czekanie, wahanie…

okazalo sie, ze jednak po pierwszej rundzie zostalo 3 kandydatow; po drugiej rundzie 2 kandydatow, czy raczej kandydatki…. i teraz referenci wchodza do gry. spytano mnie, czy moga zadzwonic do mojego obecnego szefa po referencje… i co ja mam powiedziec? ze moj szef nie bedzie obiektywny, bo nie chce mnie wypuscic ze swojej grupy? odpowiedzialam, ze szef ma do konca tygodnia wakacje (bo ma!) i ze nie jestem pewna, czy bedzie w 100% obiektywny, bo… wiadomo. i podalam dwie inne osoby jako mozliwych referentow. 

i teraz czekam. i z jednej strony chcialabym, a z drugiej strony…. sama nie wiem…. czy chce mi sie zmieniac srodowisko…

lomatko

przezylam gastroskopie – koszmarek. lezalam tam i mialam wrazenie, ze po raz trzeci rodze, tyle, ze gora;) nigdy wiecej… 

wczorajsza rozmowa o nowa prace byla bardzo przyjemna i zakonczyla sie przejsciem do rundy drugiej…  w czwartek mam dac prezentacje. mam 50% szans, bo do drugiej rundy przeszly dwie osoby. 

mialam tez wczoraj negocjacje z chirurgia i…. blado te negocjacje wypadly. to znaczy, staly etat mi zagwarantowano, ale nadal zadnych konkretow co do zakresu moich obowiazkow. ta rozmowa mniej mi sie podobala niz ta o zupelnie nowa prace. 

 

no to ladnie….

jutro mam rozmowe w sprawie nowej pracy, negocjacje z chirurgia, a ja… jestem cala zainfekowana: glos prawie stracilam, nos zatkany, zatoki zawalone. leb boli. 

faszeruje sie chemia, zeby jakos jutro dotrzec do szpitala i sie godziwie zareklamowac – ale watpie, czy ktos taka zasmarkana kandydatke zechce….

we wtorek czeka mnie gastroskopia…  nie wiem czy dozyje;)

swieze daktyle i bole brzucha

jakis czas temu rozmawialam z moja doktorantka o swiezych (= nie suszonych) daktylach  Aia rozplywala sie nad smakiem takich swiezych daktyli, a ja przyznalam, ze nigdy nie mialam okazji takowych sprobowac. Swieze daktyle to przysmak Ai, ktora urodzila sie w Iraku i jako 5-letnie dziecko przyjechala z rodzicami do Holandii – uciekli przed Hoesseinem. Jako ze tato Ai jezdzi z wizyta do Iraku i przywozi tutejszej rodzinie smaki dziecinstwa, przywiozl Ai jej ulubione swieze daktyle. A Aia postanowila sie nimi ze mna podzielic. Juz w pracy sobie pojadlam, a takie pyszne byly, ze za duzo zjadlam, wic mnie brzuch rozbolal. ale szybko mi bole przeszly i kontynuuje uczte. i niewazne, ze to kalorie, sa tak smaczne, ze dopoki nie skoncze, nie spoczne;) wszystko dla mnie, bo ani dzieci ani luby takich smakolykow nie tkna…

 

moj bol brzucha mial wiadome pochodzenie. wczoraj natomiast wyladowalam ze Szkrabem na ostrym dyzurze z podejrzeniem zapalania wyrostka robaczkowego. tak go nagle sieklo, ze zwijal sie z bolu, nie mogl chodzic, nie mogl zgiac nogi, zeby wsiasc do samochodu… to drugi raz, gdy Szkraba w takim obolalym stanie widzialam – poprzednim razem bylo to zapalenie drug moczowych. tym razem… mocz byl czysty, wiec padlo podejrzenie, ze to wyrostek. ale badanie krwi wykluczylo stan zapalny… Szkrab dostal paracetamol, bol przeszedl i… wrocilismy do domu. dzis bylo lepiej, choc Szkrab nadal narzekal na ”troche” bolu. a ja sie cieszylam, ze ta cala akcja miala miejsce juz po powrocie do Holandii, a nie w Hiszpanii czy w drodze powrotnej. 

 

moj bol brzucha wlasnie wrocil… zajarzalam do skrzynki e-mailowej z pracy a tam… zaproszenie na rozmowe w sprawie nowej pracy, gdzie tuz przed wakacjami zlozylam podanie i… zaproszenie przez szefa chirurgii do negocjacji w sprawie mojego zatrudnienia na chirurgii… chca mnie zatrzymac, chca mnie zatrudnic na stale… i co ja mam z tym zrobic??? obydwie rozmowy w najblizszy pn. w pn mialam miec gastroskopie, ale cos czuje, ze trzeba bedzie ja przesunac na inny dzien…. 

mowie lubemu, ze bardziej sie zestresowalam zaproszeniem na negocjacje z szefem chirurgii, czyli teoretycznie ze ”swoim” czlowiekiem, niz na wywiad o te zupelnie nowa prace. wiesz, jacy oni potrafia byc aroganccy – wzdycham. a luby sie smieje – a ty nie? ja??? arogancka??? luby na to: ja bym sie bal do ciebie podejsc;) i tak to mnie luby pobudowal…

i po grzaniu

wrocilismy do domu, pierwsze co to piec wlaczylam, a do lozek termofory gorace wrzucilam, bo wszystko zmarzniete…. 

przez ostatni tydzien wygrzalam sie, naprodukowalam witaminy D wystawiajac sie, niczym jaszczurka, do slonca. jak mi tego bedzie brakowac przez najblizsze pol roku. kiedys uwielbialam zime, wszyscy mowili, zem zimorodek – w zimie urodzona, zime lubiaca. ale mi minelo. moze dlatego, ze u nas te zimy nie sa tak sloneczne, jak np koniec stycznia czy luty w Polsce? 

doszlismy z lubym do wniosku, ze bardziej nam sie poludnie Hiszpanii podobalo niz Wyspy Kanaryjjskie – mniej tloczno, wlasciwie, to juz tylko garstka turystow, wiecej do zwiedzania, lepsze jedzenie, puste plaze… i jak damy rade, to za rok, jeszcze raz w regiony Kartageny sie wybierzemy. 

jutro czeka mnie pranie, wieszanie, suszenie i rozpakowywanie waliz. 

a od pn znow kolowrotek. 

Hiszpanio, witaj!

pierwszy dzien wakacji w Hiszpanii za nami. nie ma tu takich upalow jak na Wyspach Kanaryjskich, ale jest sucho, cieplo, slonecznie. niby pms mna trzepie, juz od trzech dni, ale nie ma nic lepszego na pms jak posiedziec w cieplym basenie…. siedzialam dwie godziny i prawie przysypialam. po… prawie 13 godzinach snu. jak wczoraj padlam kolo 23, tak dzis o 12.00 luby wszedl do sypialni sprawdzic czy zyje. gdyby luby mnie nie obudzil, spalabym dalej… odespalam 12 godzin, ktore spedzilam w pracy w piatek, bezsenna noc, po ciezkim piatku, w ktory wydarzylo sie tyle, ile czasami w ciagu jednego tygodnia sie nie wydarzy, a pozniej podroz, ktora zaczelismy o 5.30 rano i zakonczylismy o 20.00. 

znow Niemcy udowodnili swa solidnosc – lecielismy Lufthansa; punktualnie odlecielismy, w samolocie calkiem znosny lunch na cieplo, przesympatyczne stewardesy, a na pozegnanie, przy wyjsciu z samolotu, dzieci dostaly karty do gry – dwie rozne gry, pieknie zaprojektowane, na trwalym, sztywnym papierze, z intrukcjami po niemiecku i angielsku.

przesiadke mielismy w Monachium, wiec Bizon na lotnisku kupil sobie czapeczke Bayern Munchen;) kiedy wysiedlismy w Madrycie… hhhmmm… zauwazylismy, ze wiele osob dziwnie spogladalo na ta czapeczke;) bo w Madrycie sa kibice innej druzyny;)

Wypozyczonym samochodem przejechalismy z Madrytu na poludnie, do Very, gdzie pozostaniemy 6 dni. Domek mamy wspanialy, wokol nas pustki, bo to juz sezon powakacyjny, oprocz nas 4 osoby w basenie… jedynie basen otwarty jest juz zamkniety, a szkoda, bo przy tej pogodzie smialo bysmy sie jeszcze w nim ochlodzili.

krajobrazy rowniez wspaniale – wokol pagorki, gorki, pokryte drobnymi drzewami, biale wille i co ja bardzo lubie, male, lokalne sklepiki, bary i… ludzie, ktorzy ani slowa po angielsku. jaka roznica z wyspami kanaryjskimi, gdzie prawie kazdy chodz podstawowym angielskim operowal. 

dzis zaliczylismy msze po hiszpansku – jezyka nie rozumiem, ale jest w nim ten temperament, ktory czlowieka dotyka. i zacheca do nauki;) pojedlismy tapas, wypilismy swietna kawe, za symboliczna kwote. 

jutro musimy jakas pilke kupic, bo samo plywanie w basenie szybko sie nudzi;)

mysli poplatane…

chodze, mysle, mozg mi paruje, bo nagle, niczym nastolatka, nie wiem, czego ja od zycia chce. bo kiedy dzis poprowadzilam moich studentow ”adoptowanych” z ginekologii, a pozniej jak przyszla moja pupilka i przelecialysmy przez jej analizy, przez jej nowy artykul, powymyslalysmy nowe wykresy i eksperymenty i z przerazeniem sobie uswiadomilam, ze mi by tego strasznie brakowalo! straszny zal mnie scisnal, jak pomyslalam, ze ja bym to wszystko miala stracic. ”tylko” po to, zeby miec stale zatrudnienie. 

i nawet te upierdliwosci szefa…. no skoro 4 lata z nim wytrzymalam, to moze i dluzej bym zdolala.

poza tym ja lubie klimaty na chirurgii – wieksze oryginaly to chyba tylko na psychiatrii chodza;) luby mowil mi, zanim podjelam obecna prace, ze chirurdzy sa trudni i dziwni. trudni…. moze i sa, ale i ja nie jestem latwa, wiec do siebie pasujemy. co w nich lubie, to nieowijanie w bawelne: chodzi szef i ani dzien dobry, ani jak sie masz, tylko ”idziemy”? troche to grubianskie, ale wiem tez, ze u niego to wynika z faktu, ze on mowiac ”idziemy” jest juz glowa na spotkaniu, na ktore idziemy. ja tez. nie raz zdarzylo mi sie ludzi nie zauwazyc, nie uklonic sie, bo bylam niebecna duchem. 

nowej pracy jeszcze nie dostalam, obecny szef staje na glowie, zeby mnie zatrzymac, a ja… nie wiem, co ja mam robic. czekam… pytam Pana Boga: i co Ty mi tym razem wymyslisz? bo moje zycie to pasmo pomyslow, ktore w zyciu y mi nie przyszly do glowy. ja (teoretycznie) tak bardzo lubie spokoj, stabilizacje, a Pan Bog jednak widzi, zem niespokojny duch i a to mnie na emigracje do Holandii wyslal, a to na rok do Niemiec, a ten doktorat… wszystkich zszokowalam, lacznie z soba. maz-Holender, choc ja przeciez TYLKO polskiego meza chcialam, do tego protestant, ktory ze mna co niedziele na polskie, katolickie msze chodzi i w drugiej lawce wyspiewuje na caly regulator po polsku piesni. takie kolorowe zycie. jak mi Bajm do ucha spiewa: ”co mi Booooze dasz?”, no wlasnie, co? co tym razem…

______________

przedwczoraj szlismy z lubym ze spaceru wieczornego, na sciezce rowerowej lezal martwy golab, a wokol niego krecil sie niespokojnie drugi golab, pewnie ”maz”/ ”zona”. wczoraj jechalam ze sklepu, patrze, dalej to samo…. serce mi sie scisnelo i pomyslalam, ze trzeba gdzies zadzwonic, zeby uprzatnieto tego martwego golebia, bo ten jego towarzysz jest taki zestresowany i juz drugi dzien pilnuje tego martwego. wrocilam do domu i… wstyd – zapomnialam. dzis rano pognalam jeszcze przed praca po sianko dla Blondi, patrze… golebie: jeden martwy, drugi go pilnuje. zatrzymalam sie, wyjelam telefon i zadzwonilam na pogotowie zwierzece – opisalam sytuacje i obiecali, ze rozwiaza problem. taka bylam zla na siebie, ze juz wczoraj nie zadzwonilam, ale jednoczesnie bylam rozzalona na ludzka ozieblosc – tyle ludu, co sie ta trasa przewala, wokol restauracje, sklepy i nikt nie wzial worka, zeby golebia usunac, nikt nie zadzwonil na pogotowie, zeby ulzyc temu biednemu towarzyszowi, ktory najwyrazniej nie potrafil pogodzic sie z sytuacja i nie potrafil odejsc od martwego towarzysza. tyle ludzi…. marwica.

zebym nie zapomniala

jako ze moja zaleta jest to, ze szybko zapominam niesnaski, to zapisze sobie, dlaczego chce zmienic szefa.

w sierpniu zaplacilam swoja karta kredytowa za hotel szefa, bo zgodzilam sie, ze jak sobie bede robic rezerwacje, to i jemu zrobie. szef poprosil, zebym mu przeslala wyciag z konta. dzis wyslalam. po jakim czasie wchodzi szef z sarkastycznym usmiechem, klepie mnie poufale po ramieniu i mowi: oh, oh, tyle pracy co mi dostarczylas w ciagu ostatnich dwoch dni – chyba nie liczysz, ze jeszcze ten rachunek od razu zdolam rozliczyc? 

wiedzialam do czego pije, ale dla pewnosci spytalam: a jakiej ja ci pracy przysporzylam? ha, ha, ha, zasmial sie glupkowato szef, jak to, ty myslisz, ze kontrakt dla ciebie sam sie zalatwi? walcze o ciebie! az miaalm mu ochote powiedziec, ze przeciez go o to nie prosilam. niech on mi tylko napisze dobre referencje i pozwoli z tym odejsc, i juz nie bedzie mial z mojego powodu pracy… 

mam wielka nadzieje, ze nie uda mu sie tego kontraktu ze stalym zatrudnieniem dla mnie uzyskac, ze nawet jesli tej nowej pracy nie dostane, to i tak bede miala dobra wymowke, zeby od niego odejsc. bo inaczej, tak dlugo jak bede przy nim pracowac, bede slyszec jak to on sie naposwiecal, zeby mi staly kontrakt zalatwic.

 

motywacja szefa

tak bardzo zszokowalam mojego szefa pomyslem odejscia, ze szef staje na glowie, zeby mi w jakis sposob zapewnic stale zatrudnienie. Dzis rozmawial z managerem naszego departamentu, zeby mi chirurgia zaproponowala 50% stalego zatrudnienia jako koorydnator naukowy. i manager…. wstepnie sie zgodzil!!! Drugie 50% mialabym zapewnione przez szefa. I z jednej strony ciesze sie, ze szef tak sie stara, tak chce mnie zatrzymac, a z drugiej strony…. w glebi duszy, chyba jestem gotowa na zmiany. zamierzam skladac podanie o nowa prace, niezaleznie od tego, co szef wykombinuje. 

zszokowalam tez kolege Jana, z ktorym siedze w jednym pokoju i ktory to oficjalnie jest koorydnatorem naukowym chirurgii – wspomnialam mu, co moj szef wykombinowal; niepotrzebnie, bo strasznie sie wkurzyl, ze takie sprawy sa omawiane bez porozumienia z nim. i tak to ego podnosci ludziom cisnienie… mi nie. ja tylko chce miec fajna i stabilna finansowo prace.