Od jakiegos czasu ”chodzimy” z Bizonem na bieganie. Bizon jak sarenka, chyc, chyc, ja… chcialabym jak lania, ale roznie to bywa;) prawda jest taka, ze moje prawie 11-lenie dziecko potrafi biegac szybciej niz ja. ale dzieki temu, ze Bizona ‚spowalniam’ biegamy co raz dluzsze dystanse. wczoraj zaliczylismy 4 km.
Bizon, owszem, byl w polowie trasy zmeczony i pod koniec widzialam, ze lewo ciagnie, ale on by sie w zyciu nie poddal. jego biegi jednak mnie nie zadziwiaja: on po prostu lubi biegac. ja zadziwiam sama siebie. jak to do wszystkiego trzeba dorosnac. jako dziecko biegow nienawidzilam. pozniej probowalam: dla zdrowia, kondycji, figury, ale dalej biegac nie lubilam. teraz lubie, chce mi sie biegac, sprawia mi to przyjemnosc. przez to, ze w pracy siedzie do bolu tylka, po pracy wysiedziec nie moge. wiec biegam.
a wczoraj zaliczylam dwie lekcje hiszpanskiego. pierwsze lekcje sa na ogol dosc latwe, ale juz od pierwszego slowa ”Hola” wiedzialam, ze jest to jezyk bardziej przyjazny niz niderlandzki;) no i brzmi o wiele ladniej.