u siebie w domu

tydzien temu do naszego domu wkroczylo psisko. niesmiale, spokojne, ciuchutkie. nie wiedzialo co z soba zrobic. chodzil. stal, patrzyl – troche jak gosc, ktoremu nie wskazalo sie, gdzie ma siasc. bal sie schodow, nie wiedzial jak ma na imie.

kilka dni temu przylapalam lobuza na fotelu;) wczoraj po raz pierwszy sam drapal sie na gore, bez zechety – po prostu, slyszal nasze glosy i postanowil nas poszukac. dzis zaczal sie interesowac zabawka. plastikowym kurczakiem. do tej pory zabawki nie interesowaly psiska. no i w koncu wieczorem… poczestowal sie naszym obiadem, ktory mial byc na dwa dni;) psisko sciagnelo brytfanke z kurczakiem z baru i uraczylo sie mieskiem. zaczyna tez dawac glos. alarmuje, ze ktos przechodzi, ze samochod podjechal. dobrze, ze mieszkamy na spokojnej ulicy, to psisko az tak sie nie naszczeka.

psisko czuje sie juz u siebie. i strasznie mnie to cieszy. balam sie psa ze schroniska. a okazal sie najlepszym wyborem, jakiego moglam dokonac. jest niesamowitym psiskiem.

gdzie ta glowa?

w zeszlym roku Szkrab zgubil dwie kurtki zimowe – wrocil z treningu bez kurtku… bo po treningu bylo mu goraco…

teraz w Polsce kurtke zostawil u moich rodzicow. mowie mamie: nie wysylaj! kupie mu lumpeksie i tak bedzie chodzil. zeby w koncu sie nauczyl. gdzie tam, mama kurtke wyslala…

kilka tygodni temu Szkrab wysyla mi wiadomosc ze szkoly: mamo, zapomnialem plecaka…. moglabys mi przywiezc…. mial szczescie, ze pracowalam rano w domu, a o 11.00 mialam zebranie w szpitalu, to mu po drodze ten plecak podrzucilam

wczoraj rano Szkrab idzie do Szkoly: mamo, wychodze! ide mu pomachac i… Szkrabie, a gdzie masz plecak? ooo, zapomnialem…. wzial plecak i popedalowal do szkoly. wchodze do kuchni po kawe, a na barze stoi… lunch i picie Szkraba – zapomnial spakowac:/

wczoraj po poludniu Szkrab szuka zeszytu do matematyki. nie ma, przepadl. luby szuka – nie ma. szukam i ja. no nie ma. mowie do Szkraba – wez nowy zeszyt i powiesz pani nauczycielce, ze zgubiles. Szkrab lamentuje, ze w tamtym zeszycie mial juz gotowe zadanie domowe…. no trudno, musisz je zrobic jeszcze, mowie. ide wziac ksiazke iz komody, a moj wzrok pada na jakis wymietolony brudopis ze szkicamy z geometrii. biore to-to do reki.. i nagle zapala mi sie zarowka w glowie: Szkrabie, czy to wyszmatlane cos jest twoim zeszytem do matematki????? TAK!!! TAK!!! luby rzy na calego: kilka razy bralem ten ”zeszyt” do reki, ale w zyciu nie przyszloby mi do glowy, ze to jest zeszyt do matematyki mojego dziecka… a ja…. ja juz nie wiem, jak mam z tym dzieckiem postepowac… zeszyt wygladal jakby go pies przezul i wyplul. jak ja mam to dziecko nauczyc schludnosci..

wczoraj wieczorem pytam: na ktora godzine masz jutro do szkoly? – na druga lekcje, odpowiada Szkrab. rano wyprowadzil psa i obija sie po domu. siadl na kanapie i nagle podskakuje! kurcze, za 5 min zaczyna sie lekcja!!! (na ktorej mial sprawdzian)… jednak mam na 8.30!!!! (czyli na pierwsze leckje!). spoznil sie 10 min…

smiac sie czy plakac…

Szkrab ma sprawdzian z biologii. wszystko umiem! – tak twierdzi Szkrab. ja twierdze inaczej…

Szkrabie, wymien elementy mikroskopu
Eeeee…, eee… okulus….
Okular….
No tak, okular…
Co dalej?
Cubus…
Tubus!!!
No to tubus, niech bedzie… a nastepny jest REWOLWER!!! PIFPAF!!!

Bizon kwiczy ze smiechu. ja w koncu tez wybieram smiech. choc plakac mi sie chce nad tym moim dzieckiem i jego lenistwem…

Wieczor:
Szkrabie, chodz na gore, przeczytam ci jeszcze ten rozdzial z biologii.
Eeeeech, nie wiem, gdzie mam ksiazke
Radze ci ja szybko znalezc, bo bedze zle
(po jakis 15 minutach szukania…)
Siadam na lozku Szkraba i mu czytam. Po chwili Szkrab ociezalym glosem:
Spac mi sie chce, daj mi juz spokoj…
Rece mi opadly.

Siedze i mysle. Odpuscic czy nie odpuscic? Odpuscilabym dla ocen, dla szkoly, dla poziomu. Chce byc smieciarzem, niech bedzie. Nie odpuszcze z powodu towarzystwa. Bo od towarzystwa bardzo duzo w zyciu zalezy. Chyba wiecej niz od ocen. Sek w tym, ze niskie oceny czesto chodza w parze z bylejakim towarzystwem:/ Wiec… nie, nie odpuszcze. Bede mlotkiem wiedze do lba mego dziecka wstukiwac. Bede szantazowac. Bedzie bolec, ale go przeciagne na wyzszy poziom.

Piecioosobowa rodzina

no i mamy psa. czasem o tym zapominam i jak sobie przypomne, to ledwo w to wierze:DDD

zaczne od tego, ze gdy weszlam do schroniska, zeby podpisac dokumenty, to sie prawie poplakalam… zobaczylam te slepia wpatrzone we mnie, uslyszalam podekscytowane szczekanie i taki mnie zal scisnal dla tych wszystkich nieszczesc wpatrzonych we mnie:( majacych nadzieje na glupi spacer… na glupie poczochranie po glowce… ech… podziwiam wolontariuszy, ktorzy tam pracuja…

trafilam na wspaniala koordynatorke adopcji – bardzo konkretna i myslaca kobiete. to ona wpadla na pomysl, ze w piatek, to my psa tylko na spacer wezmiemy, podpiszemy dokumenty adopcyjne i zawieziemy go do lecznicy a tam nam go… wykapia! cale szczescie, bo pies niestety.. smierdzial nieziemsko. na spacerze tego czuc nie bylo, ale gdy nam wskoczyl do samochodu….

psa nam wykapano, przenocowano w lecznicy i na drugi dzien odebralismy go i ruszylismy w trase do Holandii. balismy sie jak pies to przezyje a on byl taki grzeczny!!! raz tylko zaszczekal: o 18.00 upomnial sie o jedzenie;) dostal jesc i zapadl w drzemke.

z wygladu pies bardzo zwyczajny, taki zwykly burek;) ale z zachowania pies na zastanawia! nie bardzo potrafimy wyczaic, skad on sie wzial. z jednej strony, nie wyglada nam on na takiego zwyklego, wiejskiego burka, bo nie ujada jak te wiejskie psy. wrecz przeciwnie, prawie w ogole nie wydaje dzwiekow! jest bardzo spokojny, cichy i opamietany. tylko, gdy Bizon zaczal grac na skrzypcach, Bailey nie wytrzymal i zaczal wyc:DDD z drugiej strony, ten pies musial zyc z ludzmi i nie byl przez nich skrzywdzowny, bo bardzo lgnie do ludzi, nie wykazuje ani strachu, ani agresji. ale on nic nie potrafi: nie zna komendy siad, chodz, odejdz… na smyczy chodzic tez nie potrafi: ciagnie w podekscytowaniu jak szalony – trenuje go; dzis wieczorem trasa, ktora normalnie zajmuje mi 40 minut, przebylam w… 1.5 godziny, bo co tylko pies pociagnal, to ja stawalam, zeby on wrocil i poluzowal smycz. luby juz wyjechal, zeby mnie szukac;) pies w ogole nie wie, co robic z zabawkami! leza… a on tylko do nas podchodzi, zeby go poglaskac;) wiec raczej glowa spokojna, chyba pogryzionych butow nie bedzie;) chyba, bo nie wiadomo, co z pieska za kilka dni wyjdzie:)

znowu luby zdobyl u mnie punkty: nauczyl psa spac w jego psim lozku:D w piersza noc pies nie wiedzial, co ma z soba zrobic. nie chcial wejsc na swoje legowisko. luby siadl w lozu psa, przywabil, polozyl, uspil… pies jak zasnal, tak przespal cala noc. Szkrab wzial go na spacer o 8.30! a psisko nic w pokoju nie zniszczylo, nie obsikalo. dzis rano za to uratowal nam slore – w nocy wylaczono prad i budziki zastrajkowaly. za to nasz Bailey o 7.30 zaszczekal – upomnial sie o uwage. dzieki temu Szkrab nie spoznil sie do szkoly;) Szkrab do szkoly, a my… cala trojka w kwarantannie. bo Holandia wprowadzila ”code oranje” dla Polski, co oznacza, ze osoby od 13-roku zycia wracajace z Polski powinny poddac sie 10-dniowej kwarantannie. no to sie poddajemy…

na dzien dzisiejszy moge smialo powiedziec, ze wybralismy idealnego psa:-) sporo nauki przed nami, ale to akurat jest fajnym intelektualnym wyzwaniem dla mnie i dla Szkraba. Bizon i luby tylko obserwuja. i ciesza sie;)

covidowe szalenstwo

wchodze do supermarketu, a tam prawie wszyscy maseczki nosza… a ja nie… ech, az wyrzuty sumienia poczulam!

mama dzwoni: moze bys sobie rekawiczki kupila, takie lateksowe? pytam: ale, po co?

mama: no, ze jak bedziesz drzwi otwierac, to zebys gola reka nie otwierala…
mamo, ale przeciez covid nie wchodzi przez dlonie!

tato (whatsapp): zostancie u nas do piatku. bo co wy w tym Lublinie bedziecie robic?
ja: a co u Was bedziemy do piatku robic??? w Lublinie mamy juz hotel zarezerwowany…
i nawet nie mowie, ze nie moge sie tego Lublina doczekac: raz, ze basen w hotelu, dwa, samo miasto, zwlaszcza stare miasto, jest przepiekne, trzy, strasznie mam ochote na knajpowanie….

ech… wiem, wiem, wirus jest, wiem, trzeba byc ostroznym, ale…. czy trzeba sie ciagle bac? ja nie zamierzam. odstep 1.5 m – tak, maseczka – ok, ale nikt mnie w domu nie zamknie na 4 spusty.

lozko dla Bailey juz czeka:D stoi pod sciana. patrze i az mi sie wierzyc nie chce, ze juz za kilka dni, bedzie tam nasz nowy czlonek rodziny. czuje sie prawie jak w ciazy: jeszcze go nie znam, a juz go kocham:)

taki numer;)

dzwoni tesciowa;)

– dzwonie, bo… napisalas, ze jedziecie po psa do Polski… wiesz, ja powiedzialam, ze pies u nas moze zostac, gdy jedziecie na wakacje, ale… Heit (czyli tato / tesc) sie nie zgadza… strasznie mi glupio i nie i wiem, co ja mam z nim zrobic, ale on sie nie zgadza. wiem, ze ja powiedzialam, ze pies moze i nas zawsze zostac, ale Heit sie zdenerwowal, ze z nim tego nie skonsultowalam, ze obiecalam bez jego zgody… strasznie mi glupio, nie wiem, czemu on ma z tym problem…

biedna tesciowa;) ma faceta z menopauza;)

odpowiadam:

– nic sie nie stalo, rozumiem. nie kazdy musi lubic nasze zwierzaki i rozumiem, ze Heit ma z tym problem.

Tesciowa jednak czuje sie winna i nie rozumie, czemu tesc robi problem;) a ja rozumiem: nie kazdy chce miec psa w domu. ja tez bym nie chciala cudzego psa;) to tak samo jak z dziecmi: swoje kocham nad zycie, a cudze… czasem zapalam sympatia do dzieci przyjaciol, ale generalnie, cudze dzieci tak srednio mnie interesuja;)

uspokoilam tesciowa, zeby nie bylo jej glupio, ze my sobie poradzimy z pieskiem, ze sasiad, gdy mu powiedzialam, ze bedzie pies, zaoferowal, ze moze z nim chodzic na spacery (bardzo mnie zaskoczyl ta oferta!), wiec moze nawet sasiedzi zechcieli by raz na ruski rok wziac psa pod opieke na tydzien naszych jesienmych wakacji. mama Thysa, najlepszego przyjaciela Bizona, opiekowala sie naszymi swinkami i mowila, ze jakby co, to i psem sie zaopiekuje. moja doktorantka, ktorej koty raz dokarmialam tez sie zaoferowala, ze jakby co, to sie naszym psem zaopiekuje. ale i tak, tesciowej bylo bardzo glupio. ech, ci panowie;)

wyprawka dla niemowlaka…

o, przepraszam, dla psa;)

dostalam liste wyprawkowa od pani ze schroniska. bardzo mi to pomoglo, bo nie mialam pojecia od czego zaczac;) a tu pani nie dosc, ze rzeczy wypisala, to poradzila, jaki rodzaj (smyczy), rozmiar (legowiska), gdzie taniej (przez internet), jak postepowac z psem podczas podrozy, w pierwsze dni, itd…

wiec teraz chodze po sklepach (intenretowych) i ogladam zabawki, szampony, miski:DDD

mam deja vu sprzed ~15 lat, gdy kompletowalam wyprawke dla Bizona. nic nie wiedzialam: jaki smoczek, jaki kocyk, jakie pieluchy. i sie udalo.

wiec i z psem sie chyba uda, co?

i tak to u nas jest…

mial byc jamnik, basset, border collie, rosyjski terrier, i juz nawet nie pamietam co wiecej. a bedzie… mieszaniec. ze schroniska:D

w sobote zobaczylam na zdjeciu psisko z dlugim, wywalonym jeziorem, bananem na pysku, polaczenie wszystkich kolorow, o ktorym marzyl Szkrab i sie zauroczylam. i prawie zalatwione. ankieta adopcyjna wypelniona, szukamy hotelu w okolicy Lublina i teraz tylko pozostalo nam modlic sie, zeby do srody granic do Polski nie zamkneli:/

ale bedzie rewolucja…

kolejna lekcja

dzis druga lekcja tanca. no i sie pogublismy:DDD walc: obroty w prawo bez problemu, ale w lewo…. porazka. podczas przerwy po raz kolejny odkrylam roznice miedzy sposobem myslenia lubego i moim. ja, zeby wiedziec jak obrot wykonac, musze wiedziec od ktorej nogi zaczynam i czy do przodu czy do tylu mam ja dac. jak juz doszlam do ladu, kiedy i ktora noga zaczyna ”do tylu”, to juz wszystko stalo sie jasne. dla lubego z kolei wazne jest, zeby wiedziec w ktorym kierunku ma byc ”przesuw”, jak to wie, to automatycznie wie ktora noga rusza pierwsza i w ktora strone. jak odkrylismy w czym tkwi nasz problem, to ja wytlumaczylam lubemu kierunek ”twistow”, a on mi powiedzial, ktora noga startuje i czy do przodu czy do tylu. po przerwie wrocilismy do sali i ciach: poszlo. widzialam zdziwinie asystentki nauczyciela, ktora byla gotowa nas wspierac, bo przed przerwa za chiny ludowe skret w lewo nam nie wychodzil, a przerwie weszlismy na parkiet i ot tak, zatanczylismy:D

smiech byl tez przy cha-cha:
Nauczyciel: ”panowie, musicie wysylac jasne sygnaly, bo panie musza byc wam posluszne”;
Luby: moja zona nigdy nie jest posluszna.

Po czym zafundowal mi 5 obrotow pod rzad, az mnie zarzucilo;) i tak konczy sie bycie posluszna mezowi.

takie glupoty

ja: luby, jak zaadoptujemy psa z Polski, to ten biedny pies bedzie musial sie nauczyc niderlandzkiego!
luby: no to bedzie dwujezyczny. a tak w ogole to po co? – mnie nie musi rozumiec;)

******************

zamierzam posluchac muzyki na laptopie; ide po sluchawki, podlaczam do laptopa, ale jeszcze wina mi sie chce. ide do kuchni nalac wino, siadam do laptopa, a wino w kuchni:/ wracam do kuchni, biore wino, siadam do laptopa, wlaczam muzyke i nic nie slychac. luby…. uzywales mojego laptopa? nie, a co? bo muzyki nie slychac. luby przewraca oczami: bo sluchawki na fotelu leza…. (podlaczone do laptopa). zapomnialam;)

*******************

moj Chinski doktorant pipetuje w labie; ide do labu, zeby mu przyszykowac tkanki na jutro. wybieram, mysle, zapisuje, planuje, a ten gada, gada, gada. cicho badz, cicha badz, do cholery, cicho badz – mamrocze pod nosem, jak mantre jakas, byle nie wybuchnac… Czips!??!?! Czips??!!?!? I don’t understand! – mowi poddenerwowany doktorant. I cale szczescie – mamrocze do siebie pod nosem. Nothing important, just talking to myself – odpowiadam przyjaznym tonem…

**********************

ja: Bizon, ty moj kochany brzydaku – mowie do Bizona, lezac z nim w lozku na dobranoc
Bizon: przeciez ja nie jestem brzydki, Ty jestes!
ja: ale wszyscy mowia, ze jestes do mnie podobny! a jak ja brzydka, to i Ty.
Bizon: jak bys miala dlugie wlosy, to bys byla ladna
ja: Ty tez! zapusc!
Bizon: chlopaki nie maja dlugich wlosow!
ja: jak to nie? jest wielu panow z dlugimi wlosami
Bizon: mamaaaaa…. widzialas kogos z mojej klasy z dlugimi wlosami???
ja: z Twojej klasy nie znam, ale innych znam….
po kilku minutach ciszy:
Bizon: mamo, czy ty nadal myslisz czy juz zapomnialas?
ja: co? a tak, zapomnialam:DDD

************************

orynator: Czipsie, za dwa lata Jan idzie na emeryture… czy mozemy liczyc na ciebie?

zalamka:///////

stad to wino – wina – winna – czy niewinna? tak czy nie? finansowe bezpieczenstwo (tak) czy pasja (nie)? przychodze do domu po 12 godzinach laczenia finansowego bezpieczenstwa z pasja. zachowuje pokerowa twarza. i mysle. i pije. wino – wina – winna – niewinna. moja wina. trzeba bylo oddac dzieci do zlobka, jak wszyscy robia. i robic kariere. a teraz? sama chcialas. moja wina. wino. patrze na lubego. tez pije wino. winny? niewinny. ciezko pracuje. stad wino. robi kariere. robi co lubi. ja tez chce robic co lubie. i jeszcze, zeby mi za to placili. tak jak placa lubemu. ech…. trzeba dorosnac. pracowac dla kasy. a nie dla lubienia. i zapic. frustracje. zmarnowane szanse. pogrzebac ambicje. naukowe aspiracje.
czyzby pms? nie, klimakterium.

*********************

ja: ufffff, goraco – otwieram drzwi do ogrodu, zeby sie ochlodzic
luby: widac, ze masz fale
ja: widac:?!?!?!!?!?! to inni tez to widza?
luby: no tak, widac, ze jestes czerwona na twarzy
ja: kurcze, czyli faceci w pracy to widza!
luby: no i co z tego?
ja: to z tego, ze tak jak nie musza wiedziec, ze mam pms, okres, tak samo nie musza wiedziec, ze mam menopauze!