dzis przyszli ostatni goscie Bizonka. najmlodsza grupa. polska. mimo ze bylo nas trzy baby i czworo dzieci, poczulam sie jak na prawdziwym polskim przyjeciu (choc stol sie nie uginal;)): bylo tak gwarno, ze zadna z nas nie slyszala swoich telefonow:) maz jednej kolezanki 5 razy dzwonil, a komorka obok lezala, ale u nas… zabawa wrzala. kiedy w koncu kolezanka odebrala, zazartowalam, ze ”zubrowka juz idzie”, maz, mimo ze holenderski chinczyk, zrozumial i… wystraszyl sie:) uwierzyl, bo slyszal w tle rozne odglosy. kolezanki impreze podsumowaly: no, u Holendrow to bysmy sie tak nie ubawily. i to nie o gospodynie chodzi, bo ja wcale do wodzirejow nie naleze, ale… poczulam sie jak za ”polskich czasow”.
urodziny – final:)
Opublikowano



