planowanie

zeby nie stracic funkcji domowego managera, planuje wakacje majowe. dzieci maja dwa tygodnie wolnego, my tydzien. na tydzien wyslemy dzieci do tesciow, a na tydzien gdzies chce (konkretnie: ja chce) gdzie wyjechac. potrzebuje slonca i ciepla. potrzebuje wygrzac gnaty naladowac baterie sloneczne. marzyla mi sie jakas ciepla wyspa, ale jednak loty sa koszmarnie drogie i szkoda mi wybulac tyle kasy na zaledwie 5-6 dni wakacji. tym bardziej, ze chodzi za mna jeszcze inne przedsiewziecie, kupno domu…

hm… za pol roku konczy mi sie kontrakt, ale za to luby za tydzien podpisuje nowa umowe, w koncu ”na stale”, co daje nam jakies tam poczucie bezpieczesntwa finansowego. ogladam sobie rozne domy i nawet udalo mi sie lubego oswoic z ta mysla. tak, bo lubemu jest dobrze tu, gdzie mieszkamy… jemu duzo do szczescia nie trzeba;) i to jest kolejna zaleta lubego, zeby nie bylo po wczorajszym wpisie, ze on taki zly;)

ale wracajac do wakacji, przyszla mi do glowy Nicea… i klimat przyjazny, i storna kulinarna zachecajaca… tylko te 1500 km troche mi sie nie podoba. zobaczymy.

Dodaj komentarz