dzis wkurzyl mnie nasz student. madry, zdolny, pracowity, ale uparty, za szybki i… chyba arogancki.
gdy robie korekte jego manuskryptow lub, jak dzis, projektow, czesto odrzucacmoje poprawki, nad ktorymi nie raz glowie sie przez kilka godzin, bo… ”jakos mu nie pasuja”. czasami spieramy sie o logike, czasami o fakty, czasami o jedno slowo. jesli student ma silny argument, ustepuje, ale jesli nie, to wiem, ze ja jednak mam wieksze doswiadczenie naukowe, wiecej opublikowalam i zwyczajnie lepiej sie na tym znam. i nie ustepuje.
co ciekawe, wszyscy inni studenci przyznaja, ze im pomoglam, akceptuja wiekszosc moich poprawek, tylko ten jeden zawsza ma jakas onna, pokretna logike, argumentacje, nie mowiac o stylu pisania, w ktorym roi sie od ”unsupported this”.
spowdziewajac sie kolejnej dyskusji nad porzadkiem, w jakim ma byc napisany projekt, przygotowalam na piatek punkty, w jskiej kolejnosci uwazam, ze powinnismy projekt opisac. ja, a nie student. przedyskutowalismy projekt z szefem, panowie przystali na moj schemat, student mial zaczac pisanie. wczoraj dostalam projekt i oczywiscie nie byl dobrze napisany. przypomnialam studentowi na co sie umawialismy, troche tekst podszlifowalam, a student odpisuje, ze… zaakceptowal tylko kilka rzeczy, bo uwaza, ze jego tekst ”gladziej sie czyta”.
no szlag mnie trafil.
odpisalam, ze nie uznaje wracania do poprzednich wersji, ze jesli zrobilam poprawki, to znaczy, ze poprzednia wersja nie byla dobrze napisana, a nie dlatego, ze poprawki to moje hobby.
dodalam jeszcze kilka punktow, m.in., zeby poprzec publikacje naukowe naszymi obserwacjami, a student pisze, ze nasze obserwacje nie maja z tym projektem nic wspolnego. probolalam mu wiec przz pol godziny wytlumaczyc, jak nasze obserwacje lacza sie z jego projektem…. myslalam, ze dotarlo. student przysyla mi jakas nowa wersje projektu, bez dopisania tego o co go prosilam…
ok, koles, ja napisze ten projekt jak trzeba, ale przy okazji opowiem szefowi o twojej arogancji.
i powiedzialam. szef wiedzial o czym mowie, bo sam doswiadczyl juz jak glupio uparty moze byc ten student. tyle, ze szef do studenta z grubej rury: studencie, jestes tylko studentem, ja wymyslilem to wszystko i to ja decyduje jak bedziemy to robic. ja jestem w innej pozycji i dlatego zwyczajnie naskarzylam na studenta. szef przyznal mi racje, ze tak byc nie moze i ze w piatek pogadamy w trojke ze studentem, zeby mu przypomniec, ze jest jeszcze tylko studentem, a my jego prowadzacymi i ze to my decydujemy, co ma byc w artykule, projekcie i jak przeprowadzane beda badania.
no ciekawa jestem, czy dotrze. troche watpie…. bo chyba trudno zmienic 23 letniego faceta…