Dobry dzen

jestesmy w Czechach. na zadupiu wielkim. tak wielkim, ze internet prawie nie dziala, ze najblizsza piekarnia 7 km stad. jak mi tego bylo trzeba…. lasy, gory, natura i calodniowe wycieczki piesze. od chodzenia czuje nawet ramiona:DDD

a jaki pies szczesliwy! i padniety! po tylu godzinach dreptania chrapie jak traktor.

jeszcze dwa dni i jedziemy do rodzicow.

a potem koniec dobrego. wio, do roboty.

Takie gesty

od kilku miesiecy pomagam chirurgowi z naszego oddzialu tlumaczac jego konwersacje z polska pacjentka. kobiete spotkalam pierwszy raz w marcu, kiedy to lekarze z naszego szpitala ratowali jej zycie po zaniedbaniu z innego szpitala. w ciagu ostatnich kilku miesiecy kobieta przeszla piec operacji. od dwoch tygodni znowu lezy na oddziale naszego szpitala. przyszla ”tylko na chwile”, na drobny zabieg, a okazalo sie, ze zaniedbania z poprzedniego szpitala byly tak powazne, ze po tym ”drobnym zabiegu” przeszla dodatkowe dwie operacje, bo jelita nie dzialaja jak nalezy. ostatnia opercja odbyla sie wczoraj w nocy o 3.30… operowal ja inny chirurg niz ten, ktoremu tlumaczylam, bo moj znajomy jest od piatku na wakacjach.

dzis rano tlumacze. wchodzi lekarz, a pani usmiechnieta: o, pan doktor! chirurg troche zdziwiony pyta: pamieta mnie pani? tak, pamietam, poglaskal mnie pan po rece i powiedzial, ze wszystko bedzie dobrze!

jak ona to powiedziala, to az mnie wzruszenie scisnelo w gardle. przetlumaczylam z lekka chrypka w glosie;)

3.30 nad ranem, gosciu operowal caly weekend (Polka byla jego ostatnia weekendowa pacjentka) a on, pamietal o poglaskaniu ja po rece, o krzepiacym slowie. znam go na tyle dobrze, ze nie powinno mnie to dziwic – jest to przesymaptyczny czlowiek. ale najbardziej sympatyczni ludzie o 3.30 w nocy powinni spac… i chyba nikt nie jest szczesliwy stojac o tej porze przez trzy godziny przy stole operacyjnym. a mimo to… stac go bylo na cieply gest.

a chirurg mi potem powiedzial, ze zdziwil sie, za pacjentka go poznala, bo nigdy wczesniej go nie widziala, a spotkala go juz na sali operayjnej, gdzie on juz byl caly umundurowany i w masce.

gesty sa bardzo wazne.

a pozniej sie usmialysmy do lez, z… mojego zartu, ktory dopiero jak wypowiedzialam, uznalam za niestosowny, ale… mnie sie zawsze trzyma czary humor, a jak trafie na sympatyczna osobe, to juz hamulcow nie mam. pacjentka mowi mi, ze po tej operacji przenieli ja do jedynki, ze juz nie wrocila na poprzedni sale, ktora dzielila z trzema innymi pacjentami (co ciekawe, nie ma podzialu na sale zenskie i meskie – Polka lezala z dwoma panami i jedna pania). na co ja sie glupio zasmialam: no to teraz mysla zes zeszla z tego swiata! w srodku nocy zabieraja pacjentke pod skalpel, pacjentka juz nie wraca… no tylko jedno do glowy przychodzi. na szczescie kobiecie bardzo sie zart spodobal.. ufff… dla mnie nauczka, zeby nie chlapac glupio jezorem….

Plac zabaw

myslalam, ze wyroslam juz z placow zabaw… a tu dzis trener psa zabral nas na psi plac zabaw z przeszkodami. spuscilam psa ze smyczy a on, jak by go kto biczem trzasnal:DDD pognal przed siebie. zrobil sprintem kilka rundek wokol placu, a szczescie mial takie wymalowane na pysku, ze nie tylko ja i nauczyciel sie smialismy, ale i inni wlasciele psow cwiczacy na sasiednim placu. po sprincie przelecial jak strzala przez tunel, chyc nad jedna przeszkoda, nad druga, az w koncu truchcik po kladce.

po 15 minutach zabawy nauczyciel mowi: mysle, ze kurs posluszenstwa trzeba zapomniec. to jest to, czego wasz pies potrzebuje: wyszalec sie. jak sie wyszaleje, to i w glowie mu sie wszystko pouklada. a co najwazniejsze, poprzez zabawe jeszcze bardziej wzmocnicie wasza relacje i jego wpatrzenie w ciebie.

tez tak mysle.

cwieczenia, ktorymi i psa i siebie od kilku tygodni mecze, sa potrzebne, przynasza rezultaty, ale… sa cholernie nudne. tak nudne, ze za kazdym razem musze z soba walczyc, zeby isc cwiczyc. plac zabaw o wiele bardziej mi sie podoba niz kurs posluszenstwa. juz nawet mysle, ze poszukam jakiejs poprzeczki do skakania, zeby w ogrodzie z psem skakac;)

czyj fotel

na urodziny, w styczniu, kupilam sobie fotel bujany. mialam zamiar zaniesc go na strych, zeby tam, wieczorami, w ciszy czytac ksiazki i wypoczywac. ale jakos tak sie stalo, ze fotel nigdy na strych nie dotarl. mimo ze nieurodziwy, wrecz brzydki, taki szaromysi, zostal na dole, bo jakos tak sie stalo, ze kazdy lubi sobie na nim przycupnac.

a najbardziej polubil go… nasz pies:D lubi na nim spac. nie wiem, czy czuje na nim nasze zapachy? czy moze po prostu fotel wygodniejszy niz jego loze. tego nam pies nie powie. na poczatku psisko jeszcze migrowalo miedzy swoim lozem a fotelem a teraz juz co noc zasypia na moim (!) fotelu.

siedze sobie przez TV, na moim (!) fotelu, a pies… patrzy na mnie. i patrzy. czemu on sie tak patrzy, zastanawiam sie… no jak to, czemu… bo mu legowisko zajelam:DDD i patrzy, kiedy sobie pojde;)

zapampersowane dorosle dzieci

w ciagu ostatnich tygodni do naszej koscielnej skrzynki e-mailowej przychodza e-maile od rodzicow (mam) studentow poszukujacych pokoje na najblizszy rok akademicki. ile razy odpowiadam na takiego e-maila (jestem sekretarzem w naszej misji), mam ochote napisac: a dlaczego to mamusia 19-letniej kobiecie szuka pokoju???? przeciez to sa dorosli ludzi, po maturze, egzaminie dojrzalosci, ludzie, do ktorych na studiach mowi sie per pan/pani… i sami nie potrafia napisac e-maila????? sami nie potrafia sobie znalezc pokoju???

jedna pani napisala, ze corka studiuje media i komunikacje i jest taka bardzo wrazliwa, niesmiala dziewczyna, dlatego tak trudno jej znalezc pokoj. wrazliwa, niesmiala dziewczyna studiujaca media i komunikacje….. nie moja sprawa, ale pierwsze co mi przeszlo przez glowe, to to czy to jest odpowiedni kierunek dla tejze corki… inna mama mnie juz zupelnie rozwalila, tez ma niesmiala i wrazliwa… nastolatke!!!! no tej kobiecie to malo nie odpisalam: nastolatke????? dorosla kobiete, chyba!

nie pojmuje.

nie wiem, czy to ja bylam inna, czy moi rodzice, czy po prostu czasy byle inne. moze dlatego, ze ja wychowana na pieluchach tetrowych a nie na pampersach? moze to robi roznice, ze szybciej odcielam pepowine? mi rodzice pokoju nie szukali. ja sie dostalam na studia, ja zdecydowalam, ze sie wyprowadzam, ja sobie znalazlam stancje. i w Polsce, za granica.

ciekawe, czy mamusie umawiaja swoje wrazliwe nastolatki na randki…

wracam do zywych

od dwoch dni czuje sie normalnie. nie boli mnie glowa, nie jestem zmeczona, nie kreci mi sie w glowie. niesamowite uczucie. teraz potrafie spojrzec wstecz na moja chorobe. teraz dopiero widze, co sie ze mna dzialo, jak strasznie mnie ta choroba psychicznie (!!!) wykonczyla. bo ja nie mam cierpliwosci do chorob… a chorowalam ponad 6 tygodni.

w pn ide na fisjo, zeby mi zbadali jak to oni mowia ”narzad rownowagi”, czyli blednik podejrzewam. i pokaza mi cwiczenia, zeby rownowage ”rehabilitowac”.

dzieci jada w nd do dziadkow. bedzie tydzien ciszy. ciszy, o ktorej marze.

Jak nie urok, to…

..to Szkrab przywlecze przeziebienie. a ze u mnie zwykly katar zawsze konczy sie zapaleniem zatok, no to mam… nie dosc, ze blednik jeszcze nie do konca funkcjonuje jak nalezy, to jeszcze zatoki, bol glowy, kaszel… wszystkie wezly chlonne mnie bola.

czuje sie jak facet: umieram na katar….

Deszcz

leje jak z cebra od samego rana. i wyglada na to, ze przestac nie zamierza. zakladam wiec wysokie kalosze, dlugi przeciwdeszczowy plaszcz i tak zabezpieczona biore psa na spacer. pies sie bardzo cieszy – do momentu az otwieram drzwi. pierwszy raz nie wypadl jak z torpedy wystrzelony. stanal w progu i popatrzyl na mnie prawie mowiac: ale przeciez pada!!! smieje sie i mowie: przeciez ty jestes psem!

podobnie mowie do moich chlopakom, gdy narzekaja, ze pada: przeciez wy jestescie Holendry, a Holendrzy sie deszczu nie boja.

wychowac psa

cwicze z psem chodzenie za mna z siadem na rozkaz. ale wachanie krzaczkow i ich podsikiwanie jest bardziej interesujace niz czlapanie za pania. a co dopiero siad na rozkaz… czasem pies raczy wspolpracowac, a czasem sie wypina. mowie to nauczycielowi, ze pies patrzy w lewo, w prawo, pod nogi, ale siadac nie zamierza. w domu tak. on doskonale rozumie o co chodzi. ale zeby na spacerze siedziec??? i isc za pania??? pies udaje, ze nie wie o co chodzi. nauczyciel sie usmial, mowi, ze z psem, jak z dzieckiem – gluchota wybiorcza. ale… im smaczeniejsza nagroda, tym bardziej posluszny pies…

po przetestowaniu roznych smaczkow ze sklepu zoologicznego, poszlam po rozum do glowy i kupilam… bekon. bingo.

dzis rano zauwazylam, ze bekon sie skonczyl. ale znalazlam krewetki. myslalam, ze to psu przypadnie do gustu. ale nie! pies obwachal, popatrzyl na mnie w stylu ”ale o co chodzi?” i nie tknal. no to… z serem zoltym poszlismy na trening. tak, ser zolty nalezy do ulubionych smaczkow. jak tak dalej pojdzie, spasiemy psa i po kursach w szkole bedziemy z psem chodzic do dietetyka;)

guza nie ma

neurolog i radiolog orzekli, ze mozg mam ”czysty”. wiec najprawdopodobniej przeszlam wirusowe zapalenie nerwu dochodzacego do narzadu rownowagi. neurolog potwierdzil to, co sobie wyczytalam na internecie, ze rekonwalenscencja moze potrwac kilka miesiecy, nawet z pol roku. mam skierowanie do fizjoterapeuty… mam wrazenie, ze jak lekarze nie wiedza, co zrobic z pacjentem, to wysylaja go do fizjo. a ja jakos w fizjo przestaje wierzyc. przynosza ulge na jakis czas, a potem wszystko wraca… ale innej opcji nie mam.

jeszcze jakis test na balans bede miala robiony. i tyle.

martwie sie tym, ze moj problem nasila sie po 2-3 godzinach pracy przed ekranem. dzis mialam zebranie, 2 godziny, na ktorym zbytnio sie nie wysilalam. a i tak pod koniec marzylam, zeby ci ludzie juz przestali gadac, zebym juz mogla zamknac oczy…

tak mnie jeszcze naszla refleksja na temat sluzby zdrowia. w Polsce ludzie jezdza sie leczyc na zachod, bo ponoc tam ”lepiej”. co ciekawe, wielu Polakow, ktorzy mieszkaja w Holandii, jezdzi sie badac i leczyc do Polski, bo tam lepiej:D czesto slysze: ”pojedziemy do Polski na wakacje, to tam sobie wszystkie badania prywatnie porobie, bo tu to nic nie zrobia;)” moja choroba uswiadomila mi po raz kolejny, ze niestety, wszedzie, i w Polsce, i w Holandii licza sie znajomosci…