dyniowy problem

Szkrab wyhodowal trzy przepiekne dynie. z pestki. dwie mniejsze, intensywnie, wsciekle pomaranczowe i jedna wieksza, pastelowopomaranczowa. cos trzeba z nimi zrobic. przeszukalismy razem przepisy i…. nic Szkrabowi nie podchodzi…  zup-kremow Szkrab  tak bardzo nie lubi, ze juz na mysl o nich otrzasa sie. sernik… tylko klasyczny. muffinkidyniowo-pomaranczowe  jakos go nie przekonaly. w koncu zdecydowalam, ze zrobie kotlety dyniowo-jaglane. Zrobilam… ech… lubemu nawet smakowaly, Bizon, wyglodzony po meczu, zmlocil, nawet nie spytal ”co to”, za to Szkrab… och, jak sie meczyl Meczyl sie tez z batatami, ktore upieklam niczym ”frytki’ . Bataty mu odpuscilam, bo widzialam, ze mial odruch wymiotny juz przy pierwszym gryzie:/ zbyt ”maslane”… kotlety natomiast widzialam, ze nie podeszly Szkrabowi ”wizualnie” – i tu juz litosci nie mialam.  Nagadalam, ze mi przykro, ze ja sie napracowalam, a on tylko siedzi i wybrzydza. ze zamiast dziekowac Panu Bogu, ze urodzil sie w Holandii a nie Ugandzie, ze nie cierpi z glodu ,to on tylko marudzi, ze zamiast dziekowac Panu Bogu, ze ma mame, ktora gotuje obiad, zamiast siedziec w parku i pic wodke, to on jeczy. i tak mi sie juz ulao… bo u nas Szkrab jest najgorszy pod wzgledem kulinarnym. nawet luby jest bardziej reformowalny i gdy orzeklam,ze wprowadzam kasze do jadlospisu, nie zaprotestowal. 

Szkrab zjadl kotleta dyniowo-jaglanego (ze szpinakiem;)), przezyl, a pozniej wieczorem, stwierdzil, ze… ”tak troszke mu te kotlety smakowaly” – wiem, widzialam;)

tak wiec, bataty: nie, ale dynia + kasza jaglana = tak:-)

Dodaj komentarz