dzis podczas lunchu szef tak jakby chcial sie wytlumaczyc, dlaczego do tej pory nie dopisywal mnie do artykulow, nad ktorymi sporo sie napracowalam. po dlugim monologu szefa, w koncu dane mi bylo dojsc do glosu. przyznalam mu sie, ze nie jestem typem karierowiczki, wiec nie widze w tym problem, choc z czasem publikacje moga byc czynnikiem motywujacym. jednak teraz najwieksza satysfakcje sprawia mi to, gdy dobrze wykonam swoja prace, gdy szef zadowolony, a studenci znajacy czasy ”sprzed mojej kadencji” mowia ”jak dobrze, ze jestes”, a nie bycie co-autorem. bo mnie kariera nie interesi. szef neguje, on uwaza, ze mi na karierze zalezy, bo przeciez walcze o te publikacje w wysokiej rangi czasopismach. w koncu mowie otwarcie, ze gdybym byla karierowiczka, to w zyciu bym z dziecmi w domu nie zostala na kilka lat. na to szef sie poddal: no dobra, ale jestes strasznie ambitna! juz kilka razy cie na tym przylapalem – i zasmial sie z satysfakcja;)
odebralam to jako komplement:)
wiem, ze jestem ambitna, ale nie wiedzialam, ze az tak jest to widoczne…