zagdka

kto to jest: nie jest dentysta, a leczy zeby? odp. bedzie jasna po przeczytaniu wpisu

mimo ze wczoraj swinke probowalam faszerowac jedzeniem z torebki, swinka nadal apatyczna, a co mnie najbardziej zdziwilo, ze po dawce swinkowego odpowiednika ibuprofenu, po kilku ml papki, swinka wykazuje zainteresowanie jedzeniem, podchodzi do miski, wacha, chce cos wziac i… nie udaje jej sie. 

jakis czas temu mialam kolezanke, ktorej maz po stuiach weterynaryjnych w Polsce, praktykowal u weterynarza tutaj, w naszym miescie. jakims cudem przypomnialam sobie nazwisko, wygooglowalam i co sie okazuje – maz kolezanki ma praktyke weterynaryjna pod naszym miastem. godziny otwarcia od pn-pt, a dzis sobota, ale co mi tam, sprobowac mozna. i pan weterynarz, niejaki Robert, telefon odebral i bez ceregieli kazal ze swinka przyjechac. mimo ze to sobota i teoretycznie mial wolny dzien. obejrzal swinke i szybko znalazl przyczyne, czemu swinka nie moze jesc – tak jej zeby przerosly, ze nie dosc, ze byla w stanie zamknac paszczy, zeby zuc, to jeszcze sie gryzla w jezyk. i dlatego nawet listka nie mogla zlapac. strzelil jej narkoze, spilowal zeby pilniczkiem elektrycznym, az dym szedl z paszczy, a ja… asystowalam;) tzn. swince glowe do gory trzymalam, wiec cala procedure sobie obejrzalam. dostalam dla swinki antybiotyk, bo smrod z paszczy byl oczywiscie spowodowany jakas infekcja bakteryjna. 

nie wiem, czemu holenderski weterynarz nie zobaczyl tych zebow, czemu nie dal antybiotyku.. bal sie, ze jest za slaba, zeby ja wziac pod narkoze, a polskiemu weterynarzowi sie to udalo – po prostu dal slaba narkoze – zabieg nie byl bolesny i chodzilo tylko o to, zeby swinke ”oglupic” a nie jak do operacji totalnie uspic (a i tak po tej niskiej dawce padla jak martwa….)

teraz juz wiecie, co kim jest bohater zagadki;) weterynarz – pieknie zabki naszej swinki spilowal. 

spytalam go, czy zawsze w weekendy odbiera telefon, czy po prostu mialam szczescie. a on mowi, ze zawsze, nawet w nocy czasami dzwonia ludzie, bo wiedza, ze do niego mozna. wczoraj o 22.00 zadzwonila pani, ktorej pies pozarl… tabletki moczopedne;) weterynarz sie smial, ze jak psy maja jesc tabletki, bo choruja, to sa cyrki, bo lekarstw psy oczywiscie nie lubia. a tu sam sie obsluzyl i wlascicielce tabletki wyjadl – i to jakie;)

a swinka… nadal slaba, chyba obolala, jeszcze troche oglupiala po narkozie, ale mam nadzieje, ze skoro przyczyna jej choroby zostala usunieta, to powinna powoli do siebie dochodzic. a pn zadzwonie do tej pierwszej praktyki i powiem, ze niedokladnie wywiazli sie ze swojego obowiazku i wypisze swinki z tejze przychodni. 

_________________

a moj dziwny okres… zastanawiam sie, czy to nie jest poronienie…. bo takie mam bolesne skurcze, obficie krwawie i czuje bardzo slabo… nie mam ochoty leciec do lekarza, zobacze, jak dlugo to bedzie trwac, jak intensywnie… bo sumie, chyba nie chce miec tej pewnosci, ze to rzeczywiscie poronienie.

Dodaj komentarz