Blondi byla przez tydzien na kuracji antybiotykowej – przez moje dobre serce i glupote. bo tak lubie patrzec, gdy swinki biegaja po ogrodzie i tak mi ich szkoda, ze gdy caly dzien, gdy my jestesmy w pracy, musza siedziec w klatce, ze w koncu rano, przez praca puszczalam je na ”wolnosc”, zeby choc dzien aktywnie rozpoczely. a rano jest rosa… trawa mokra, krzewy mokre… i tak Blondi dostala zapalenia pecherza. na szczescie mialam w domu antybiotyk, wiec tydzien jej go podawalam (a Blondi jak lwica walczyla, zeby jej strzykawy do pyska nie wsadzic;)). jak na zlosc, doszly do tego cysty… jedna jej wycisnelam, Blondy ja sobie odryzla i chyba zjadla (!!!), bo nigdzie cysty nie znalazlam. z druga sobie chyba sama poradzila. nacierpiala sie, popiskiwala, wiec oprocz antybiotyku, weterynarz kazal jej tez dawac srodek przeciwbolowy. tak biedna Blondi naszpikowalam chemia, ze w koncu zatwardzenia dostala…. rece opadaja. zaczelam wiec ja na sile poic woda – strzykawka, brzuszek masowac (cyrk na kolkach – zastanawiam sie, czy mi jakiejs klepki nie brakuje w glowie). Blondi jednak co trzeba, wyprodukowala i odzyla!
czemu w tytule instynkt: bo Blondi od wczoraj biega za Snoepje i wcina jego kupy (sic!!!). myslalam, myslalam i wymyslilam – antybiotyk wybil cala flore bakteryjna Blondi i dlatego wariatka wcina kupy ”meza”: zeby uzubelnic braki bakteryjne. taka jest moja teoria;)
a weterynarz, gdy dzwonie, to juz tylko pyta: cysty czy zeby? Bo jak cysty, to wiadomo, ze Blondi, a jak zeby to Snoepje. szef moj, jak slyszy o swinkach, to kwiczy ze smiechu i mowi, ze powinnam miec juz rabat u weterynarza. a ja… tez sie smieje, a jednoczenie mysle sobie: jak juz sie swinki wzielo, to trzeba brak odpowiedzialnosc za swoje czyny. nawet jak fortune, czas i nerwy to wszystko kosztuje.