzec. ale moj madry luby postawil mnie do pionu i rzekl: jestes reprezentantka tejze grupy ludzi, wiec ta mowe wyglosisz nie w swoim imieniu, ale w imieniu calej grupy. dobra. w imienu calej grupy podziekuje za wieluletnia wspolprace. powiem to, co ta osoba chcialaby uslyszec. i wiem, ze niektorzy obecni na jutrzejszym pozegnaniu pomysla zem hipokrytka, ale beda tez tacy, ktorzy mi przyklasna. dobra, zrobie to w imieniu wiekszosci. swoje imie pomine.

SZEF (prawie byly). na popoludnie zaplanowalam ”overdracht”, czyli przekazanie spraw szefowi. glownie labu. bo szef nie ma pojecia gdzie i co jest, i do czego sluzy. zaplanowalam to przekazanie na popoludnie, bo w poludnie byl pogrzeb Eliane a rano mielismy jeszcze zebrania z kilkoma wspolnymi doktorantami. w przerwie miedzy doktorantami szef mowi: wiesz co, ty po tym pogrzebie idz do domu, bo wiadomo, ze po pogrzebie nikt nie jest w nastroju do ”overdrachtow”. w sumie, to mi to nawet pasowalo, i nie dlatego, ze bym nie byla w nastroju, ale dlatego, ze mam jeszcze sporo innych spraw do zakonczenia. nawet na reke bylo mi, ze szef wyszedl z taka inicjatywa, ale jakos mi to smierdzialo, bo szef az taki empatyczny to nie jest. ale nic. zaproponowal, ja sie zgodzilam, ze overdracht zrobimy w przyszlym tygodniu, w piatek – juz podczas moich oficjalnych wakacji. wychodze na pogrzeb, spotykam zone szefa – o czesc, konczysz prace? – pytam. tak, i czekam na meza (mojego szefa) bo jedziemy ogladac nowy samochod. no, dobrze czulam, ze smierdzi.

po pogrzebie spotkalam mojego bylego promotora, Lou. Lou mowi: ty czips na chirurgii teraz pracujesz, prawda? jeszcze trzy dni, mowie. O? – a co potem?, pyta profesor. a potem miesiac wakacji. Swietny pomysl – smieje sie profesor, a potem co? A potem ide na interne. Dostalam szanse stworzenia tam mojej wlasnej grupy naukowej – chwale sie. Moj promotor bardzo szczerze sie ucieszyl, pogratulowal mi, a ja usmiechnelam sie: ciesze sie, ze moge ci o tym powiedziec, to mozesz byc choc troche ze mnie dumny, zazartowalam. Troche???!!! obruszyl sie Lou:D a jak tak zazartowalam, bo ostartnio luby i jego kolega, ktorzych Lou tez byl promotorem, paradowali na obronie doktoranta i ubrani byli w togi. Lou tez byl na tej obronie. Widzac swoich bylych doktorantow powiedzial, ze peka z dumy widzac swoje ”dzieci” w togach, kroczace tuz przed nim. Ja o todze nawet nie marze, wiec ze mnie Lou moze byc choc ”troche” dumny;)

a ja jestem dumna z mojej doktorantki, ktora dzis urodzila syna. Zdjecie przyslala mi o 3.30 w nocy. Taka byla dumna:D

Reklama

3 myśli na temat “hipokryzja

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s