wyspana!

spalam dzis prawie 13 godzin. i pewnie spalabym dluzej, gdyby luby nie przyszedl sprawdziec, czy zyje;)

ostatnie tygodnie migaja niczym blyskwica, sprzedawnie mieszkania, ktore niby sprzedaje nam makler, ale to my musimy je codziennie pucowac, planowanie przebudowy nowego domu, zalatwianie nowej hipoteki, kiedy ja teoretycznie jestem do 19 listopada na bezrobotnym, zalatwienie tysiaca roznorakich dokumentow, dyskusje z biurem bezrobocia o moim pobycie za granica (za 5 dni pobytu na kongresie, w sprawach zawodowych, ktore przypadly na okres mojego bezrobocia, musze zwrocic pieniadze, bo bezrobotnym nie wolno byc za granica! i nie wazne, ze robilam to na zlecenie mojego przyszlego pracodwacy!), dyskusje z gmina co do nadbudowki na strychu w nowym domu – musimy zlozyc wniosek o pozwolenie, ale wniosku nie mozemy zlozyc, dopoki nie mamy oficjalnie kluczy do domu, a z budowa chcemy wystartowac w dniu, kiedy dostaniemy klucze…, do tego treningi i zawody pilkarskie, festiwal skrzypcowy Bizona, proby przed festiwalem, pilowanie w domu i jeszcze  bol kregoslupa, ktory uniemozliwia moj fitness i wyskakanie napiecia… nie, nie narzekam, lubie jak zycie tak gna, tylko moje cialo za umyslem nie nadaza, co dzis mi oznajmilo;)

 

wczoraj wieczorem siadlam i zaczelem poprawiac projekt lazienki. na papierze. wymierzylam, wyrysowalam, pokolorowalam kredkami, wyliczylam, ile kafelkow. rysowalam 4 godziny. ale chyba mam to co chcialam. wysle to projektantce, niech sprawdzi, czy gdzies sie nie machnelam, niech wprowadzi to do swojego 3D programu, bo w to juz mi sie nie chce bawic. pokazalam rysunki lubemu, a ten stwierdzil, ze patrzac na ten i na pozostale projekty innych pomieszczen naszego domu, patrzac na moj entuzjazm i radosc, z jaka rysuje i planuje, chyba minelam sie z powolaniem:) a ja wiem, ze dla siebie lubie to robic, ale dla kogos innego w zyciu bym nie chciala.

Dodaj komentarz