poszlam dzis znow do fizjoterapeuty. dzis rozmasowywal mi udo, to od bolacej nogi. masaz byl bardzoo intensywny, tak, ze nie zdziwie sie jak jutro kilka siniakow mi wyjdzie. ale to nic. mowie mu, ze od takiego masazu to mi pewnie obwod o cm sie zmniejszy. a on sie smieje, ze owszem, podczas masazu miesnie tez pracuja, wiec jutro moge miec zakwasy. zakwasy to nic, ale jedna noge bede miala grubsza, a druga chudsza!!! e tam, kazdy ma jakies asymetrie, zasmial sie fizjoterapeuta, ale niech bedzie, wymasuje ci tez drugie udo. i wymasowal:DDD
__________________
i jeszcze z innej beczki. mniej radosnej. odprowadzilam Bizona na skrzypce, dzis wyjatkowo blisko, na sasiedniej ulicy i spotkalam sasiadke z naprzeciwka. szla po zielony kontener, bo taki u nas zwyczaj, ze raz na jakis czas nalezy wystawic takowy kontener przy glownej ulicy, zeby smiecierka go oproznila. idzie ta pani, o lasce, trzesie sie… pytam wiec ”’pomoc pani z tym kontenerem?” ”a tak, poprosze”. zanim dotarlysmy do kontenera, zlapala mnie pod ramie, bo widac laska jej nie wystarczala. zanim przeszlysmy te 4 metry do kontenerow, uplynelo troche czasu… dowiedzialam sie, ze pani wlasnie skonczyla 88 lat, ze generalnie ze zdrowiem jest dobrze, tylko te nogi, rownowaga i pamiec… czestoo zawodzi ja paamiec. pytam wiec, a wie pani kim jestem. nie, nie wiem;/ no to tlumacze, ze sasiadka z naprzeciwka. ale pani nie kojarzy, ktora to. no to wjechalam na pamiec dlugotrwala: mieszkam tam, gdzie kiedys pani Sprakman; Evie. aaaa, to juz wiem, gdzie, odpowiedziala pani sasiadka. doszlysmy do kontenera. najpierw pani chciala jechac samodzielnie. wiec nioslam jej laske, a ona pchala. ale w po kilku metrach sie poddala. zlapala mnie za ramie, oddala kontener i co chwile przystawala, zeby zlapac oddech. mowie jej, ze moj syn dobrze sie bawil z jej wnukiem dwa tygodnie temu, podczas imprezy ilicznej. ale paani mowi, ze wnuka juz dawno nie widziala… pomyslalam, ze moze cos pokrecilam i to nie byl jej wnuk. wprowadzam sasiadke do mieszkania i kto na mnie patrzy ze zdjec? jej wnuk, z ktorym bawil sie Bizon dwa tygodnie temu…. no tak, ta pamiec…
smutna bywa ta starosc…