przed polnoca

czekajac na lubego wracajacego z Brukseli, natchniona niedawnym wpisem filmowym na facebooku, zrobilam sobie powtorke z rozrywki i obejrzalam ”Before Midnight”. i kurcze, znow zobaczylam siebie walczaca nie z lubym, ale z pms-em. tak, mysle, ze Celine w hotelu zlapala zwyczajnie klasycznego pms-a. bo jak inaczej wytlumaczyc glupawe, ktora zaliczyla? tak, pms odbiera kobietom rozum… i jak dobrze, gdy jedynymi swiadkami takich hormonalnie uwarunkowanych zdebilen sa ich kochani mezowie, ktorzy staja na glowie, zeby wszystko uglaskac, zaglaskac, zniwelowac, polepszyc, ulukrowac, wymasowac, a i tak za to obrywaja.

po takich akcjach, kiedy strasze rozwodem, kiedy juz nie kocham, kiedy powracaja wszelkie traumy macierzynskie, emigracyjne, zawodowe, nadkilogramy, obwisly brzuch jest mi wstyd… a luby, jak gdyby nic, dalej mnie kocha;)

Dodaj komentarz