pojechalam wczoraj z chlopakami do ”swiata insektow”, gdzie oprocz ogladania i jedzenie insektow, mozna tez poglaskac skunksa, jeza, zolwia, mozna potrzyma na rece tarantule i wziac na szyje weza. i poskakac na trampolinie. i nadenerwowac przez te trampoline, bo:
– wchodzi na oko 5-letnia dziewczyna, kladzie sie i fruwa w powietrze pod wlywem skakania innych dzieci. smieje sie do rozpuku. i wszystko fajnie, tylko, ze w rece trzyma bulke, ktora w miedzyczasie konsumuje. a mama i babcia ciesza sie, ze sie dziecko cieszy. a ja siedzialam i sciskalo mnie w zoladku: zakrztusi sie czy nie, zwrocic uwage matce, ze to niebezpieczne, czy nie. w koncu nic nie powiedzialam, dziecko sie nie udusilo, a ja z ulga odetchnelam, gdy dziewczynka skonczyla bulke.
– moje chlopaki, a mialam ich trzech byli najstarsi, a wiec i wagowo dominowali. wiec ich jeden delikatny podskok wyrzucal dosc wysoko dzieci w gore. i znow siedzialam spieta, bo z jednej strony nie ma zadnego ograniczenia wiekowego, 9-letni Szrab tez ma prawo sobie poskakac. a z kolei 11-letni Bizon wyglada z na mlodszego, bo i nizszy i lezjszy, wiec i jego nie przepedzalam. kolego Bizona… wysoki i wazy 45 kg… ale tez jeszcze dziecko. i zaczelo sie: najpierw dwie dziewczynki splochane zeszly… mowie do nich: chlopaki za 10 minut sobie pojda. i tak bylo po 10 minutach mowie ”chlopaki, tu sa tez mniejsze dzieci, wy juz sobie poskakaliscie, teraz ich kolej”. chlopaki bez protestu zeszli, bo uwazali, ze za 10 minut znow bede mogli poskakac – tak na zmiane. ale nie, bo wtedy przyszly nowe dzieci, 2-3 letnie maluchy! i zaczely babcie narzekac, ze chlopcy sie za dziko zachowuja, ze powinni zejsc. a ja sie wkurzylam i stanelam w ich obronie. ze jak moi chlopcy byli w wieku ich wnuczat, to nie pozwalalam im wchodzic na trampoline, bo sie balam o ich bezpieczenstwo, ze jak byli maluszkami, to sszli, o tu, obok, do piaskownicy. bo tak bylo! jak bylam z 5-letnim Bizonem i 3-letnim Szkrabem w tym swiecie insektow, to pol dnia bawili sie w piaskownicy, a na trampoline pozwolilam im isc tylko ,gdy nie bylo na niej innych dzieci, czyli moze jakies 5 minut.
a tu babcie rozsiadly sie i nagle ustalaja jakies reguly, ze ich pociechy, co ledwo chodza maja byc na trampolinie, a strsze dzieci maja zmykac. nie, nie, trampolina jest dla wszystich dzieci. moich tez. a jak sie martwicie o bezpieczenstwo wnuczat, spadac z nimi do piaskownicy, albo ustalic czas, kazdy moze, ale po 5-10 minut. panie nie chcialy ruszyc swoich wnuczat, a ja powiedzialam chlopakom, ze moga skakac, ile chca, tylko w miare mozliwosci delikatnie. na szczescie chlopakom sie trampolina wkrotce znudzila i moglam znow odetchnac…