my napiszemy

w sobote bedziemy swietowac z tesciami i szwagierka wieczor mikolajkowy. ja wylosowalam lubego, luby tesciowa, ale stwierdzilam, ze przygotujemy jeszcze prezent dla tesciow: koperte z gotowka i kartka z rysunkiem samochodu – zeby im sie zrewanzowac za to, ze czasami przyjedzaja z odsiecza jak np. luby leci na konferencje, a ja siedze do pozna w pracy. mowie, ze ”napiszemy wierszyk o tym, ze samochod nie jezdzi na wode, itd….” luby mowi ”co, co powiedzilas? o tym pisaniu?”, powtarzam wiec ”my napiszemy (WE will write…), a luby na to ”MY”??? no tak, odpowiadam, ja ci powiem co w wierszu musi byc, a ty napiszesz wiersz. czyli: ”MY”, razem;)

 

strasznie nie lubie pisac rymowanek po holenderku – zasob slow to nie problem, ale rymowanie… cos, co sie dla mnie rymuje, nie zawsze sie rymuje w uszach Holendrow, bo…. tu chodzi  nie tylko o zlepek ostatnich literek, ale i…. akcent. co prawda, uzywam internetowej wyszukiwarki rymow, ale i tak… w czasie kiedy ja napisze jeden wiersz, luby produkuje trzy….

 

 

bezsennosc

od tygodnia po raz trzeci walcze z h. pylori. trzecia kuracja: inny zestaw antybiotykow, ktore mam zazywac przez dwa tygodnie.

od tygodnia cierpie na bezsennosc – skutek uboczny jednego z antybiotykow. jestem spiaca, zmeczona, zestresowana, podirytowana, ale zaciskam zeby, udaje, ze nic sie nie dzieje, bo wiem, ze jeszcze ‚tylko’tydzien i po odstawieniu lekow, powinno byc lepiej. i wspolczuje ludziom, ktorzy nie znaja przyczyn swojej bezsennosci, bo wtedy to chyba mozna oszelec…. jedna noc, ok, dwie, tez sie da przezyc, ale taki stan ciagnie sie miesiacami czy latami…

czytam dzis jeszcze raz ulotke, zeby poczytac o innych mozliwych skutkach ubocznychi co widze – mozliwe halucynacje:DDD czytam to lubemu, a ten sie smieje, ze zwidy to ja i bez tego antybiotyku miewam;)

 

jeszcze tydzien… i jak zapadne w sen, to chyba do wiosny pociagne;)

ksiazki lamiace glos

skonczylam dzis druga runde z Joanna D’arc – i znow konczylam czytac z lzami szklacymi oczy.

skonczylam tez, nie wiem, ktora juz runde, Braci Lwie Serce – tym razem czytalam ich historie Szkrabowi – i znow, na koncu zlamal mi sie glos, a Szkrab badawczo spojrzal… mamo, oni poszli do nieba, nie placz. a co ja poradze na to, ze tak mnie to lamie… 30 lat temu, jakies 4 lata temu, gdy po raz pierwszy czytalam te historie Bizonowi, ze 2 lata temu, gdy obaj chlopcy siedzieli kolo mnie i teraz…. jak wnukom bede czytac, tez bede plakac. bo taka to jest moc ksiazki.

teraz kolej na Mio, moj Mio… jak lubie czytac dzieciece ksiazki….

 

a przed chwila skonczylam fotograficzne kalendarze, dla nas i dla mojego brata – podczas skladania kalendarzy, sluchalam Maanamu; wierzyc sie nie chce, ze juz koniec….

przed polnoca

czekajac na lubego wracajacego z Brukseli, natchniona niedawnym wpisem filmowym na facebooku, zrobilam sobie powtorke z rozrywki i obejrzalam ”Before Midnight”. i kurcze, znow zobaczylam siebie walczaca nie z lubym, ale z pms-em. tak, mysle, ze Celine w hotelu zlapala zwyczajnie klasycznego pms-a. bo jak inaczej wytlumaczyc glupawe, ktora zaliczyla? tak, pms odbiera kobietom rozum… i jak dobrze, gdy jedynymi swiadkami takich hormonalnie uwarunkowanych zdebilen sa ich kochani mezowie, ktorzy staja na glowie, zeby wszystko uglaskac, zaglaskac, zniwelowac, polepszyc, ulukrowac, wymasowac, a i tak za to obrywaja.

po takich akcjach, kiedy strasze rozwodem, kiedy juz nie kocham, kiedy powracaja wszelkie traumy macierzynskie, emigracyjne, zawodowe, nadkilogramy, obwisly brzuch jest mi wstyd… a luby, jak gdyby nic, dalej mnie kocha;)

wyczerpanie i spacer

w sobote przezylam jednodniowy burnout. o 7.00 pozegnalam rodzicow, o 8.15 stanelam na boisku i pokibicowalam Bizonowi, wrocilam do domu, zrobilam sobie kawe, siadlam i… stwierdzilam, ze juz na nic nie mam sily. poszlam spac. po 3 godzinach snu, dalej nie mialam sily na nic. zglosilam lubemu niedyspozycje i cale sobotnie popoludnie przesiedzialam. co mnie tak powalilo? mysle, ze wszystkie stresy minionych dwoch tygodni idace roznolegle z przeziebieniem, czy moze i nawet grypa, a na dokladke prawda o szefie.  

po 12 godzinach snu wstalam rzeska i gotowa do zycia, wyleczona z burnoutu. pranie, sniadanie, kosciol, lunch i… spacer! 2.5 godziny. poszlismy do sasiedniej wsi, tam zaliczylismy kawe (chlopcy kakao) i wrocilismy. tego moja glowa, moje cilo potrzebowalo. chlopcy tez byli zadowoleni. a luby… rano sie poskarzyl, ze ma zakwasy:DDD

manipulant

w piatek w koncu przyjelam do wiadomosci: moj szef jest nie tylko narcyzem ale i manipulantem. w czasie, kiedy dwoil sie i troil, zebym zostala na chirurgii, wydzwanial do mojego potencjalnego drugiego szefa, zebym tamtej pracy nie dostala. za moimi plecami. przyjazni ludzie mi doniesli. nadal nie chcialam tego przyjac do wiadomosci. ale wczoraj, gdy szef otworzyl swoja ”prywatna” liste ”to do” rzucilo mi sie w oczy ”zadzwonic do M.S.”. szef zamknal liste szybciej niz ja otworzyl… i tym pospiechem potwierdzil wszystko….

 

teraz czekam na okazje, zeby a) powiedziec mu, ze wiem, b)odplacic sie pieknym za nadobne.

niecierpliwa

jako, ze jednak dane mi bylo zostac w swiecie badan naukowych, postanowilam, ze zaczne walczyc o czesc badan, ktore beda prowadzone pod moim przywodztwem. w styczniu przyjedza do nas student z Chin i chce byc jego prowadzaca. szef pojecia nie ma o badaniach fundamentalnych, z uzyciem komorek, tkanek i podstawowych metod stosowanych w laboratorium biochemicznym, wiec to bedzie moja dzialka.

tyle, ze… ja w laboratorium robilam eksperymenty 12 lat temu… czasy sie zmieniaja, techniki unowoczesniaja, no i tkanki od kogos trzeba dostac. od patologow. napisalam wiec e-maila do jednego z patologow. we wtorek rano. i… cisza. wiec dzis zadzwonilam do kolegi patologa, z ktorym dobrze nam sie wspolpracowalo te 12 lat temu i powiedzialam, co jest na rzeczy. ten znajomy patolog jest od nerek, wiec mi pomoc nie moze, ale obiecal, ze sie skontatuje z tym innym patologiem, ktorego ja potrzebuje.

przed chwila dostalam e-maila: ”wszystko bedzie dobrze, wkrotce dostaniesz odpowiedz. wydaje mi sie, ze jestes zbyt niecierpliwa:-)”

glupio mi sie zrobilo… no moze i jestem, ale…. no taka juz jestem;) kilka lat temu byloby mi strasznie glupio, a teraz.. glupio sie smieje pod nosem. jestem niecierpliwa. ale kazdy kto mie zna wie, ze ja i tak zrobilam sie cierpliwsza niz kiedys;)

 

 

po ostatnich zawirowaniach, ciagle mi po glowie chodzi ”co mi Panie dasz”?

 

 

patriotyzm vs nacjonalizm

do niedzieli bylam pewna, ze wiem czym sie rozni patriotyzm (milosc do ojczyzny) od nacjonalizmu (wywyzszanie sie wsrod innych narodow, czesta idace w parze z nienawiscia do innych nacji). 

choc nigdy sie za patriotke nie uwazalam, wrecz sarkastycznie mowilam, ze gdybym byla patriotka, to bym w zyciu z Polski nie wyemigrowala, to jednak wzruszylam sie, gdy w kosciele zaspiewalismy rote, Boze cos Polske, itd. luby, jak sobie poczytal na portalach Europy Zachodniej, podsumowal, ze te nasze spiewy patriotyczne w kosciele byly nie na miejscu, ze rozumie opienie zagranicznych mediow o nacjonalistycznym charaktere tego swieta. wytlumaczylam mezusiowi, ze w poprzez te piesni wyrazamy milosc do ojczyny, a na dodatek, w np ”Boze cos Polsce” dziekujemy Panu Bogu, za to, ze nam jednak pomogl te Polske odzyskac po tylu zaborach, po tylu wojnach. probowalam mu wytlumaczyc, jakim fenomenen byly legiony, o ”z ziemi wloskiej do polskie”, ale on pozostal nieprzekonany.

a pozniej sama weszlam na polskie portale i zaczelam sie zastanwiac – dlaczego marsz z flagami Polski zostal uznany przez tylu ludzi jako nacjonalistyczny? bo jakas grupa psycholi wykorzystala ten marsz jako szanse do wtrynienia innych flag? bo inni wandale spalili flage EU? jesli spalenie flagi przez wandali czymi Polakow nacjonalistami, to i Anglicy, ktorzy przez Brexit pokazali ,co o EU sadza, tez sie do nacjonalistow kwalifikuja. prezydent i rzad szli na czele tego marszu – mieli isc na tyly i powyrywac lobuzom flagi z rak? czy policje na nich naslac? – to by dopiero bylo: zamieszki na marszu! czemu ludzie skupiaja sie na tym co zle, a nie dobre? przeciez Polacy maja prawa swietowac 100-tne urodziny swojej ojczyzny. i tak jak na chyba prawie kazdym weselu ktos sie spije, jak w kazdej rodzinie znajdzie sie czarna owca, tak i wsrod patriotow wkreca sie czarne owce. ale czemu oceniach caly narod jako nacjonalizmow? czemu oceniac swietowanie urodzin Polski, radosc z wolnosci jako zrywy nacjonalistyczne, czemu oceniac rzad i prezydenta przez pryzmat psycholi, ktorzy sie wkrecili na impreze, i zeby jej nie kisic przemoca nie zostali z niej sila wyrzuceni? szkoda, ze Polacy sami sobie psuja wizerunek za granica. i ze nie widza roznicy miedzy patriotyzmem a nacjonalizmem.

cuda-wianki

11-listopada w Holandii obchodzi sie swieto sw. Marcina. Dzieci wedruja z lampionami, spiewaja piosenki i dostaja wzamian lakocie. jako ze 11-ty listopada przypadl w niedziele… zrobilo sie zamieszanie; Holendrzy uznali, ze w niedziele, z jakiegos powodu, nie wiem, jakiego, nie wypada, czy nie wolno, czy jeszcze cos innego, chodzic z lampionami. i tak kazda dzielnica, wioska, miasteczka umowily sie, ze dzieci moga chodzic w sb lub w nd (a jednak), lub w pn. co posluzylo dzieciom za wymowke (za przyzwoleniem rodzicow) do chodzenia przez trzy dni. ja sie na to nie zgodzilam: skoro nasza dzielnica umowila sie, ze dzieci swietuja sw Marcina w sobote, to nie bedziecie chodzic w niedziele i w poniedzialek – oznajmilam moim chlopakom. oczywiscie do naszych drzwi zawitalo kilkoro dzieci, i w niedziele, i dzis, co moje chlopaki uznaly za niesprawiedliwe. pogderalam, ze ciagle im malo, ze dwie torby pelne slodyczy, a im nadal malo, ze najwyrazniej ludzie nie potrafia trzymac sie umow, bo skoro bylo postanowione, ze sobota, to sobota, a nie trzy dni z rzedu…

rodzice na starosc zaczeli byc spontaniczni:DDD zapowiedzieli sie na srode:D przyjada, bo maja dla nas taki duzy prezent na Mikolaja, ze my bysmy sie z nim nie zabrali. jaki prezent? ano serwis na 12-osob i dwa olbrzymie, ceramiczne flakony. latem bylam z mama w galerii i zachwycilam sie serwisem – niby prostym, ale eleganckim, takim klasycznym, bez zadnych szalonych ksztaltow, falbanek, zabow, za to ze srebrna otoczka. spodobaly mi sie tez flakony, a najbardziej dwa, krosnienskie, w krwistoczerwono-czarne maziaje. pocmokalam i odstawilam z komentarzem, ze serwis to jeszcze slubny mam prawie caly kompletny, a flakony za duze i strach je brac, zeby sie w drodze do Holandii nie potlukly. my wyjechalismy do Holandii a mama namowila tate na galerie, pokazala mu, co mi sie podobalo, tatowi tez sie spodobalo i stwierdzili, ze mnie uszczesliwia:D zazartowalam, czy kredens na ten serwis tez mi juz kupili;) na co mama: a ile taki kredens kosztuje… oj ta moja mama… roznie miedzy nami bywalo, ale skapstwa to ja ani jej, ani tatowi nie moge zarzucic. 

najlepsze to, ze mama dzwoni i mowi: wiesz, ja juz tak sobie pomyslalam, ze ten stary serwis (slubny, ktory uwazam, ze jest sliczy i wcale nie wyglada na stary) bedziesz sobie uzywac nacodzien, a ten nowy bedziesz miec dla gosci. a tato moze spac a tym malym pokoju (ktory nazywamy wybiegiem dla norek), a ja moge spac ze Szkrabem. no, juz mi mama wszystko zaplanowala;)

wywiadowka u Szkraba: macie panstwo wspanialego syna, niesamowity, z takim poczuciem humoru – wprowadza zycie do klasy. malo sie nie poplakalam. powiedzialm pani, ze to wszystko od nauczyciela zalezy, bo w zeszlym roku bylo tak zle, ze zaczelam watpic w nas, jako rodzicow i zdrowie psychiczne mojego dziecka. pani ze smutkiem stwierdzila: niestety, slyszalam to juz od kilku innych rodzicow…. chce wystapic z prosba do dyrektorki, zeby jako rekomensacje za zeszly rok, dala dzieciom te sama nauczycielke rowniez w osmej, ostatniej klasie. sprobuje podjudzic innych rodzicow, zeby napisac oficjalna petycje. tylko, ze Holandrzy nie sa skorzy do takich akcji… 

 

 

i juz wszystko wiem:)

nie dostalam pracy, o ktora aplikowalam.

zaproponowano mi prace, o ktra nie aplikowalam.

zdecydowalam, ze moje serce lezy na chirurgii i tam jeszcze troche polezy. na nowych warunkach, ktore przed chwila z szefem chirurgii omowilam.

a w miedzyczasie, bede sie spokojnie rozgladala za innymi opcjami, tak w razie, gdybym znow musiala szefa zestresowac;)

 

_____________

pracy o ktora aplikowalam nie dostalam, bo…. ”trudno im bylo podjac decyzje i w koncu na podstawie ”feelings” wybrali kogosc innego. jesli oni kieruja sie uczuciami a nie komptencjami, to juz wiem, ze ja do nich nie pasuje;)

praca, ktora mi w zamian zaproponowali, to byla koordynacja wspolpracy z innymi uniwersytetami, glownie zagranicznymi, co oznacza zagraniczne podroze. na to nie mam ochoty. gdybym nie miala dzieci, meza, to pewnie bym sie zdecydowala, ale glownie z powodu bycia mama, nie chce sie wloczyc po swiecie.

na chirurgii dotalam staly kontrakt na 50% jako osoba wpierajaca pisanie grantow. super, bo lubie pisac. przy szefie zostaje na 50% na tak dlugo, jak mu starczy kasy.

jak sie szefowi kasa skonczy, to albo bede negocjowac z chirurgia 80% stalego zatrudnienia, albo bede szukac nowej pracy.

narcyzm szefa bedzie mi latwiej przelknac, jesli bede widziec tylko 2.5 dnia na tydzien;)