do lasu!

kiedy nie pracowalam, calymidniami wloczylam sie z dziecmi po swiezym powietrzu, a jak padalo to szlismy albo do biblioteki, albo na jakies inne zadaszone atrakcje. bo trudno mi bylo usiedziec w domu. teraz tez tak mam, choc w soboty, po calym tygodniu wydaje mi sie, ze jak juz siade, to bede siedziec i nigdzie sie nie rusze. wieczorami mi sie to udaje, ale za dnia, nie da rady. musze gdzies isc, pozalatwiac, obejrzec… za to luby… moglby siedziec, wlasciwie to lezec na kanapie, dzien i noc. dzieci tez mi sie rozleniwily odkad poszlam do pracy i tez coraz trudniej je gdzies wyciagnac, z wyjatkiem pilki noznej, na ktora zawsze maja ochote.

tak wiec towarzystwa na spacery mi brak… lubego strasze, ze sobie psa kupie, jak nie bedzie ze mna spacerowal, a dzieci zartobliwie strasze otyloscia. 

kiedy pogoda w niedziele dopisuje mobilizuje rodzine, zebysmy poszli rano do kosciola, zeby pozniej cos aktywnego zrobic: pojechac (rowerami;)) nad jezioro, do parku, czy do lasu. a jak pogoda nie dopisuje, to sie lenimy w domu i do kosciola idziemy na 17.00.

ostatnim razem, gdy pojechalismy do lasu, Szkrab caly czas marudzil, ze nie ma ochoty isc, ze nie ma sily, tak, ze juz mi sie lasu i rodziny odechcialo.

dzis rano leje jak z cebra, zimno, ale mowie do dzieci, zeby sie ubieraly, bo zaraz idziemy do kosciola, a Bizon na to: no tak, idziemy rano, wiec mama pewnie znowu jakis wyjazd wymyslia! tak, mowie, do lasu! Bizon zalapal zart i zaczal sie smiac do rozpuku, a Szkrab zaczal lamentowac… 

w taka pogode jak dzis, nigdzie mi sie nie jechac. mam ksiazki, mam kawe i tylko wieczoremtrzeba rundke po domu zrobic, bo jutro znowu potencjalni kupcy przychodza.

Dodaj komentarz