kazdy lubi byc doceniany, ale nie kazdy lubi doceniac.
dzis zostalam raz doceniona i 5 razy docenilam:
– meza – ze mimo tego, ze ”nic nie robi i wszystko na mojej glowie”, to jednak dzieci do szkoly wozi, dzieki czemu ja moge wczesniej prace zaczac, wczesniej skonczyc wczesniej byc w domu, i ze wynosi smieci, bo tego robic nienawidze. i dzieci kapie. i nawet czasami naczynia pozmywa:)
– docenilam Saly, kolezanke, z ktora organizowalam marsz dla naszej szkoly, bo znalazla super sponsorow i inne szkoly mijaly nasz suto zastawiony stolik z zazdroscia:)
– docenilam tez Hansa, ktory uczciwie powiedzial szefowej jak sie maja sprawy z Corin i jak ona odnosi sie do mnie. opowiedzil jej tez wiecej szczegolow, np. to, ze ja chcialam z Corin przesledzic protocol i wyjasnic jej pare spraw, ale ona twiedzila, ze wszystko jest jasne i nic jej nie musze tlumaczyc… (teraz szefowa ma problem, bo produktu, ktory wyprodukowala Corin nie mozemy dac zleceniodawcy i przez to mamy 2-3 tygodniowe opoznienie:/) – docenilam, bo choc ja potrafie prawde w oczy walnac, to nie potrafie na kogos donosic i skarzyc sie, ze mnie nieladnie traktuje. a Hans niedonoszac wspomnial szefowej sporo;)
– docenilam rodzicow kolegi Bizona, ktorzy bardzo chetnie i milo zaopiekowali sie nim 2 wieczory podczas marszu.
– docenilam asystenta, ktory choc nie jest lekarzem ginekologiem, potrafi zrobic cytologie tak, ze nic nie poczulam, a na dodatek pokazal mi moja szyjke macicy! musialam sie z nim zgodzic, ze ladna jest:D choc dziwne to bylo uczucie w obecnosci obcego faceta zagladac sobie miedzy nogi (za pomoca lusterka:)).
no.
a mnie docenila szefowa i jej szef – bo bardzo kombinuja, jakby mnie tu zatrzymac. bo sprawa sie komplikuje z moim kontraktem, a ja przed nia nie ukrywam, ze zlozylam podania do innych departamentow.