Zakwasy

postanowilam jeszcze przed Nowym Rokiem zaczac odbudowywac kondycje. bo wszystko wiotkie, latajace, dyndajcace i zwisajace… a najgorsze jest to, ze pedalowanie pod wiatr powoduje u mnie zadyszke. Ta zadyszka postawila mnie do pionu – tak zle jeszcze nigdy nie bylo.

kondycja mi padla po tym, jak skonczylam przygode z fitness clubem, do ktorego chodzilam regularnie 2-3 w tygodniu. Po przeprowadzce 4 lata temu probowalam dojezdzac do tego klubu, ale jednak bylo za daleko, nie wyrabialam czasowo. a w okolicy lekcji grupowych nie moglam znalezc. wtedy przerzucilam sie na bieganie. Ale od ponad pol roku nie biegam. Moje problemy z zawrotami i bolami glowy mnie zablokowaly. Ale ostatnio jest troche lepiej. Strasznie kusilo mnie, zeby pojsc pobiegac, ale luby mnie nastraszyl: jestes po 40-stce, pol roku nie cwiczylas – chcesz pasc na zawal? Hmmm, pasc moge, ale nie tak publicznie;) Stwierdzilam, ze jak juz padac, to w domu: wskoczylam na stepa na rozgrzewke, potem na you tubie wlaczylam swoja imienniczke szalejaca z Tabata! i tez zaszalam. Tabata to cos dla mnie: krotko, zwiezle i na temat. Tzn. krotkie powtorzenia, ale w sumie prawie godzine szalalam. Po tym czasie… wewnetrzne strony ud palily tak, ze przez najblizszy tydzien nie siade na toalecie:DDD

zakwasy rozwiniete w ciagu godziny – tego jeszcze nigdy nie doswiadczylam. nawet po biegu na 4 mile cztery lata temu nie mialam zakwasow (mimo calkiem ladnego czasu – taka bylam z siebie dumna…), czyli tak zle jeszcze nie bylo… musze wyjsc na prosta. bede cisnac tabate tak dlugo, az w koncu bez strachu przed zawalem wybiegna na ulice;)

Tak mi sie przypomnialo

jakis czas temu widzialam na facebooku filmik o ”milosci” psow do swoich panow i vice versa. na tym filmiku pan bierze swojego labradora na rece, gdy trzeba wejsc na ruchome schody. dzis znow mi sie pojawil ten filmik. i mi sie przypomnialo:

gdy plynelismy promem ze Splitu na wyspe Brac, na promie tez byly ruchome schody. moi panowe chyc i juz jada. a ja z psem za nimi. pies zobaczyl ruchome schody i… koniec. nie wejdzie. no nie dziwie mu sie;) wiec hop, wzielam moje kochane 20 kg kudlatego szczescia na rece, Psisko sie we mnie wtulilo i tak wjechalismy na gore:D ale sie ludziska patrzyli:DDD

taka milosc:DDDDD

Robocik

Juz od dawna chodzil za mna samoodkurzacz z funkcja zmywania podlogi. z okazji Black Friday i z okazji zblizajacych sie Mikolajkow, w koncu uleglam pokusie i zamowilam sobie ”Blaupunkt Bluebot Xtreme” – straszna nazwa; zupelnie niekobieca;)

mowie Szkrabowi, ze bedziemy mieli robocika – Szkrab sie smieje: no to bedzie bal z psem! bo Psisko nie lubi odkurzacza; tzn. on tylko sie boi rury, gdy zmierza w jego kierunku. a tak to tylko bacznie obserwuje te warczaca maszyne.

mowie Bizonowi, ze bedziemy mieli robocika – Bizon wytrzeszcza oczy: no i jak ty to widzisz, przeciez pies oszaleje!

mowie lubemu: luby jak Szkrab, smieje sie: przeciez pies bedzie go atakowal!

Co oni z tym psem??? To ja zawsze mysle o psie. A tymczasem, gdy zamawialam robocika, nawet o Psisku nie pomyslalam! W ogole problemu nie widze. Psa zamkniemy w pokoju, jak robot bedzie sprzatal przedpokoj. Psa mozna zawolac na gore, jak robot bedze sprzatal dol, mozna go wziac na spacer. Mozna go tez z robotem oswoic;) Wziac na kolana, wlaczyc film a robot nie swoje robi.

Az ciekawa jestem, jakie beda efekty tego ”sprzatania”. i jak pies zareaguje.

******

a tak w ogole, to Szkrab w sobote zlamal reke. na szczescie kosc jest ”tylko” peknieta, na szczescie Szkraba nie boli, na szczescie nie ma gipsu, tylko taki ochraniacz, jak do rolek. ale kilka godzin na ”SOR” odsiedzielismy. Szkrab, ktory normalnie stoi podczas meczu w obronie, zgodzil sie stanac na bramce, bo bramkarza nie bylo. obronil trzy pilki, czwarta tez, tylko, ze przy czwartej nie napial miesni i dlon mu calkowicie do tylu wywinelo…. na szczescie kosci ma jeszcze gietkie. lekarz powiedzial, ze takie zlamania (zielona galazka) to tylko u dzieci. u doroslego byloby gorzej. no i musimy wozic Szkraba do szkoly samochodem. co prawda, Szkrab zartowal, ze on bez trzymanki potrafi jezdzic…., ale darujemy sobie akrobacje.

takie rozczarowanie

po akcji Szwagierki, odechcialo mi sie Mikolajek. tesciowa, nie szwagierka, zadzwonila, zeby poinoformowac mnie, ze prezenty beda za 25 euro – taki kompromis miedzy 40 a 15 euro…. spoko, w porzadku – odparlam. ale jakos tak w sordku zniesmaczylam sie. bo prawda jest taka, ze my z lubym mamy najnizsze dochody i najwieksze wydatki. ale ok, nie bede rozbic z Mikolakow problemu.

a jednak zrobilam.

po tym, jak uslyszalam, ze ilosc infekcji z Holandii jeszcze nigdy nie byla tak wysoka jak dzis, pogadalam z lubym i stwierdzilismy, ze my sie z imprezy wycofujemy. nie bedziemy ani siebie narazac na zakazenie ani innych, ze zlapia cos od nas. zadzownilam do tesciowej – slysze… ulge. oni tez sie martwili. bo 1.5m dystansu przy stole przy 9 osobach nie da sie zachowac. dzwonie do szwagierki – slysze… wielkie rozczarowanie i uraze. ona sie nie boi, ale ok, jak my sie boimy, to nic na to nie poradzi. no nie. nie poradzi. u mnie na chirurgii tyle zakazen, ze az dziw, ze my jeszcze zdrowi. ordynator – niby zaszczepiony a bardzo chory. polowa sekretarek na zwolnieniu. pan od finansow ma chora zone i corke, czyli o on lada dzien bedzie pozytywny. nie chce nikogo zarazic i sama tez nie chce od nikogo covida zalapac. obede sie bez mikolakow. luby tez. dzieci… tez!

chrapacze

siedze na zebraniu on-line, a pies lezy u mnie w nogach; grzeje mi stopy – jak dobrze… tylko po jakims czasie pies zaczyna chrapac, co inni uczestnicy zebrania moga uslyszec. tracam wiec lekko psa noga, pies przestaje chrapac. za chwile znow zaczyna. znow go tracam. pies sie zdenerwowal i warczy! i tak to wlasnie wyglada praca w domu;)

w nocy za to luby daje do wiwatu. na ogol zatyczki do uszu wyciszaja jego chrapanko, ale kilka nocy temu nawet zatyczki nie pomogly. nie moglam spac. kilka razy delikatnie szturchnelam lubego i przestawal chrapac, ale zanim ja zdolalam zasnac, znow wlaczal warkot… taki mnie nerw wzial, ze go w koncu w posladek uszczypnelam. co mi przyszlo do glowy, nie wiem, ale poskutkowalo. na drugi dzien pytam lubego, czy pamieta, co zrobilam. luby pamietal, tylko myslal, ze mu sie to snilo:D

rodzinne relacje

jakis rok temu szwagierka w 44 jesieni zycia w koncu znalazla sobie faceta. i rozum stracila. obserwuje zmiany w jej zachowaniu i zaczyna mi jej byc zal. bo ona, silna kobieta, adwokatka, zaczyna tanczyc jak jej kochanek zaspiewa… tak dlugo jak tylko ona tanczy, moge to z litoscia tolerowac, ale dzis zylka mi zadygotala po tym jak ustalalismy plany mikolajkowe.

pytam szwagierki: to w jakiej cenie robimy sobie prezenty w tym roku… ona nie wie… w poprzednich latach uzgadniala to z tesciami i nas informowala, a my, co oni uzgodnili, przyjmowalismy. nie wazne, czy zylismy ze stypendium doktoranckiego, czy z jednej pensji splacalismy hipoteke i utrzymywalismy czteroosobowa rodzine – jak zarzadzili, tak bylo. a w tym roku szwagierka nie decyuje. ona nie wie. powiedzialam wiec, ze jak chce, to ja pogadam i uzgodnie to z tesciowa. z tesciowa doszlysmy do wniosku, ze skoro dwa lata temu prezenty byly za 35 euro, to w tym roku za 40.

dzwonie do szwagierki, mowie, ze tesciowa i tesc przystali na 40 euro, a w sluchawce cisza… w koncu zdziwione 40!?!??!! az mnie zatkalo. wiec tlumacze, ze skoro dwa lata temu bylo 35, no to chyba logiczne, ze w tym roku cena poszla ciut w gore. ale jak chcesz, mozemy tez zrobic prezenty za 35 euro…, mowie. choc gula juz mi urosla, bo wiedzialam co zaraz uslysze. nie pomylilam sie: no wiesz, bo u mojego chlopaka w rodzinie to sobie raczej takie symboliczne prezenty za 10-15 euro robia… jako ze nie chcialam kwasow robic, luzno rzucilam, ze zawsze Mikolajki byly obchodzone zgodznie z tradycja rodziny, z ktorej luby i szwagierka sie wywodza i ze tam mieli inna tradycje. Az mnie kusilo zeby wygarnac, ze z jakiej racji cala nasza rodzina ma sie dopasowywac do tradycji jej chlopaka…. to niech on w takim razie zaprosi nas na mikolajki do siebie, skoro to ma byc wg jego tradycji. W ostatniej chwili ugryzlam sie w jezyk i rzucilam: mi wszystko jedno, omow to z tesciowa i daj znac, my sie dopasujemy.

dopasujemy sie. tym razem. ale wiecej my nie bedziemy tanczyc jak nam chlopak szwagierki czy jego tradycje, beda grac. o nie. ciekawe, co na to tesciowie…

i po wakacjach

w koncu udalo nam sie zaliczyc Chorwacje. samochodem. bo pies. ja bym sobie wakacji nie uzyla, gdybysmy psa oddali do jakiegos hoteliku. zwalszcza ”takiego” psa – po przejsciach, psa, ktory bardzo boi sie, ze go zostawimy.

w Chorwacji stalam z chlopakami w kolejce do testow, a luby poszedl z psem na spacer. sledzilam ich wzrokiem. Psisko co chwile ogladal sie za nami – ciagle patrzyl, tak jalby sprawdzal, czy my jeszcze tam jestesmy. a jak luby z nim wrocil, jak on sie cieszyl… tak wiec nie, tak dlugo jak mamy psa, loty samolotem mozemy zapomniec.

ale podroz samochodem nas wymeczyla. psa tez.

w Chorwacji bylo przecudownie: cieplo, slonecznie, bezwietrznie. nawet Adriatyk byl spokojny, prawie bez fal. jedyny mankament, to plaze kamieniste – mnie bardzo relaksuje spacer po piasku przemywanym falami. a tu kamyki. w koncu znalezlismy jedna plaze piaszczysta i na niej spedzilismy dwa dni! nasz 13 letni Szkrab nadal budowal zamki z piasku;) a ja czytalam, przysypialam, spacerowalam z psem, a nawet raz sie wykapalam. Tylko raz, bo jak luby krzyknal, ze wlasnie stanal na krabie, bo spierniczalam szybciutko z wody, zeby mnie jakies ustrojstwo nie capnelo w stope.

psisko wody sie balo! zaskoczyl mnie, bo u nas kazdy stawik zaliczy. a morze go przerazalo. bo mimo ze jakis wielkich fali nie bylo, to morze i tak morskie dzwieki wydawalo. i zapach inny niz sadzawka. wiec sie pies plochal. i do wody nie chcial wchodzic.

w drodze powrotnej odwiedzilismy zaprzyjaznionego ksiedza z Wurzburga. W Wurzburgu piekna, zlota jesien. Slonce tak pieknie swiecilo, ze pomimo przymrozku, jaki zlapal w nocy, zal bylo wyjezdzac.

niestety, jutro szkola, praca…

pokaralo mysliwego

nasze psisko szaleje na punkcie wiewiorek i.. jezy. niech tylko wywacha wiewiorke, to na drzewo chce sie wspinac, jak opetany lata wokol pnia, szczeka, skomle… w takiej sytuacji zartuje sobie: cicho badz wariacie, bo wiewiorka sie z ciebie smieje… ale bywa i tak, ze psisko jeza wywacha. i o ile go na czas nie odciagne, to pies jeza z krzakow wyciaga i wyrzuca mi pod nogi. nie patrzy, ze kolce, ze boli – wydziera biedne jeze i litosci nie ma. ja juz teraz na ogol rozpoznaje, ze znow jeza wywachal i wtedy uciekam jak najszybciej, ale czasami sie zagapie i ciach, znow kulka sie toczy…

no i sie psisko dochrapalo. nos ma obdrapany, lekko podpuchniety, pod broda tez rana – chyba od jeza. jutro wizyta u weterynarza, bo nie podobaja mi sie te rany.

wziac chlopa na litosc

w tym roku spedzilismy wakacje w gorach i morze widzialam tylko przez 2 godzinki… za malo. kocham szum morza, fale, zapach soli, jodu, krzyk mew… uwielbiam gdy mokry piasek wbija mi sie miedzy palce u stop. i strasznie za tym tesknie. a tu lato sie konczy…

poszukalam noclegow na Amelandzie – sa!

patrze na lubego…. luby….. tesknie za morzem….

luby wznosi oczy do gory…..

moze bysmy tak skoczyli na weekend?????? – pytam zalosnie

no zobaczymy…. – wzdycha luby.

no dobra, udalo sie. wzielam chlopa na litosc:D

2-pazdziernika jedziemy na dwa dni nad morze!!!! juz nie moge sie doczekac!

jak oskubac lubego

jakos tak ostatnio ciasno mi sie u rodzicow robi… dwie rodziny w domku jednorodzinnym…. i jeszcze pies – czesto kolejka do lazienki stoi. jako ze potrzeba jest matka wynalazku, a u mnie planow, wynyslilam sobie, ze czas na wlasne lokum w Polsce, jak najblizej rodzicow. najlepiej, kilka dzialek dalej;)

powiedzialam rodzicom o pomysle, a oni juz dzialki mi szukaja. tato co prawda radzi, zeby sobie mieszkanko w bloku kupic, bo juz i bloki nowe ”za” rodzicami powstaja, ale ja sie nie nadaje do zycia w bloku. a zwlaszcza latem, gdy lubie sobie kawe na trawie wypic. a teraz jeszcze, z psem, to juz w ogole bym w bloku sie dusila.

dzialki w Polsce tansze niz w Holandii, ale… nie za bezcen. Pytam lubego: dorzucisz mi sie? Luby: wszystko ci dam, jak zawsze! Luby z oszczedzaniem jest na bakier i u niego najlepiej, jak od razu w cos zainwestuje. I tak sobie pomyslalam, ze budowa domku to wlasnie bedzie dobry sposob, zeby dochody lubego w cos konkretnego (oprocz naszej koszmarnej hipoteki) zainwestowac….

ciekawe, co z tego wyniknie.