praca u / dla meza

wieczorami przegladam i spisuje potencjalne miejsca pracy, a luby w tym czasie pisze europejski grant:

 – jak go dostane, bede mial miesjce dla 6 osob – nie martw sie, zatrudnie cie

– w zyciu nie bede u ciebie pracowac – obruszam sie pol zartem, pol serio

– nie?!?! o ty niewdziecznico – luby nie wierzy swoim uszom

– juz wystarczy, ze domu dla ciebie pracuje! – dogryzam

a jednoczesnie mysle o pracy z lubym – pracowalismy razem w jednym departamencie i to bylo fajne. ale mielismy osobne projekty i owszem, dyskutowalismy na ich temat, nie raz jeden drugiemu cos podsunal, pomogl, ale odpowiedzialnosc za projekt byla osobna i zajmowalismy rownorzedne pozycje. a teraz luby bylby moim szefem. mowy nie ma;)

poza tym, mamy tak odmienne style pracy, ze bysmy sie gryzli – ja lubie wiekszosc rzeczy duzo wczesniej zaplanowac, a w ostatniej chwili zmieniac drobne szczegoly, a luby na odwrot: wszysto na ostatnia chwile, bez przymiarek, bez prob, bez myslenia, ciach, prach i zrobic. jedynie pisaniem sie delektuje (serio delektuje, bo on to lubi), wiec pisze i pisze i przepisuje i kaze mi czytac i poprawia… ja pisze szybko, co czesto widac na blogowiskach (literowki:/). nie lubie tekstu kilka razy poprawiac, bo od razu pisze tak, zeby bylo ”idealnie”, choc oczywiscie tak nie jest. wiem to, a jednak takie czytanie i zamienianie pozycji slow, ubarwianie, ukwiecanie tekstu, mnie nie bawi.

ale wracajac do sprawy pracy – niech luby grant dostanie, tego mu zycze, ale wole pracy szukac moze blisko niego (fajnie miec lunch z mezem;)), ale z pewnoscia nie u niego.

Dodaj komentarz