przez ostatnie lata troche zaniedbalam sie muzycznie. choc moze zaniedbalam, to za duze slowo, bo jak pomysle, ze ile sie nauczylam przy Bizonie, podczas jego lekcji skrzypiec… tak z teorii duzo sie nauczylam, choc dzwieku wyprodukowac nadal nie potrafie;) zaniedbalam sie, jesli chodzi o odkrycia muzyczne, bo sluchalam komercyjnej papki, czyli co w radiu podali.
w zeszlym tygodniu odkrylam braci Kongos. i nie moge sie od nich odczepic. ich rytmy i dzwieki mnie maltretuja, siedza w glowie i pozbyc sie ich nie moge. dawno nie znalazlam takiego wykonawcy, zeby mnie zafascynowal wiecej niz jedna piosenka. a tu… dwie (prawie cale) plyty mnie zniewolily. zamowienie do polskiego mikolaja juz poszlo:)