dzis mialam starcie z pewna a pancia o psa… niestety, doszlo do rekoczynow, bo pancia mnie popchnela i kopnela nasza psine… niebolesnie, ani ja, ani psina nie zapiszczalysmy, ale adrenaline nam pancia z jej buldozkiem podniosla…
poszlo o wypuszczanie psa bez smyczy w terenie, gdy nie jest to dozwolone. nasze psisko chodzi zawsze na smyczy i zle reaguje na psy, ktore do niego podbiegaja – jest to logiczne: psy chodzace na luzie moga sobie zawsze zwiac a nasz pies nie, bo smycz go blokuje. wiec nasze psisko czuje zagrozenie.
ide z naszym psikiem po terenie, gdzie nalezy psy trzymac na smyczy a tu biegnie sobie budlozek do nas. nasz pies zaczal skakac, szczekac – bo sie boi. kilka metorew dalej idzie sobie wyluzowana pancia buldozka. mowie do niej uprzejmie, ze tutaj nie wolno psow luzem puszczac. a panca wyzywa moja psine, ze patologia. nie, mowie, to ty jestes patologia, bo lamiesz przepisy: bierz psa na smycz, bo tu nie wolno puszczac psow luzem (kara 100 euro!). pancia na mnie z geba, ze ona tu zawsze psa puszczal luzem, a ja jestem wyrodna, bo psa na smyczy mecze, ze on tez pownien luzem biegac. nie, nie bedzie biegac luzem, bo tu nie wolno. tam (pokazuje reka), po drugiej stornie jeziora jest teren do wolnego wybiegania sie psow, tu nie. wiec bierz panciu psa na smycz, grzecznie prosze (choc w srodku dyczocze z wscieklosci, bo moj pies ze strachu i adrenaliny malo ze skory nie wyskoczy). pancie wyzywa mnie i psa i od patologi (asociaal). mowie, sama jestes patologia, to ty lamiesz przepisy, nie ja – bierz psa na smycz i bedzie po sprawie. nie, to ja powinnam mojego spuscic ze smyczy! – twierdzi pancia. no to spuscilam! i moj pies spuscil manto jej buldozkowi. sama chcialas, mowie.
nasze psiko rzucilo sie na budlozka, ale jako ze nas pies nie jest agresorem, tylko sie boi innych psow, to wiecej bylo szczekania niz agresji. buldozek nawet nie pisnal. wiecej bylo warczenia niz walki. ale pancia sie splochala. zabierz tego psa, zabierz go – zaczela wrzesczec i ciach do mnie z lapami. popchenla mnie! ja w srodu rozdygotana, ale na zewnatrz pokerowa twarz: bierz lapy ode mnie i zabieraj swojego psa na smycz. pancia kopnela moja psine. niemocno, psina nawet nie zareagowala, taki gest, zeby mnie wystraszyc. bierz psa na smycz, i to juz! ryknelam. wyjelam telefon i mowie: bierz lapy ode mnie i bierz swojego psa na smycz, bo wszystko nagram i zglosze na policje.
ja wzielam swojego psa na smycz, panca swojego i rozdygotane podreptalysmy w przeciwnych kierunkach.
sprawdzilo sie to, co mi nauczyciel z psiej szkoly powiedzial: to zawsze jest wina twojego psa. niewazne, ze to inny pies podbiega do twojego, niewazne, ze jasno dajesz sygnaly, trzymajcie sie od nas z daleka (mamy jaskrawozolta smycz, ktora oznacza – nie podchodz do mnie z psem), niewazne, ze specjalnie wybieram trasy, gdzie psy maja byc na smyczy. i tak moj pies jest patologia. a moj pies chce tylko spokojnie sobie wyjsc na spacer. bez towarzystwa innych psow.