pokaralo mysliwego

nasze psisko szaleje na punkcie wiewiorek i.. jezy. niech tylko wywacha wiewiorke, to na drzewo chce sie wspinac, jak opetany lata wokol pnia, szczeka, skomle… w takiej sytuacji zartuje sobie: cicho badz wariacie, bo wiewiorka sie z ciebie smieje… ale bywa i tak, ze psisko jeza wywacha. i o ile go na czas nie odciagne, to pies jeza z krzakow wyciaga i wyrzuca mi pod nogi. nie patrzy, ze kolce, ze boli – wydziera biedne jeze i litosci nie ma. ja juz teraz na ogol rozpoznaje, ze znow jeza wywachal i wtedy uciekam jak najszybciej, ale czasami sie zagapie i ciach, znow kulka sie toczy…

no i sie psisko dochrapalo. nos ma obdrapany, lekko podpuchniety, pod broda tez rana – chyba od jeza. jutro wizyta u weterynarza, bo nie podobaja mi sie te rany.

wziac chlopa na litosc

w tym roku spedzilismy wakacje w gorach i morze widzialam tylko przez 2 godzinki… za malo. kocham szum morza, fale, zapach soli, jodu, krzyk mew… uwielbiam gdy mokry piasek wbija mi sie miedzy palce u stop. i strasznie za tym tesknie. a tu lato sie konczy…

poszukalam noclegow na Amelandzie – sa!

patrze na lubego…. luby….. tesknie za morzem….

luby wznosi oczy do gory…..

moze bysmy tak skoczyli na weekend?????? – pytam zalosnie

no zobaczymy…. – wzdycha luby.

no dobra, udalo sie. wzielam chlopa na litosc:D

2-pazdziernika jedziemy na dwa dni nad morze!!!! juz nie moge sie doczekac!

jak oskubac lubego

jakos tak ostatnio ciasno mi sie u rodzicow robi… dwie rodziny w domku jednorodzinnym…. i jeszcze pies – czesto kolejka do lazienki stoi. jako ze potrzeba jest matka wynalazku, a u mnie planow, wynyslilam sobie, ze czas na wlasne lokum w Polsce, jak najblizej rodzicow. najlepiej, kilka dzialek dalej;)

powiedzialam rodzicom o pomysle, a oni juz dzialki mi szukaja. tato co prawda radzi, zeby sobie mieszkanko w bloku kupic, bo juz i bloki nowe ”za” rodzicami powstaja, ale ja sie nie nadaje do zycia w bloku. a zwlaszcza latem, gdy lubie sobie kawe na trawie wypic. a teraz jeszcze, z psem, to juz w ogole bym w bloku sie dusila.

dzialki w Polsce tansze niz w Holandii, ale… nie za bezcen. Pytam lubego: dorzucisz mi sie? Luby: wszystko ci dam, jak zawsze! Luby z oszczedzaniem jest na bakier i u niego najlepiej, jak od razu w cos zainwestuje. I tak sobie pomyslalam, ze budowa domku to wlasnie bedzie dobry sposob, zeby dochody lubego w cos konkretnego (oprocz naszej koszmarnej hipoteki) zainwestowac….

ciekawe, co z tego wyniknie.

pogrzeby smutne i smutniejsze

poszlam dzis pomoc ”przy pogrzebie” – lista covidowa, czytanie i skladka.

nie czulam sie komfortowo proszac zalobnikow o wpisywanie sie na liste covidowa, ale na szczescie ludzie juz sie przyzwyczaili i nikt sie nie burzyl.

siedzialam z boku i rozne mysli przechodzily mi przez glowe, ze pewnie za niedlugo rodzicow bede zegnac, ale ze tak w ogole, to nigdy nie wiadomo, kto pierwszy… moze ja… kto wie…

tak czy siak, myslalam, ze pogrzeby zawsze sa smutne, ale jednak atmosfera moze byc rozna. dzis na pogrzebie zialo pustka. i samotnoscia. piec lawek bylo zapelnionych. gdy pomysle o polskich pogrzebach… cale sasiedztwo przychodzilo na pogrzeby, plus rodzina najblizsza, blizsza, dalsza, koledzy z pracy. nawet na pogrzebie babci lubego, pol wsi sie zeszlo. a tu piec lawek…

nieboszczce wszystko jedno. nie wiem, czy dzieci zmarlej tez tak odebraly ta atmosfere. moze im tez wszystko jedno. nie wiem. wiem, ze boje sie tego dnia, kiedy przyjdzie mi zegnac rodzicow, tesciow, kto wie, moze meza…

wybuchowe wariatkowo

dzis poszlam z Psiskiem na plac zabaw – brzmi zabawowo, ale na placu zabaw spotykaja sie ludziska, ktorym trafily sie specyfincze psy – psy wybuchowe:DDD chodzi o to, zeby psiaki, ktore nie potrafia bez emocji przejsc obok innego psa na chodniku, nauczyc olewania innych psow.

nie bede opisywac na czym te lekcje polegaja, bo dosc to zawile. ale przyznam, ze bawie sie wysmienicie: i z moim psem i patrzac na innych wlascieli trudnych badz wybuchowych psow. jeden pies bal sie wejsc do tuneli. no to pani weszla do tunelu, zeby pieskowi zademonstrowac, o co chodzi. ryczelismy ze smiechu, bo pies robil to co wlasciciel ma robic: czekal na swoja pania u wyjscia z tunelu:DD

moje psisko przez tunel jak blyskawica smigalo. ale i pare razy mi zwialo i wolaj sobie, wolaj, pancia – przyjde, jak sobie pobiegam. po kilku sprintowych rundkach, z bananem na pysku przybiegl i kontynuowal wspolprace.

w chwilach odpoczyku mojego i psiska obserwowalam inne psy i ich wlascicieli – i wszystko sie zgadza – to prawda, ze psy sa podobne do swoich wlascicieli!!! nie tylko wizualnie, ale tez z charakteru. ten pies, ktory boi sie tunelu – jego wlascicielka wyglada na bardzo niepewna siebie osobe. byl pan z psem, ktory sie zamyslal… pies w trakcie zabawy nagle odplywal myslami i w ogole nie bylo z nim kontaktu. siedzial i patrzyl sie przed siebie. wlasciciel psa… trenerka mu tlumaczy jakie komendy ma psu dawac, a gosc w tym czasie szuka smaczkow dla psa, bo jakims cudem je zgubil:DDD byla tez pani z pieknym, brazowym, troche spasionym labradorem – labradorka postrzelona i wlasicielka tez. co ja mam wspolnego z naszym psikiem? szybki chod;) luby na spacerach dostaje zadyszke i zlosci sie: myslalem, ze idziemy na spacer, a ty uprawiasz marszobieg! tak??? dziwie sie… bo ja zawsze tak chodze, bez psa tez zasuwam, bo… mi sie zawsze spieszy;) ale luby ma racje – inne psy obwachuja krzaczki, szukaja patykow, spogladaja na wlasciciela, a nasze psisko byle do przodu, byle do przodu – tak samo jak ja. nie ogladam sie do tylu.

edukacja ”nie wiadomo o co chodzi”

wzielam w tym roku ”coaching” jednej grupy studentow drugiego roku medycyny. dostalam plan opisujacy, jaki material mam ze studentami przerobic i malo z krzesla nie spadlam: zdrowy tryb zycia w relacji do opieki zdrowotnej. eeee, ja nie mam przygotowania na ten temat i (naiwnie?) zalozylam, ze w dziekanacie sprawdzaja wyksztalcenie wykladowcow, zanim powierza im edukowanie studentow. no nic… stwierdzilam, ze sie podszkole i jakos przez to przebrne.

dzis wszyscy coache uczestniczyli w zebraniu informujacym ”o co to w tym wszystkim chodzi”. okazalo sie, ze osob, ktore o malo z krzesla nie spadly, bylo duzo wiecej. z jednej strony ulga, ze nie jestem sama, z drugiej strony, zniesmaczenie. jeden z wykladowcow spytal wprost: ”jak ja mam uczyc studentow medycyny jak rozmawiac z pacjetami o ich stylu zycia, jesli ja sam nie wiem jak to robic? nikt mnie tego nigdy nie uczyl, bo to moda ostatnich kilku lat”, inny pyta: ”mamy jakies PICTO-scory obliczac – ja nie mam pojecia, co to jest”. ufff, ulga, bo ja tylko wiem, co to PICTOm ale punktow tez nie potrafilabym obliczyc. Odpowiedz organizatora programu nauczania: ”to nie wy macie nauczac – studenci maja przerobic samodzielnie program, a wy macie to tylko moderowac ich prace, wy macie ich ”coachowac”. Na co kolega sarkastycznie odparl: ”a, czyli ja mam przyjsc, siasc i czekac na rozwoj akcji, tak?”.

Rece opadaja…. przedszkole. Program nauczania nie przystosowany do kompetencji wykladowow, oczekiwania w stosunku do wykladowcow (i studentow) niejasne… jak ja mam stanac przed tymi studentami i oczekiwac, ze beda mnie i moja prace traktowac na powaznie?

madre psisko

jeszcze wspomnienie z wakacji. w dniu wyjazdu od rodzicow mama zaoferowala, ze pojdzie na spacer z psiskiem, gdy bedziemy pakowac samochod. okazalo sie, ze pies wiedzial, ze bedziemy wyjedzac i najwyrazniej bal sie, ze o nim zapomnimy! po kilku metrach spaceru z mama, zawracal do domu. nie chcial dalej isc (mimo ze juz wczesniej spacerowal z mama). w koncu mama sie poddala, zawolala Szkraba, zeby z nimi poszedl i wtedy psisko juz poszlo spokojnie na spacer. wiedzial nie tylko, ze bedziemy wyjedzac, ale tez, ze bez Szkraba nie pojedziemy;)

wg Dabrowskiej

nie wiem, co mnie sieklo, zeby zamowic sobie ksiazke dr. Ewy Dabrowskiej (hmmm,… z tego co pamietam, to tylko w mianowniku nie stawia sie kropki po skrocie dr…, wiec w dopelniaczu stawiam; chyba dobrze, co?;)). przeczytalam dwa razy, zafascynowana pacjentami pani dr, tym, co mozna postem i dieta osiagnac. o diecie dr. Dabrowskiej slyszalam wiele razy, ale jako ze diety-cud omijam szerokim lukiem, to i ta omijalam, jakby to od jakiej szarlatanki wyszlo. a jednak, od dwoch dni postuje. co mnie przekonalo? to, ze pozytywne skutki dietowania widze po sobie za kazdym razem, gdy ograniczam slodycze, tluszcze i alkohol; a robie to zawsze, gdy waga wskazuje o 2-3 kg za duzo, gdy spodnie wpijaja sie w pas. ja juz jakis czas temu powiedzialam mojej lekarce domowej: listki, skoncze na diecie listkowej, bo po nabiale boli mnie glowa i dostaje egzeme, wiec nabial juz dawno temu wyeliminowalam z diety, a po wielu innych produktach (np. pomidorach) boli mnie zoladek i tez glowa, i te produkty tez stopniowo wykluczam. wtedy powiedzialam to pol zartem, pol serio. a dzis, po drugiej dobie postu warzywno-owocowego moge powiedziec smialo, ze to jest cos dla mnie. najbardziej przekonuja mnie kiszonki – nakupilam sobie w Polsce kiszonek z kapusty, z buraka i pije z wielka przyjemnoscia. i czas zaczac robi swoje kiszonki, zanim te polskie sie skoncza.

choc… zeby nie bylo rozowo. znow daje o sobie znac moje uzaleznienie od kofeiny. wczoraj kolo poludnia organizm sie upomnial o kofeine potrwornym bolem glowy. myslalam, ze jeden dzien i bedzie lepiej. wiec poszlam wczesniej spac. ale rano wstalam… chora z bolu glowy. poznym popoludniem skapitulowalam. zrobilam sobie 1/3 kubka kawy i duszkiem, bez mleka, wypilam. juz po 15 minutach bol glowy zaczal ustepowac… niestety, uzaleznienie organizmu jest silne. zobacze, co bedzie jutro. jesli znow bol glowy mnie znockoutuje, to znow mala, oszukancza kawke sobie strzele. bo jutro… do pracy. koniec wakacji.

Dobry dzen

jestesmy w Czechach. na zadupiu wielkim. tak wielkim, ze internet prawie nie dziala, ze najblizsza piekarnia 7 km stad. jak mi tego bylo trzeba…. lasy, gory, natura i calodniowe wycieczki piesze. od chodzenia czuje nawet ramiona:DDD

a jaki pies szczesliwy! i padniety! po tylu godzinach dreptania chrapie jak traktor.

jeszcze dwa dni i jedziemy do rodzicow.

a potem koniec dobrego. wio, do roboty.