odpornosci, przybadz
cos w ostatnich dwoch, trzech latach siadla mi odpornosc. tak jak wczesniej moja jedyna zmora byly zatoki i nigdy nie goraczkowalam, tak od kilku lat lapia mnie kilka razy w roku takie 2-3 dniowe goraczki, ktore porzadnie oslabiaja. a teraz siedze juz trzeci dzien w domu z grypa… gdzie ja to dziadostwo zlapalam… chyba w szpitalu, bo i dzieci, i luby zdrowe…. dziwie sie, bo na ogol bylam dosc zdrowym osobnikiem…
ze wzgledu na prace zawodowa nie lubie byc wylaczona na tak dlugo, z drugiej strony, fajnie jest pobyc samemu w domu i sie nacieszyc cisza.
zaleczone, odnowione…
wczoraj dopadl mnie ”atak” mojej zaleczonej nerwicy… wyszly ze mnie wszystkie zale, do calego swiata…. to byl okropny dzien. mimo ze goscia na urodziny przyszli, mimo ze luby po moim wybuchu chodzil jak zegarek, mimo ze wyplakalam wszystkie zale, stresy, bodzce, ktore zgromadzilam przez ostatnie miesiace.
swieci slonce, musze isc pobiegac, bo samo wykrzyczenie zali i wyplakanie nie pomoze. nerwice musze znow zaleczyc endorfinami.
eksperci
cwicze z Ewa Chodakowska, a chlopaki sekunduja: mamo, ona wyzej to robi! spadac mi, burcze, a w glebi smiac mi sie chce, jacy oni zaangazowani;)
na rozgrzewke robie zumbe – chlopaki sie smieja… chodzcie, chodzcie, pokreccie tylkiem, zobaczycie, ze to wcale nie takie latwe. dolaczyli i przekonali sie. szybko wymiekli;)
prezent
luby wyjezdzajac do Izraela wspomnial, jakie prezent urodzinowy mi kupi – praktyczny, tak, jak na ogol lubie. na ogol. choc generalnie, prezenty to ja sobie sama kupuje;) bo tak lubie. ale, ze do Izraela zdecydowalam sie z lubym nie leciec, to sobie prezentu kupic sama nie moge. bo mi sie zamarzyla drewniana szopka bozonarodzeniowa, z Izraela. Moi rodzice kupili sobie taka kilka lat temu i strasznie mi sie ona podoba – z drewna z drzewa oliwnego. poprosilam wiec lubego, zeby mi taka szopke przywiozl. poprosilam pol zartem, pol serio, a wlasciwie, to na zarty, bo… wiem, ze luby nie zdobedzie sie na pojscie na targ i targowanie sie. luby… nie smie. potrafi pertraktowac z firma, potrafi wywalczyc kase na badania naukowe, ale nie potrafi pojsc na targ i wytargowac szopki bozonarodzeniowej. i co? i nic. dalej go kocham. a szopke (kiedys) kupie sobie sama.
przed chwila luby wyslal wiadomosc zakonczona ”do jutra”. ”do jutra” – odpisalam. ”ps. szopke masz?”:DDD
Zabezpieczony: zakochany maz
rozczarowanie
poszlismy wczoraj z nasza zaloga naukowa do restauracji. zglosilo sie 13 osob i na tyle osob zrobilam rezerwacje. pani uprzedzila, ze dla grup liczacych wiecej niz 6 osob kucharz przygotowuje jedno menu. ok, niech bedzie, choc wiadomo, ze kazdy ma inne preferencje. jednak pok roku temu menu tejze restaracji wszystkich zachwycilo, wiec zdecydowalismy sie zaufac kucharzowi. i nie zawiedlismy sie – i przystawki, i obiad i deser byly wysmienite.
rozczarowanie nadeszlo, gdy przyszlo do… placenia. dwie osoby w ostatniej chwili poinformowaly mnie, ze nie przyjda (jedna zlamala ramie, drugiej rozchorowalo sie dziecko). do rachunku doliczono te dwie osoby… nie wiem, moze gdzies, w wiekim siwecie placi sie za rezerwacje, ale my nie poszlismy do restaruacji w wielkim swiecie, nie zostalismy poinformowani, ze za osoby, ktore nie przyjda trzeba wziac odpowiedzialnosc i zaplacic, nie ma takiej informacji na stronie internetowej, a pol roku temu, gdy jedlismy w tej samej restuaracji i jedna osoba nie doszla, nie poproszono nas, zeby za nia nie placic.
wysjcia grupowe organizujemy dwa razy w roku i zawsze zdarza sie, ze albo ktos w ostatniej chwili nie przyjdzie, nie rady dojechac, albo wrecz przeciwnie, dojdzie. Przy 15-osobowej grupie jest to chyba niemozliwe, zeby do ostatniej chwili trzymac 100% frekwencje. nigdy nie zdarzylo sie, zebysmy musieli prlacic za nieobecnych.
A tu nagle niespodzianka…
powiedzialm, ze nie zaplacimy…. po dlugiej dyskusji moj szef zdecydowal zaplacic. a ja dalej chodzie z niesmakiem w glowie…. z jakiej racji? nie dostalismy tych dwoch porcji – mogli nam zaoferowac, ze jak ktos ma ochote na dodatkowe przystawki, mieso, deser,. to prosze bardzo, bo i tak bedziemy musieli za nie zaplacic. do tej restauracji juz nie pojdziemy.
idac za ciosem
zarezerwowalam tez juz domek na wakacje letnie. w Lebie. w osrodku z basenem.
ja nie jestem jakas szalona fanka basenow. ale moje dzieci, a zwlaszcza Szkrab moga sie plawic w wodzie przez caly dzien. a to gwaratuje mi mozliwosc (prawie) spokojnego delektowania sie lektura. prawie, bo od czasu do czasu dzieci nawoluja, zeby do nich dolaczyc. dolaczam, a jakze, zeby pocwiczyc miesnie ramion, plecow i wewnetrznej strony ud, ktore jakos tak szybko flaczeja po 4-stce;)
w Lebie bylam juz dwa razy: jako dziecko, z mama i bratem, pozniej w czasie narzeczenstwa z lubym (i jego siostra) i nadal mam ochote tam jechac. mam wielka ochote powspinac sie na wydmy piaszczyste, pospacerowac po Slowinskim Rezerwacie Przyrody.
ale najwieksza ochote mam wygrzac sie w sloncu. mam nadzieje, ze pogoda dopisze:)
obiecalam.
gdy bylismy jesienia w Madrycie, obiecalam Szkrabowi, ze i Barcelone zaliczymy. skad zamilowanie Szkraba do Barcelony? chodzi o klub pilkarski; Bizon jest fanem Real Madryt, a Szkrab w zyciu nie moglby kibicowac temu samemu klubowi. zezloscil sie wiec strasznie, gdy jesienia zahaczylismy o Madryt i siedzibe klubu. tak byl zly, ze nie chcial wejsc;) ale go przekonalam mowiac: a jak Ty pozniej przekonasz Bizona, ze stadion w Barcelonie jest ladniejszy, jesli tego w Madrycie nie zobaczysz? Tym samy, musialam obiecac, ze wkrotce zaliczymy Barcelone.
przed chwila zarezerwowalam domek campingowy pod Barcelona – czemu domek, czemu pod Barcelona? chodzi o basen kryty;) bo Szkrab wytrzyma w miescie gora dwa dni, reszta to bedzie plawenie sie w wodzie.
ja natomiast strasznie czekam na miasto – tak jak generalnie nie lubie duzych miast, wole wypoczynek na lonie natury, tak Barcelona stanowi wyjatek. smie twierdzic, ze to moje najulubiensze miasto w Europie. oprocz Wroclawia, ma sie rozumiec:)
zdecydowalismy z lubym, ze pojedziemy samochodem. 16-godzin – da sie przezyc.
czas zaczac sie martwic?
na mikolaja dostalam od znajomego lubego, Wlocha, limoncello… lezalo sobie ponad miesiac w zamrazarce, az przyszed czas, ze mi sie zachcialo. i delektuje sie tym silnym cytrusowym smakiem, zmrozonymi procentami, i czuje jak przyjemnie kreci mi sie w glowie, choc jutro do pracy trzeba isc… i myslec! i sensownymi pomyslami strzelac;) tak.. to jedyny slodki trunek, ktory mi smakuje. i moge go pic bez umiaru;)
na razie, to jedna mysl mi sie o glowie placze: czy fakt, ze siegam ”do kieliszka” w czwartkowy wieczor powinien mnie niepokoic???