sen…

pospalam sobie dzis do… 11.00. a to znaczy, ze bylam padnieta;) wstalam pewna energii i z nadzieja na leniwe wypicie kawy zeszlam na dol. niestety, moje nastoletnie dzieci tak szybko i skutecznie podniosly mi cisnienie (klotnia o balona i pistolet!!! – bardzo powazny powod do klotni- ktora skonczyla sie tym, ze Bizon straszyl nas, ze zadzwoni na policje i wyprowadzi sie z domu – na jedno i drugie mu pozwolilam i…. nie widzial co zrobic;)). tak wiec bol glowy towarzyszyl mi przez caly dzien…

mimo to jajka wyskrobalam, sernik upieklam, mazurek tez, zurek ugotowalam, chalupe posprzpatalam, swieconke odprawilismy, targ zaliczylam, prania tez, nawet projekt Chinczyka, ktory ma po jutrze deadline poprawilam:D teraz jeszcze obrus wyprasowac na jutro (jeszcze zdaze przed polnoca:D) i swinki wydrapac musze, bo bidaczyny caly dzien w klatce siedzialy…

a Wam Wesolego Alleluja zycze! Zdrowych i Blogoslawionych Swiat Zmartwychwstania Panskiego. 

Dodaj komentarz