oby glosno

wchodzimy z szefem do windy, obok nas 3 pracownikow wiezie w lozeczku szpitalnym male, na oko 2-letnie dziecko. dziecko, niczym maly kotek, chwiejac sie probuje raczkowac w lozeczku i jednoczesnie placze, tak cicho. mowie do szefa, ze zawsze dziwi mnie, gdy dzieci tak cicho placza, bo moi to jakby straz pozarna jechala. szef mowi, moi tez, ale cieszmy sie, bo tak placzce dziecko, jak to w lozeczku, musi byc w bardzo zlym stanie… slowa szefa potwierdzila asysta skladajaca sie z 3 pracownikow szpitala – na ogol jest ich dwoje, a tu bylo trzech, czyli wsrod nich lekarz. taka asysta jest konieczna podczas przeworzenia pacjetnow w krytycznym stanie.

niech wiec placza te moje dzieci glosen donosnym, byle im zdrowie dopisywalo.

a zdrowie na razie dopisuje. choc ze Szkrabem ide w pn do lekarza, bo chyba kolce z kaktusa jeszcze w stopie tkwia i wywiazal sie stan zapalny:/ dwa bable przeklulam i rzeczywiscie dwa male kolce wyplynely. pozostale dwa sa chyba za gleboko i nic nie mozemy z nimi sami zrobic.

a ja zlamalam kolorystyczne przyrzeczenie… do konca roku mialam nie kupowac niczego czarnego… i nawet mi sie to udawalo, bo jakis czas temu na zime nabylam wsciekle czerowny sweter, szary (!) golf, granatowe trzewiki i fioletowa spodnice w panterke, a dzis… no do fioletowej spodnicy w panterke, to tylko czarna gora pasuje;) wiec kupilam czarny swetro-zakiet, za asymetrycznym zapieciem. i juz wiem, ze sie w nim nachodze, bo i do dzinsow, na bardziej sportowo, i do kazdej spodnicy, jaka wisi w szafie, moj nowy nabytek bedzie pasowal.

wczoraj wlazlam Szkrabowi do lozka, zeby jeszcze chwile pogadac; pytam go ”jak tam dzis z gra w pilke nozna?’ a Szkrab na to: ”holly shirt, nawet nie chce mi sie o tym myslec!”. nie wiedzialam czy sie smiac, czy strofowac… nic nie powiedzialam, zeby jednak nie parsknac smiechem.

 

Dodaj komentarz