dziad(k)owanie:/

myslalam, ze temat juz oswoilam, ale jednak nie do konca. nie rozumiem milosci holenderskich dziadkow moich dzieci.

wczoraj zadzwonil tesc, ze dostali od dalszej rodziny gokarda dla naszych chlopakow. luby sie ucieszyl, powiedzial, ze jesli tesciowie nie maja zadnych planow, to on przyjedzie z dziecmi po basenie Bizona, a ja bede miala wolne popludnie (poproszono mnie o uszycie dekoracji do szkoly chlopakow, wiec te kilka godzin spokoju mi sie przydalo).

wieczorem luby wrocil z chlopcami – chlopcy tak zmachani deskorolka, gokardem, footbalem i generalnie swiezym, wiejskim powietrzem, ze juz w samochodzie zaczeli przysypiac i szybko padli w lozeczkach.

Pytam lubego, czy mial szanse odpczac, a on kreci glowa, bo jak najpierw chlopaki bawily sie same, to on pomagal ojcu w ogroddzie. a pozniej caly czas sie chlopakami zajmowal. i relacjonuje: przyjechala szwagierka, wyciagnela tesciowa na kawe i zakupy do pobliskiego miasteczka i przepadly, a tesciu jak wzial gazete do reki, to swiat przestal dla niego istniec. luby gral z Bizonem w pilke na podworku, Szkrab sie zmeczyl i chcial byc w domu, wiec luby poprosil tescia, zeby ten poczytal Szkrabowi ksiazke. po chwili Szkrab siedzi w oknie i patrzy jak luby gra z Bizonem, a tesciu… czyta swoja gazete. tesciu, ktory jest na emeryturze, ktory codziennie moze siasc i poczytac w spokoju gazete nie moze poswiecic 15 minut na przeczytanie wnukowi ksiazeczki. tesciowa, ktora tak bardzo kocha te swoje jedyne ”skarby” (tak o nich mowi…), wybiera kawe i zakupy z dorasla corka.

szwagierka – osobny temat… mam wrazenie, ze te stereotypy o starych pannach nie sa z palca wyssane. z niej sie niestety robi stara panna: skupiona na sobie, sluchajcie mnie, podziwiajcie i robcie ze mna cos ciekawego.

wczoraj zadzwonila, czy moze po poludniu przyjechac. oczywiscie, ze tak. przyjechala z nowym nabytkiem iPadem. pochwalila mi sie, przyznam, ze mnie takie cacka w ogole nie neca, ale z uprzejmosci wykazalam zainteresowanie. z pol godziny odganialam dzieci, zeby poswiecic czas szwagierce. a ze wczesniej czasu na zabawe z chlopakami nie mialam (do 12.00 szkola, a pozniej skrzypce Bizona, z ktorych wracamy do domu o 14.30), troche mi bylo chlopakow szkoda. ale poprosilam, zeby sie pol godziny sami pobawili i nawet byl spokoj. po iPadzie nastapil pokaz katalogow z robotkami, bo ostatnio szwagierka zapalala miloscia do drutow i wloczki. znow, szwagierka w centrum uwagi.

wybila 17.00, wiem, ze luby zaraz z pracy wroci, wiec mowie, ze musze sie wziac za obiad. 15 minut luby wkroczyl, chlopcy rzucili sie w kierunku papy, chca mu opowiedziec o szkole, ale… szwagierka wyskakuje z iPadem… po obiedzie olalam mycie naczyn, olalam ekscytujace newsy szwagierki, poszlam z chlopami do ich pokoju i w koncu poswiecilam im godzinke. o 20.00 dzieci juz spaly, wiec mialam czas na wysluchanie szwagierki, na wszystkie tematy, jakie tylko chcialaby poruszyc. ale… szwagierka najpierw odpowiadala na e-maila klienta, sciagala -booki, pozniej przejrzala nowosci ksiazkowe lubego, w koncu byla juz zmeczona i postanowila jechac do domu…

ja wiem, ze mam fiksacje na punkcie ”niezorganizowanego platania sie dzieci”, wiem, ze duzo czasu poswiecam na konkretne zajecia z chlopakami, ze pracujace mamy tyle czasu nie maja dla dzieci i krzywda im sie nie dzieje i nic by sie nie stalo, gdybym w jeden dzien sobie odpuscia, a chlopaki sie poplataly. ale bylo mi ich zal, bo tak sie cieszyli, ze ciocia przyjedzie, z takim entuzjazmem ja witali, a zostali potraktowani jak upierdliwcy – ipad  i katalogi byly wazniejszy. poza tym, widze, ze w piatki dzieci sa juz wykonczone po calym tygodniu zajec i najzwyczajniej potrzebuja posiedziec z mama, poprzytulac sie, pomiziac, poczytac, pokleic i z tego zmeczenia samodzielna zabawa im nie wychodzi (szybciej sie irytuja, kloca, zloszcza, placza – tak jest w kazdy piatek, dzieci odreagowuja caly tydzien).

dzis szwagierka znow potrzebowala uwagi: kawa i zakupy z mama…

w wielkanoc szwagierka byla strasznie nieszczesliwa, bo powiedzialam, ze leje, wieje, jest zimno i ja sie na zadne rozrywki na swiezym powietrzu nie ruszam (chlopaki  i luby zasmarkani, kaszlacy, przeziebieni, ja po dwoch anginach). mysmy sie na swieta nie zapraszali, to tesciowa wydzwaniala, zebysmy przyjechali i jeszcze zawiedziona byla, ze dopiero w wielka niedziele, po poludniu przyjedziemy. ja najchetniej swieta spedzilabym w domu, ale skoro tesciowa nalegala, to nie chcialam podpadac. szwagierce w domu strasznie sie nudzilo… a mi sie tam nigdy nie nudzi. lubemu tez nie:)

i tak to jest z rodzina. najlepiej na zdjeciu. a dla mnie kolejny dowod na to, ze naszej czworce kiszenie sie we wlasnym sosie najbardziej pasuje:-)

po takim podsumowaniu rodziny lubego, jestem pelna podziwu dla niego jako ojca i meza: dzieci i ja jestesmy dla niego zawsze na pierwszym miejscu. to jest dla mnie prawdziwa milosc.

Dodaj komentarz