lubimy normalne

luby ujal mnie prawie 14 lat temu tym, ze byl taki… normalny. nie silil sie, nie spinal, nie skakal, nie robil podchodow, za to jasno komunikowal, ze wpadlam mu w oko.

kiedy po jakism czasie, jak juz bylismy razem, spytal, co mi sie w nim spodobalo, powiedzialam mu to: bo byles taki normalny. to byl komplement, bo wczesniej mialam chlopakow albo supernadambitnych (nie, zeby luby nie byl ambitny, ale jest tak po prostu, normalnie ambitny;)), sknerusow liczacych kazdego zarobionego/wydanego grosza, maniakow planujacych wydarzenia z rocznym wyprzedzeniem, byl jeden przeromantyczny romantyk, od ktorego XXXL-romantyzmu mnie mdlilo (a teraz, po latach jestem prawie pewna, ze schowane bylo za tym.. gejostwo…), byl tez natchniony artysta-architekt, ktory smial komentowa moj makijaz (jak on smial;)), itd… same oryginaly. a tu nagle trafl mi sie taki normalny luby… ktory swoja normalnoscia zachwyca mnie juz od tylu lat…

rozmawiam rano z majstrami. koniecznie chca mi do lazienki wrzucic dwa zlewy. a ja nie chce. po co? pytam? skoro od 11 lat dziele z mezem jeden zlew, skoro dzieci potrafia zlew podczas mycia zebow dzielic, to po co mi dwa zlewy (i krany) – zeby miec wiecej do pucowania??? ja chce miec normalna lazienke! funkcjonalna i normalna. 

ogladam kuchnie… a tam wyspy z kuchenkami na tych wyspach. wyspe, ktora ja normalnie barem zwe, chce. bo bedzie to nasz kuchenny stol, przy ktorym bede z chlopakami sniadanowac. ale zadnych kuchenek tam nie chce – bo po pierwsze nie chce pryskac tluszczem po calej chalupie, a bar bedzie oddzielal jadalnie od kuchni, a po drugie, nie uwazam garow za jakas wyjatkowa dekoracje kuchni, nawet jak sa nowe i ladne. do tego piekarniki wbudowane gdzies wysoko w sciane kuchenna… i co, ja mam sie do tego piekarnika wdrapywac? po schodkach? nie, ja chce normalny piekarnik: stojacy na ziemi. z kuchenka i wentylatorem. normalnym. 

majster pyta, jakie beda sciany. gladkie i biale, mowie. a schody? gladkie i biale. a drzwi? gladkie i biale:D 

dzis wpadla kolezanka. przyniosla pyszny sernik. dyniowy. ja fanka dyni nie jestem, ale sernik byl smaczny, bo korzenny. bo to jest moj ”problem” z dynia – jak dla mnie to dynia nie ma smaku, wiec potrawy z dynia rozpoznaje tylko po kolorze, a nie smaku. sernik byl pomaranczowy, wiec zgadlam ,ze dyniowy, ale czulam w nim cynamon, gozdziki i galke muszkatolowa. do tego polewa ”krowkowa” – jak dla mnie:pycha. chwale wiec jej sernik a na mowi, ale ten twoj, co ostatnio dla mnie dalas, byl o niebo pyszniejszy. dziwie sie, bo zwykly, tradycyjny sernik upieklam, a kolezanka mowi: no wlasnie, taki byl normalny, domowy, jak mama zawsze piekla… kolezanka poszla, a chlopaki, ktore sernika dyniowego nie dokonczyly, stwierdzily, ze serniki to oni lubia takie normalne, biale, a nie udziwnione:DDD

i tacy to my normalni jestesmy:D

choc moja mama czasami z przekasem twierdzi, zesmy oryginaly;)

 

Dodaj komentarz