kafelkowy monthy python:)

wczoraj dostalam e-maila, ze jedne kafelki beda przywiezione dzis, drugie jutro. przeslalam to Mackowi, ktory jest w drodze do Wroclawia, do swoich tesciow, na ktorych adres kafelki mi Maciek kazal zamowic. 

dzis Maciek dzwoni i stremowany mowi: czipsie, podaj mi linka na kuriera od tych plytek… a co sie stalo, pytam. okazalo sie, ze tesciowa nie powiedziala tesciowi, ze kafelki maja przyjsc. kurier przywiozl kafelki, tesc spojrzal na moje imie i nazwisko i odmowil przyjecia przesylki. Maciek w adresie tesciowej nie podal mi jej imienia i nazwiska, wiec wpisalam moje. grunt, ze adres dobry. pech chcial, ze tesciowa Macka akurat gdzies poszla, gdy kafelki przyjechaly…

Maciek dodzwonil sie do kuriera i umowil, ze jutro kafelki jeszcze raz beda przywiezione. Oj wisze mu i jego tesciom jakies wino:)

Jako, ze nadszedl nieoczekiwany przyplyw gotowki, wybralam sie w tango, na zakupy swiateczne. Bratu, jak co roku, zaplanowalam kupic bluzo-sweter. Kupilam XL, jak kazal. Luby przymierza, w ramionach ledwo-ledwo… a moj brat bardziej barczysty niz luby… czyli XXL. poszukalam swetra na internecie i szczeka mi opadla… 40 euro tanszy!!! taki sam sweter. juz sie nie dziwie ludziom, ze ida do sklepu ciucha przymierzyc, a pozniej przez internet zamawiaja. to jest zdzierstwo. jutro nasz sklep dostanie swoj sweterek z poworotem i nie zarobi na mnie ani centa.

Dzieciom kupilam nowe bluzy, bo nagle, nie wiem kiedy, tak jakby w ciagu dnia, rekawy sie zrobily za krotkie, plecy gole wychodza… Bluzy na 134 sa juz na styk, wiec kupilam rozmiar… 146… trudno mi w to uwierzyc, ze tak juz urosli. Jeszcze spodnie dresowe musze dokupic, bo lydki wychodza. 

Bylam tez u fryzjera… pogapilam sie w lustro i walcze ze soba. wstrzykiwac kwas czy nie… ciagna mi sie pione bruzdy wokol nosa i strasznie, ale to strasznie ich nie lubie… mam jednak opory moralne. czy to w porzadku wydawac tyle kasy na upiekszanie starzejacej sie geby, kiedy ludzie z glodu umieraja? moje sumienie mowi mi, ze nie. 

 

 

 

Dodaj komentarz