wraca luby do domu i pyta, czy jest cos do jedzenia. ”Recovery” mowie. na szczescie luby ma poczucie humoru i w przeciwienstwie do mnie, nie robi sie zly, gdy zoladek ma pusty. wiec zasmial sie maz i spytal, czy go strzykawka pokarmie;)
a ”Recovery” to papka dla swinki – ponoc bardzo pozywna;)
jak dzieci w domu nie ma, to nie bardzo chce mi sie kucharzyc. wczoraj gotowal luby, przedwczoraj poszlismy zjesc na miescie, dzis… zamowie chinczyka, ale jutro juz cos upichce… cos na dwa dni, zebym w piatek znow nie musiala w kuchni stac.
w piatek wieczorem odbierzemy dzieci od tesciow.
______________
wlasnie sobie uswiadomilam, ze jutro luby ma urodziny (a po jutrze 11-rocznica slubu koscielnego)! starzeje sie, ale i tak mlodszy wciaz ode mnie;)
________________
z innej beczki: po 14 latach zycia w Holandii i prawie 11 latach zycia z Holendrem pod jednym dachem nadal nie podzielam ich ekscytacji namiotami i wakacjami pod namiotami. gdy tylko zbliza sie pora wakacyjna, wszyscy wokol gadaja o namiotach, kupuja namioty, wspominaja namiotowe historie i ciesza sie niczym dzieci! z jednej strony zazdroszcze im, ze tak potrafia sie ekscytowac czyms takim, z drugiej strony ciesze sie, ze moj luby nie jest 100% Holendrem i pod zadne namioty mnie nie ciaga! bo nie znosze wspolnych sanitariatow i latania z talerzami i szklankami do wspolnej zmywarni. nie lubie odglosow innych ludzi. lubie spac w normalnym lozku, jesc przy normalnym stole i siedziec na normalnym krzesle. sasiadka rozbila wczoraj w ogrodzie nowy nabytek – olbrzymi namiot. przychodza znajomi i podziwiaja. och, jak podziwiaja. a ja siedze, chcac niechcac podsluchuje, bo drzwwi balkonowe mam otworzone i dziwie sie… nad czym tu sie zachwycac….