koszmarek

Blondi od tygodnia cos dolega; ogolnie mowiac, jelita jej szaleja. czekalam, obsserwowalam, bo myslalam, ze moze trawa, ktora jej raz nie dokonca z porannej rosy (czy raczej zmarzliny) wytarlam zaszkodzila; bo ponoc swinki po mokrych warzywach maja jelitowe problemy. ale co zrobic… gdy rano schodze na dol, swinia od razu wie kto przyszedl (chyba po zapachu…) i kwiczy tak natarczywie i patrzy sie z takim wyrzutem, ze gnam po trawe do ogrodu, bo inaczej kawy sie pokojnie nie moge napic. no wiec, myslalam, ze to po trawie. ale wczoraj swinka przestala jesc. mialam w domu jeszcze ”swinkowy ibuprofen”, to jej dalam i postanowialm, ze rano podyndam do weterynarza. o 4 w nocy obudzil mnie koszmar: swinka w koszmarze byla tak wyglodzona, ze mimo jakis resztek zmierzwionego futerka, kazde zeberko jej bylo widac. do tego jakis okropny wrzod pod okiem jej sie zrobil… obudzilam sie i mysle: a moze ona zdechla i dlatego sie obudzilam? czemu czekalam, czemu od razu do weta nie pojechalam, a moze ona teraz cierpi, bo cos ja boli? a moze ja gardlo boli i nie moze jesc???? itd. itd. takie durnowate mysli w srodku nocy do glowy mi przychodzily i do rana juz oka nie zmrozylam. o 9.00 skype z doktorantem, z szefem…. a potem tel do weta i ciach, pojechalam. cysta. znow cysta. weterynarz pochwalil, ze ibuprofen podalam, jeszcze zastrzyk horomonalny podal, zeby cysta szybciej pekla i posmial sie, jak zwykle, ze swinka po mnie sie wdrapywala, byle uciec od niego.

w domu kolejny koszmarek – okazuje sie, ze Szkrab nie umie odejmowac ulamkow. najpierw lament, ze nie umie, potem, ze luby zle tlumaczy, w koncu luby sie wsciekl i opuscil pokoj, zeby ochlonac. i wtedy paleczke przjejelam ja: nie wstaniemy od stolu, dopoki sie tego nie nauczysz. lomatko… co za syrena. co za wyzwiska…. koszmar. moje 12-letnie dziecko to len… zero zamodyscypliny. moze i dobrze, ze mamy kwarantanne, bo w koncu mam czas, zeby go doprowadzic do ladu i przekonac sie, z czego moje dziecko ma tyly. swoja droga, taka to jest wlasnie cena bezstresowej edukacji w HOlandii – skoro dizeci w podstawowce prawie nigdy nie maja zadan domowych, to jak one maja teraz nagle sie przestawic na to, zeby siedziec przy ksiazkach w domu? no i sa awantury takie, ze hej.

i jak tu jeszcze pracowac zawodowo. ano tak, ze wczoraj siedzialam do polnocy, dzis prawie tez. edukacja domowa plus praca na pelny etat… niby wszyscy siedzimy w domu, pod jednym dachem, a nadal nie mamy czasu zagrac w gry, ulozyc puzzli czy obejrzec wspolnie filmu.

4 myśli na temat “koszmarek

  1. czipsiku, my tez mamy urwanie glowy. benio ie jest systematyczny , pilny , sam nie usiadzie, jak cos nie wie – nie ma w nim ciekawosci aby samemu poszukac w ksiazce czy mediach. dla mnie horror to gramatyka niemiecka , nigdy jej sie nie uczylam a to co benio przerabia to sa wysokie gory dla mnie. dotego pracujemy po 12 h i ma benio zaleglosci, nadrobimy w ferie wielkanocne ale sa. ostatnio mnie tak wkurzyl swoja postawa – nie wiem , nie chce , nie bede , ze prawie go ukulam widelcem w policzek….angielski przerabia z nim siostra , mathe to ja musze popatrzec na niemieckie slownictwo fahowe i wtedy tlumaczymy. u nas niestety nie ma wirtualnego kontaktu z nauczycielem poza mailem ale damy rade. wiem , ze w tygodniu po swietach beda sprawdziany alle to akurat dla mnie nie ma teraz znaczenia . wazne aby dzieci wrocily cale i zdrowe i zeby nie stracily nikogo bliskiego. pozdrawiam

    Polubienie

Dodaj komentarz