trzesipupek

Cisza, Bizonek spi. W pewnym momencie slysze dramatyczny krzyk z sypialni. Lece zestrachana, a maly stoi z wypieta do tylu pupa, trzyma sie lozeczka i zanosi sie od placzu. 
Wstac umial, ale juz usiasc, jak nozki sie zmeczyly, nie potrafil, bidaczyna. 
I tak stal przy tej barierce i trzasl pupa, bo juz utrzymac sie nie mogl, a lzy krokodyle sie laly…

zeby

Dwa zeby na raz rosna Bizonowi. Dlaczego glownie w nocy?????

Wczorajsza noc: pobudka co pol godziny, co godzine; i to cichutkie skomlenie przez sen, nie umiem nie slyszec, az mnie w srodku boli od tego zalosnego dzwieku. Przytulam ja, przytula luby, dajemy w koncu paracetamol, nie pomaga. Byle do rana. Rano wszyscy troje niewyspani, z sincami pod oczami, ale mimo wszystko szczesliwi.

dobry wnusio

Dzisiaj Bizonek postanowil podzielic sie z babcia smoczkiem. Od rana wciska babci smoczka do ust. Babcia sie broni, ale Bizon sie nie poddaje. Masz babciu smoczka, no masz, pociumaj sobie, smieja mu sie oczka

A oprocz tego rwie sie brzdac do stania, czepia sie wszystkiego, co wyzsze: stolu, krzesel, nog, balustrady lozeczka, kojca, kombinuje jak moze.

szalenstwo z farbami

zaczelo sie wczoraj; pomylilam dni mi myslalam, ze to wczoraj przyjezdza „ekologiczny” samochod, ktory zbiera stare farby i inne chemikalia.

Miedzy swietami a nowym rokiem luby sprzatal piwnice; sprzatanie polegalo na tym, ze powrzucal stare farby do dwoch workow i „udekorowal” nimi balkon. Zamierzalam wrzucic te wory na rower i wywiezc do „ekologicznego” samochodu. Jednak worki byly tak napchane, tak ciezkie, ze nie dosyc, ze podniesc ich nie moglam, to jeszcze sie porwaly, puszki przerwocily, a farba wylala sie na balkon.

Klelam jak szewc, obecnosc mamy mnie nie powstrzymala, kopnelam z wscieklosci w drzwi balkonowe, oczywiscie musialam trafic w drzwiczki „kotowe”, ktore pekly, wiec pouzalam sie nad soba, jak to wszystko na moich barkach, a luby sie do pracy zabierze i z glowy. Przepakowalam worki, zawiozlam pierwsza rate na plac, gdzie mial byc samochod ekologiczny, ale samochodu niet. Plac pusty. Grad leci, wiatr wieje, worki mi spadaja z roweru, wrrrrrrrr. Chyba zimno ostudzilo ma wscieklosc, juz mi wszystko jedno bylo. Wrocilam do domu, zadzwonilam do punktu „ekologicznego” i dowiedzialam sie, ze pomylilam dni, ze to 20-tego zbiorka farb. A….. Mialam pogonic lubego, zeby wieczorem porzadnie popakowal te puszki, zniosl przed dom, zebym chociaz po schodac tego zelastwa nie musiala targac, ale.. luby wrocil z pracy o 21.00.

Odpuscilam mu. Podalam obiad jak dobra zona, dzis rano jeszcze raz porzadnie przepakowalam farby, dorzucilam pedzle, kleje i resztki rozpuszczalnikow, zrobilam trzy rundki i balkon pusty. Tylko plama po farbie zostala. Niech luby cos z nia zrobi.

materializm

„Rozumiesz, mowila, napisalam wiersz, a on pyta, ile z niego dostane! Przeciez ja wiersz pisze, zeby zbawic swiat!” A. Kowalska, „Pestka”

ja= on

luby = ona

ja: lubie miec pieniadze, pracuje glownie dla pieniedzy

luby: wydaje pieniadze, pracuje glownie dla przyjemnosci  

taki czlowieczek

Wchodzimy do sypialni, nachylamy sie na Bizonkiem, spi sobie na boczku; Tak spokojnie oddycha. Luby patrzy i mowi: taki czlowieczek… ja na to, taki cud.

Ciagle nie moge uwierzyc, ze go nie bylo i jest. Ze powstal z 2 polaczonych komorek, ze oprocz cialka, jest w nim duszyczka.