jest nam tu dobrze. z remontu jestem zadowolona tak w 90% – sa rzeczy do poprawki i jeszcze do wykonczenia, np. listwy scienne w przedpokoju. ale to ma poczekac, bo musze zregenerowac sily i zdrowie. bo po remoncie i przeprowadzce zaczelo mnie lapac wszystko, i grypa, i zatoki, i gardlo, i opryszczka. ale to nic. zregeneruje sily i pozwole ekipie znow wkroczyc do akcji. ekipa chyba sie zdziwila, bo kiedy z taka niesmialoscia wspomnieli o wakacjach, ja bardzo ochoczo sie na nie zgodzilam – byle miec pusty dom. bo dom pelen ludzi nadwyreza nie tylko ma psychike, ale i Szkraba, dla ktorego przeprowadzka i wciaz krecacy sie ludzie po naszym domu bylo bardzo wnerwiajace. ale Szkrab juz sie uspokaja, normalnieje. Co prawda od pn pojdzie do nowej szkoly, wiec znow bedzie nerwowo, ale jakos i to przzyjemy.
Mamy milych sasiadow, jedni juz w dniu przeprowadzki przyniesli kwiaty, inni wino. Raz spotkalismy sie na kawie i ciescie, milo pogadalismy i od tego czasu w ogole sie nie widujemy. i tak wlasnie lubie;)
Jedyne czego mi brakuje to fitnessclubu w okolicy. Do starego za daleko na pedalowanie na rowerze, wiec wbrew swojej sportowej filozofii, ze do fitness clubu nie jezdzi sie samochodem, jednak chyba w sobote pojade samochodem, a nie rowerem, jak to dotychczas robilam.
Wiele jeszcze musimy do naszego nowego domu dokupic, bo jednak dom jest duzo wiekszy niz poprzednie mieszkanie…. Ale powolutku wszystko sobie skompletujemy.
Oby do wiosny. Bo ostatnie trzy dni nic tylko leje….