kiedy przychodzi do wybierania prezentow, roznica miedzy mna a lubym jest ogromna. ja lubie prezenty praktyczne, a luby uznaje je za nudne i przyziemne. lubywoli ”cos specjalnego”, ”oryginalnego”, co dla mnie na ogol oznacza marnowanie pieniedzy.
ja na mikolaja, czy urodziny prosze o torbe, karnet do kosmetyczki, zegarek, czy kalendarz. a luby… ma problem i najpraktyczniejszym prezentem, o jaki do tej pory poprosil byla encyklopedia win. kiedy zylismy z jednej pensji i z kazdym groszem trzeba sie bylo liczyc, gdy nadchodzily urodziny lubego i rodzina pytala sie co by chcial dostac, to luby wymyslal np. x-boxa, ktorego wiadomo bylo, ze uzyje 2 razy, a pozniej ja bede z niego kurz scierac (i tak wlasnie jest;)) – po cichu sie irytowalam, bo wiedzialam, ze lubemu np. potrzeba nowych spodni czy koszuli i, ze szwagierka, ktora uwielbia kupowac ubrania, moglaby mu zasponsorowac… ale dla lubego taki prezent jest nudny… trudno, prezenty lubego jego sprawa, cicho przelykalam jego wybory i nie dyktowalam mu, o co ma poprosic.
ale jesli chodzi o prezenty dla dzieci, to rosnie we mnie bomba anty-lego-wa. szwagierka i luby kochaja lego. ja do pewnego momentu tez je kochalam, ale tak gdzies od roku mam dosc. dzieci z okazji kazdych urodzin i mikolajow, dostaja od holenderskiej i polskiej strony lego. i nie jakies symboliczne pudeleczka, ale pudla. moim rodzicom juz wytlumaczylam, zeby dali sobie spokoj, bo chlopcy maja conajmniej 30 zestawow, z ktorych klocki sa wymieszane, bo wg instrukcji buduja raz, a pozniej juz z glowy, co w sumie mnie cieszy, bo instrukcje sledzic swietnie potrafia, a jednoczesnie cwicza wyobraznie, budujac wlasne twory. wiec czemu sie czepiam??? uwazam, ze wiecej zestawow dzieciom do szczescia juz nie potrzeba. szkoda kasy i klockow (nie wspomnie o czasie, zeby to wszystko posprzatac..), jesli dziecko raz zbuduje wg instrukcji, a pozniej, jak sie model juz wali, klocki ida do wspolnej skrzyni i dziecko wiecej juz do oryginalnej instrukcji nie wraca, bo niemozliwoscia jest znalezienie danego klocka w calym lego-chaosie, jaki u nas panuje.
luby staral sie wprowadzic porzadek, posegregowal klocki w pudelkach na srubki, z przegrodkami, ale i tak, tyle tego jest, ze jak kiedys chcialam pomoc Szkrabowi w szukaniu klockow do zbudowania biura policyjnego, zeszlo nam kilka godzin i nadal nie mielismy wszystkiego.
dlatego nowym zestawom lego mowie nie. zasugerowalam to juz przed mikolajem… nie poskutkowalo. na urodziny Szkraba prawie, bo dostalal dosc male pudelko. i oczywiscie raz zbudowal, a pozniej nigdy do tego modelu juz nie wrocil.
w sobote zaliczylismy przed czasem urodziny Bizona, bo tesciowie beda na wakcjach w dniu urodzin Bizona. i co dostal Bizon? Olbrzymie pudlo lego technik od 12 lat! co prawda Bizon konczy 8 lat.. ale skoro marzyl, to szwagierka spelnila jego marzenie. i co? marzenie spelnione, a lego lezy juz drugi dzien na dywanie, Bizon woli sie gapic z balkonu na trampoline sasiada, a samochod z lego-technik zaczela budowac szwagierka ze Szkrabem. Szkrab jednak wymiekl – po godzinie zwyczajnie sie znudzil. Bizon stwierdzil, ze mu sie teraz nie chce budowac i… kupa kasy lezy i sie kurzy.
mam nadzieje, ze szwagierka dostala lekcje.
co ja wybralam dla Bizona? zegar scienny, edukacyjny. bo Bizon czesto przychodzi do naszego pokoju, zeby sprawdzic godzine. wieczorem, przed snem pozwalamy mu poczytac i mowimy: Bizonku masz 30 min na czytanie. Ale skad Bizon ma wiedziec, kiedy te 30 min minelo, jesli nie ma zegara? dlatego postanowilam, ze przyda mu sie taki zegar. Znalazlam w moim mniemaniu super fajny, boz nazwami tygodni, miedziecy, z godzinami 1-12 i od 13-24, z duzymi wyraznymi cygrami. a luby… fajny ten zegar, ale nudny…a ja wiem, ze Bizon z zegara nie tylko sie ucieszy, ale tez codziennie bedzie go uzywal.
cena tego zegara to prawie cena tych lego, ktore Bizon dostal, nie byl tani. ale nie zal mi kasy na cos, co bedzie wykorzytywane. a lego? jak juz w koncu luby dokonczy budowe dzwigu, stanie sobie na puleczce i bedzie kolejny gadzet do scierania kurzu. a za pol roku wyladuje wsrod calej puli klockow.
na szczescie co do tortow smak mamy wspolny:) nie tylko luby i ja, ale i reszta holenderskiej rodziny uwielbia torty od Dorotus. tym razem skorzystalam z tego przepisu:
http://www.mojewypieki.com/przepis/tort-truskawkowy-heaven
a do dekoracji uzylam wzoru z tego blogu: http://gotowaniecieszy.blox.pl/2014/05/Tort-dla-dzieci.html#ListaKomentarzy
i wyszlo mi tak:
