od kilku dni zachlystuje sie swetrami Doroty: http://swetrydoroty.blogspot.com/
ogladam, zazdroszcze (talentu i figury, bo jak ktos kurdupel, to mu nawet fitness nie pomoze…no, moze obcasy;)) i marze. marze, bo przeciez ja potrafie na drutach robic. i w mojej glowie wlasnie takie ”dorotowe” wizje siedza, ale nie potrafie ich jakos przelozyc na druty. nie wiem, czy zle wloczke wybieram, czy technika nie ta – choc przeciez w swetrach Doroty jakis gornolotnych wzorow nie ma! to raczej ksztalt swetrow (tez niby prosty) tak ujmuje. taka klasyczna prostota, a jak sliczna.
od dawna juz choruje na taki sweter:
http://swetrydoroty.blogspot.com/2011/07/taki-dugi-golf.html
dalam sobie wiec jeszcze jedna szanse (po poprzednich ”takich sobie” rezultatach dziergania) i zamowilam bielutenki moher. i druty nowe (moze to, ze nowe, cos pomoze;)?)
a sobie na lepszy humor (bo cos ostatnio dennie – przez ta szkarlatyne uziemiona bylam przez tydzien i po raz kolejny przekonalam sie, ze siedzenie w domu to dla mnie samoboj) wyrwalam sie dzis do centrum i torbe wiosenna i apaszke-szal kupilam w kolorach lososiowo-rozowym. od razu mi lepiej;)
___________
jak bylo do przwidzenia, Biozon od Szkraba szklarlatyne zalapal, a wiadomo, jak facet chory, to koniec swiata. po 5 dniach z chorym Bizonem torby do wariatkowa prawie juz pakowalam. na szczescie Szkrab od srody do szkoly wybyl juz ”na stale” (a nie ”na probe”), wiec pomoc logistyczna polskiej mafii potrzebna byla i tylko te codzienne wizyty kolezanek jakos mnie przy normalnosci utrzymaly. straszna ze mnie matka:/ ale marudzenie goraczkujacego Bizona (pierwszy raz w zyciu chlopaki mialy goraczke przez 4 dni pod rzad!) a pozniej nocne odreagowywanie Szkraba nowej szkoly daly mi popalic. i dlatego, glupio przyznac, ale przyznam: ciesze sie, zew poniedzialek chlopaki wybywaja do szkoly. robie sobie tydzien wakacji (domowo-sklepowo-fitnessowo-kawiarniowych), pozniej swieta, a po swietach ide na kurs przygotowujacy do egzaminu panstwowego z holenderskiego (czas najwyzszy!).