moja ubezpieczalnia bardzo w tym roku na mnie, jako swojej klientce, ucierpi;) bo sie sypie…
dzis poszlam do dentysty, a pani dentystka mowi: o, fibroma na policzku, nic groznego, ale trzeba usnac, bo widze, ze to gryziesz. gryze, gryze, czasami jak sie ugryze przy zuciu gumy, to mi oczy z orbit wychodza. dostalam skierowanie do naszego szpitala i w marcu usuna mi guzka z wewntrzenej strony policzka.
wczesniej usuna mi tluszczaka z ramienia.
od dermatologa dostalam skierowanie na terapie laserowa, choc nie bardzo wie, co to za cholera mi twarz neka. swoja droga, usmialam sie z przekasem, bo na ostatniej wizycie kontrolenej powiedzialam, ze antybiotyk pieknie wyleczyl mi tradzik (ktory akurat tak srednio mi przeszkadzal, bo nie byl zbyt intensywny), ale ze to z czym przyszlam, czyli malutkie krostki, rozsiane kolo nosa i z tylu policzkow dalej sa. dermatolog przyznala mi racje, ze widzi te krostki, ale nie wie co zn imi zrobic, wiec zawolala profesorke. dla profesorki moje krostki to tez misterium, az w koncu spytala: a czy pani te krostki az tak bardzo przeszkadzaja??? tak, przeszkadzaja. bo codziennie nakladam na twarz tapete, a strasznie tego nienawidze. marzy mi sie chodzenie bez retuszu, ale nie potrafie przyjsc do pracy z czerwona geba. nooo tak…. pokiwala glowa profesorka…. widzialam, ze dermatolog, bardzo zadbana, atrakcyjna pani, doskonale wiedziala, o co mi chodzi. pani profesorka, wygladajaca jak z dowcipu zywcem wzieta, szare wlosy, szara cera, zero najmniejszego sladu makijazu, zero kobiecosci nie bardzo zaskoczyla o co mi idzie. ale w koncu wyslala mnie na lasery… zobacze, co z tego wyniknie.
zeby ubezpieczalnie dobic, chyba znow zaczne jednak nekac laryngologa, bo zatoki, po odstawieniu antybiotyku, niestety zaczynaja szalec.
jeszcze na wszelki wypadek o psychiatre zahacze, bo moze to wszystko hipochondria?;)