dotrzec

dotarlismy do Polski i z powrotem do Holandii, a teraz musze dotrzec do moich dzieci. mam z nimi kryzys. z docieraniem do ich swiadomosci. musze znalezc sposob na porozumienie z moimi dziecmi, bo oni nie slysza, co ja mowie. jak juz uslysza, to sluchaja (na ogol…), ale problem w tym, ze oni zwyczajnie mnie nie slysza. ja mowie jakby do siebie: widze ich bledny badz rozbiegany wzrok, to, ze sa myslami przy 150 czynnosciach, ale nie przy tej, o ktorej mowie.

za kazdym razem, gdy chce miec pewnosc, ze dotarlo, o co prosze, musze synkow zlapac, sklonic, zeby mi w oczy popatrzyli = oprzytomnieli, zatrzymali swoje mysli, zalapali, o czym mowie. to dziala. tylko, ze mnie to wykancza. ile mozna, lapac, gapic sie w oczy, mowic jak do malpy i jeszcze prosic, zeby powtorzyli o co prosze. 

cyrk zaczal sie rozwijac, odkad poszlam do pracy… nie wiem, czy to zbieg okolicznosci, czy za duzo nianiek, babc, swietlic i innych opiekunow, systemow wychowawczych? czy to ten pospiech, ktorego czasami nie ogarniamy, czy co, ale ja bym chciala dotrzec do swiadomosci moich dzieci bez pokrzykiwania, bez lapania, tak zwyczajnie, w normalnej rozmowie.

jak?

za tydzien dzieci ida do szkoly, za 1.5 tygodnia zaczynam nowa prace. jak wyciszyc siebie, dzieci, nasza rodzine, skoro szans = czasu na to nie ma?

do tego jeszcze neka mnie sprawa utrwalenia pewnych schematow dnia. jesli poprosze, zeby czy Bizon, czy Szkrab podniosl pizame z podlogi i schowal pod poduszke, to tak zrobia, ale jak nie poprosze, to pizama bedzie lezec na podlodze, a wieczorem wyciagna z szuflady nowa, bo nie wiedza, gdzie jest ta z wczoraj. prosze prawie codziennie i psa bym juz pewnie nauczyla, a swoich dzieci nie moge. zastanawiam sie czy nie zrobic chlopakom listy ze stalymi, codziennymi obowiazkami… bo lubemu juz zrobilam i wkrotce sie przekonam, jak to bedzie dzialac;)

_____________

podsumowanie wakacji nastapi, ale nie wiem kiedy…

Dodaj komentarz