wpadlam

rano chcialam wyjac z szafki plyn do prania. szafka, jako ze z chemia, wisi w lazience pod samym sufitem, co by sie dziatwa do niej nie dorwala. zeby do szafki dosiegnac, musze wejsc na… toalete. wchodze tak juz od jakis 6 lat. i nagle toaleta, a wlasciwie deska klozetowa (polroczna!) zbuntowala sie i ciach, krach, pekla. a ja wpadlam jedna noga do toalety:/

luby stwierdzil, ze za bardzo sie umiesnilam:D

mina dzieci, ktore akurat weszly do lazienki, zeby sie poskarzyc, ze ”on mnie bije”, a ”on powidzial, ze jestem brzydki”, bezcenna. w ciagu ulamka sekudny zapomnialy z jakim to problemem przyszly;) bo mama z jedna noga w peknietej klapie od deski klozetowej i stopa w toalecie, to widok niecodzienny.

Dodaj komentarz