ponoc ludzie sie nie zmieniaja. ponoc na starosc wychodza z czlowieka najgorsze cechy charakteru. moja mama sie zmienia i na starosc wychodza z niej te najlepsze cechy. dzis mnie tak zaskoczyla, ze mnie zatkalo.
kilka dni temu spytalam, czy nam przywioza szczeniaka – jamnika, ktorego ktos w okolicy mial na oddanie. wyslalam wiadomosc do taty, a tato umyl rece: przyjada do nas (za dwa dni, na bierzmowanie chlopakow) samochodem brata, to z nim mam zalatwiac sprawe. zanim jeszcze brata spytalam, mama pisze: czipsie, ze szczeniakiem sa same ceregiele, sasiadka w nocy wstawala do niego, zeby go wyprowadzac na siku, wszystko ci w domu pogryzie. daj sobie spokoj ze szczeniakiem, wezcie sobie doroslego psa.
napisalam mamie, ze tez bym wolala doroslego psa, ale dorosly pies moze miec zwichrowana psychike i to ryzyko brac psa ze niewiadoma przeszloscia.
dzis mama dzwoni, zeby powiedziec, ze tato nie przyjedzie, bo zmarla zona jego chrzestnego i musi tam jechac na pogrzeb. ok, rozumiem, mama z bratem przyjedzie i tez bedzie dobrze. ale przy okazji mama mowi: wiesz co, my juz tu mamy plan co do psa: tato znajdzie wsrod mysliwych jakiegos szczeniaka, ja Ci go podchowam do Bozego Narodzenia i sobie go wezmiecie po swietach do domu.
podziekowalam mamie, ale nie zgodzilam sie na to. nie chce, zeby pies mamie meble poniszczyl, zeby ja wymeczyl. szczeniak to nie dla mojej mamy-seniorki, ktora lubi miec spokoj, ktora lubi sie wyspac, ktora wychodzi wtedy, kiedy ma ochote, a nie kiedy szczeniak musi sikac. ale jej propozycja mnie bardzo pozytywnie zaskoczyla `takiego poswiecenia sie po mamie nie spodziewalam.