leze w lozku i walcze, zeby z niego wyjsc. wiem, ze jak siade, to dostane obuchem w leb. bo nadal mi sie kreci w glowie. przy wstawaniu, przy kladzeniu sie, przy naglym obrocie. przekonuje sama siebie, ze to tylko chwila, ze jak juz zaczne chodzi to przejdzie, ale nie moge sie przekonac. nigdy nie lubilam karuzeli i teraz tez nie moge jej zaakceptowac.
leze, leze, podejmuje decyzje o wstawaniu, ale nie wstaje, strasznie sie sama z soba mecze.
i nagle czuje cos zimnego i mokrego na moim nosie. nos psiska. nie wiem, co w tych psich nosach jest, ale maja moc;) jak mnie psisko dotknelo, to od razu przestalam sie martwic wstawaniem-niewstawaniem i karuzela.
pies sie sam zaprosil do lozka, przytulil, lapa mnie objal… niewazne, ze mial mokra siersc (bo padalo), ze zostawia siersc w lozku, ze lapy watpliwej czystosci. ten jego mokry nos i cieple lapki to to, czego chory czlowiek potrzebuje. on zachrapal, ja stwierdzilam, ze skoro jestem oficjalnie na chorobowym, to czemu ja sie sama na siebie zloszcze, ze nie moge sie z lozka wygramolic. i tez jeszcze chrapnelam.
i bardzo dobrze! jesli jestes na chorobowym, to po co sie zrywac? 🙂
PolubieniePolubienie
Zrobilas MRI?
PolubieniePolubienie
Tak, w piatek neurolog do mnie zadzowni.
PolubieniePolubienie
A dziś Dzień Psa 😁
PolubieniePolubienie