wiza!

jutro jade do Amsterdamu odebrac wize. zawsze myslalam, ze to Haga jest ”urzednicza stolica” Holandii, ale jednak wize dostane w Amsterdamie.  przyznam, ze po ostatnich, codziennych wiadomosciach o zamachach, mam troche stresa… z jednej strony nie mozna sie dac zastraszyc, z drugiej strony… strach to przeciez normalna reakcja na agresje, niepewnosc.

mam nadzieje, ze i wize bez problemu dostane… dzis zrobilam zdjecia do wizy: kwadratowe! 

luby oczywiscie zapomnial… trzy razy mu mowilam, ze w srode mnie nie bedzie, ze albo sam musi zostac z dziecmi, albo musi kogos zorganizowac… pokazuje mu zdjecia, a on sie spanikowany za glowe lapie, oczy wytrzeszcza, bo jutro szef zorganizowal spotkanie, bo obiecal mu probke krwi od jakiegos ”specjalnego” pacjenta, bla, bla, bla… juz nawet tego nie slucham, ucze sie izolowac od jego zyciowego ”zagubienia”. co w sumie mnie martwi, bo zbudowac mur latwo… tylko jak funkcjonuje malzenstwo z takim murem? czy funkcjonuje i jak dlugo? czasami mysle sobie, ze nasze malzenstwo bylo udane, bo gdy dzieci byly malutkie, to ja nie pracowalam i nie bylo problemow typu kto zostaje z chorym dzieckiem… a szczescie chlopaki rzadko choruja…

 

 

Dodaj komentarz