moja mama

ponoc ludzie sie nie zmieniaja. ponoc na starosc wychodza z czlowieka najgorsze cechy charakteru. moja mama sie zmienia i na starosc wychodza z niej te najlepsze cechy. dzis mnie tak zaskoczyla, ze mnie zatkalo.

kilka dni temu spytalam, czy nam przywioza szczeniaka – jamnika, ktorego ktos w okolicy mial na oddanie. wyslalam wiadomosc do taty, a tato umyl rece: przyjada do nas (za dwa dni, na bierzmowanie chlopakow) samochodem brata, to z nim mam zalatwiac sprawe. zanim jeszcze brata spytalam, mama pisze: czipsie, ze szczeniakiem sa same ceregiele, sasiadka w nocy wstawala do niego, zeby go wyprowadzac na siku, wszystko ci w domu pogryzie. daj sobie spokoj ze szczeniakiem, wezcie sobie doroslego psa.

napisalam mamie, ze tez bym wolala doroslego psa, ale dorosly pies moze miec zwichrowana psychike i to ryzyko brac psa ze niewiadoma przeszloscia.

dzis mama dzwoni, zeby powiedziec, ze tato nie przyjedzie, bo zmarla zona jego chrzestnego i musi tam jechac na pogrzeb. ok, rozumiem, mama z bratem przyjedzie i tez bedzie dobrze. ale przy okazji mama mowi: wiesz co, my juz tu mamy plan co do psa: tato znajdzie wsrod mysliwych jakiegos szczeniaka, ja Ci go podchowam do Bozego Narodzenia i sobie go wezmiecie po swietach do domu.

podziekowalam mamie, ale nie zgodzilam sie na to. nie chce, zeby pies mamie meble poniszczyl, zeby ja wymeczyl. szczeniak to nie dla mojej mamy-seniorki, ktora lubi miec spokoj, ktora lubi sie wyspac, ktora wychodzi wtedy, kiedy ma ochote, a nie kiedy szczeniak musi sikac. ale jej propozycja mnie bardzo pozytywnie zaskoczyla `takiego poswiecenia sie po mamie nie spodziewalam.

12-letnie szczeniaki;)

w sobote podyndalam ze Szkrabem na mecz – on mial grac, ja kibicowac. przed meczem trener daje ostatnie prykazy ,dzieci wokol niego stoja… stoja? a gdzie tam, jeden kreci piruety, Szkrab gibie biodrami w lewo i w prawo, dwaj inni sie tluka na zarty – jak w ulu. trener mowi, a dzieciaki energia roznosi. patrze na to i smiac mi sie chce, ile te dzieci, od samego rana, maja energii. niczym szczeniaki rozrabiaja.

podczas meczu moja uwage przyciagneli rezerwowi, ktorzy z nudow zaczeli wspinac sie na ”budke” rezerwowych. jak malpki, ciach prach i juz siedza na dachu. trener macha reka, zeby zeszli, no to oni ciach, na plot sie gibac…

ech… zebym ja tak miala tyle energii….

naciagacze…

Szkrab wrocil do tematu psa… tak sobie patrzylam czy jakis pies kolo Wroclawia bylby do oddania. znalazlam… pani chce oddac szczeniaki. Beagle. Ja nie jestem wielka fanka tej rasy, wole wieksze psy, ale Szkrab, stawia Beagle zaraz na drugim miejscu po jamniku. Jamnika nie chce na 100%, bo to sa psy o charakterze podobnym do mojego – zagryzlisbysmy sie;) ale Beagle… z charakteru pasuje do naszej rodziny. napisalam e-maila czy oferta aktualna. jak najbardziej. tylko ze Pani mieszka obecnie we Francji, bo dostala prace w tamtejszym szpitalu, cale dnie jest w pracy i dlatego chce za darmo oddac szczeniaki. i ze ona juz znalazla firme, ktora zajmie sie transportem szczeniaczkow, ze przesle szczeniaki samolotem. za jedyne 500 zl. jakos mi ten samolot ”smierdzial”. i te 500zl tez..

pani podala w e-mailu nawet swoj adres we Francji. no to sobie go wygooglowalam. i jakos nie bylam zdziwiona gdy wyskoczyl mi… hotel.

odpisalam wiec: czy pani mieszka z pieskami w hotelu?

odpowiedzi nie dostalam:DDD

ktos myslal, ze ja naiwnie wysle 500zl za transport psow, ktore nie istnieja:DDD

no to sie narobilo…

ordynator wyslal e-mail do sekretarki: droga W, czy moglabys anulowac wszystkie moje comiesieczne spotkania z Janem, a w to miejsce zaplanowac spotkania z… czipsem?

czyzbym miala ”awansowac”? zajac miesjce Jana? nie chce. nie chce. z wielu roznych powodow nie chce. ze wzgledu na Jana. ze wzgledu na moj charakter – to nie moja dzialka; dostalam ja tylko dlatego, ze chcialam miec stale zatrudnienie a nie skakac z kontraktu na kontrakt jako ”tylko” naukowiec.

e-maila od ordynatora powinnam potraktowac jako dowartosciowanie. a mi sie plakac chce. w co ja sie wpakowalam…

ponoc tylko ojcowie…

…nie wiedza, do ktorej klasy ich dziecko chodzi.

no coz, jesli to prawda, to czas zmienic plec.

wczoraj poszlam na pierwsze zebranie do szkoly Bizona. wchodze do klasy, na szczescie jako pierwsza. widze znajoma nauczycielke – od sportu, Bizon jezdzil z nia na zawody lyzwiarskie, stad znam jej twarz. o, dzien dobry, mama Bizona, wita mnie pani nauczycielka – w serdecznym powitaniu slysze nute zawahania, ktora zapalila mi lampke w glowie. Klasa 3A ma tutaj zebranie, prawda? – pytam. Tak, odpowiada nauczycielka, ale Bizon jest w klasie 3B, smieje sie. Ja tez sie smieje i mowie szczerze: ale wstyd! dziecko w trzeciej klasie, a matka nie wie, w ktorej… nauczycielka pocieszyla mnie, ze i tak dobrze, ze wiem, ze w trzeciej, bo ponoc sa tacy, co nawet tego nie pamietaja;)

tak mnie nosi

dwa tygodnie temu wrocilismy z wakacji a mnie cos nosi, gdzies bym pojechala…. najlepiej na plaze:DDD nie ma jak. na razie wychodze do ogrodu, tu zagrabie, tam przytne, dzis wrzosow dosadzilam, bo kilka starych uschlo, pochodzilam po tym ogrodeczku, powdychalam zapach przemijajacego lata i zal mnie scisnal… czuc, ze to juz koncowka. i znow nadejda szare dni, zimne poranki, wiatr i deszcz… z kazdym rokiem gorzej to znosze.

moze uda mi sie jeszcze lubego z chlopakami nad morze wyciagnac, zanim jesienna szaruga nas dopadnie…

odpowiedzialnosc w ”to tylko pracy”

wczoraj rano wybuchla w pracy ”bomba”. okazalo sie, ze moj kolega Jan, ktory poszedl sobie na trzy tygodnie wakacji, nie wykonal zadania, ktorego deadline byl w poniedzialek. Dziekan wyslal do orydnatora wiadomosc, kiedy dostanie ten projekt. Ordynator do mnie: mozesz mi przeslac ten projekt? Ja na to… Jan mnie z niego wykluczyl i mimo ze go prosilam, zeby mi ten projekt przeslal, nigdy mi go nie pokazal, nie dal sznasy, zeby cos do niego wniesc. na dowod przeslalam korespondencje z Janem sprzed kilku miesiecy, w ktorej napisalam Janowi, ze skoro projekt zostal powierzony nam obojgu, to szkoda, ze mnie splawil (doslownie), ze nie pokazal mi produktu (z premedytacja), ze nie mam do niego dostepu. Szef nie mogl w to uwierzyc: nie masz dostepu do jego plikow???? Nie. I inne osoby, ktore tez powinny byly cos wniesc do tego projektu, tez nie maja do niego dostepu. To jest nienormalne, wsciekl sie szef i zadzwonil do Jana. a Jan… on jest na wakacjach… w koncu, po kilku godzinach przyjechal. Okazalo sie, ze projektu nie dokonczyl, bo…. nie wszyscy naukowcy odpowiedzieli na jego pytania. Ordynator kazal Janowi przekazac mi cala dokumentacje, siedlismy razem, spisalismy, co jeszcze trzeba dokonczyc, podzielilismy prace na pol i dzis wieczorem, z potem na tylku, skonczylismy.

To ze komus zdazy sie cos zapomniec, cos pomyslic rozumiem. ale tego co wczoraj uslyszalam od Jana nie pojmuje: ”to tylko praca”, ”jakim prawem on (szef) wzywa mnie w czasie moich wakacji?”, ”co za tyran”, ”to okropne”, itd, itd… nic nie powiedzialam. bylam w szoku. gosciu zawalil deadline. nie dopuscil nikogo do tego projektu, bezczelnie nas wyeliminowal i oklamal, ze wszystko jest gotowe… i zamiast powiedziedziec ”przepraszam”, ”zawalilem”, to jeszcze miechem na szefa rzuca.

A my wczoraj z szefem do 22.00 siedzielismy, dzis raniutenko ciag dalszy, przed chwila skonczylismy. bo u nas ”deadline” jest ”dealinem”. bo u nas poczucie odpowiedzialnosci goruje nad poczuciem, ze ”to tylko praca”…

pierwszy dzien w nowej szkole

Szkrab poszedl do szkoly sredniej. sam (!!!) pojechal do szkoly i sam wrocil. przez cale miasto, na rowerze – niby norma, kazde holenderskie dziecko to robi, gdy idzie do szkoly sredniej a nawet i w ostatnich klasach podstawowki, ale jednak sie denerwowalam… i dalej sie bede denerwowac, bo Szkrab to dziecko z glowa w chmurach i latwo sie moze zagapic…

tak jak sie spodziewalam, wrocil zly… emocje go przerosly. kolezanka go wyrolowala, wychowaca go nie lubi, e-dziennik nie dziala, klucz od roweru zgubil. no porazka.

dalam mu spokoj, zeby te wszystkie negatywne emocje z niego wyparowaly i po jakims czasie przyszedl opowiadac.

bardzo liczyl na pewna kolezanke, z ktora sie poznali przez przyjaciela Szkraba- z nia w sobote wyprobowali trase do szkoly, z nia mial siedziec w lawce – liczyl, ze codziennie beda razem pedalowac do i ze szkoly. a tu kolezanka po pierwszej lekcji usiadla z kims innym… no moze chciala poznac inne osoby, mowie Szkrabowi, choc w sumie, rozumiem jego rozczarowanie, bo dla mnei tez: umowa to umowa, a jak chcesz od niej odstapic, to najpierw mi to powiedz, a nie mnie olewaj. wiec na drugiej lekcji Szkrab siedzial sam (obrazil sie na caly swiat).

po szkole kolega z podstawowki, Wout, spytal Szkraba czy chce razem wraca do domu, ale Szkrab powiedzial, ze umowil sie z ta kolezanka… a tu kolezanka pojechala sobie bez Szkraba. Szkrab wrocil do domu sam, ale znowu bylo mu przykro, ze dziewczynka sie wypiela na umowe. rozumiem zal, ale poradzilam mu, zeby napisal do Wouta i umowil sie z nim na jutro i niech sie wypnie na ta dziewczynke. nie, Szkrab nie napisze; jest zly i juz.

wychowawca Szkraba nie lubi, bo zwlekal z odpowiedzia na pytanie Szkraba…. ech…..

az sie boje, co to bedzie. bo ja nie mam cierpliwosci do malkontentow, do rozemocjowanych ludzi, do czarnowidzow, ktorzy swe flustracje przenosza na mnie. luby na szczescie ma wiecej cierpliwosci, wiec jemu zostawiam emocje Szkraba. ja sie do tego nie nadaje.

Za to Bizon, jak zwykle, bezproblemowy. Przywiozl ksiazki, zagonil mnie do oprawiania, sam je podpisywal i uchachany opowiadal, jak to pan od chemii, ktory jest w tym roku ich wychowawca, rozpoczal godzine wychowawcza: no coz, macie pecha, bo w tym roku bede waszym wychowawca. ale najwiekszego pecha ma Bizon, bo juz wkrotce bede jego sasiadem:DDDD bo pan nauczyciel kupil dom stojacy na przeciwko naszego;) zartujemy co jest gorsze: dla Bizona byc na celowniku wychowawcy, czy dla wychowawcy byc na celowniku ucznia i jego rodzicow;)

maly swiatek

rozmawiam z kolega z pracy, on pyta mnie o wakacje, ja jego. ja mowie, ze bylismy nad morzem, on pyta: w Gdansku? troche bardziej na zachod, mowie. A co, znasz Gdansk? – pytam. Nie, ale pan, ktory remontuje mi dom jest z Gdanska. Maciek? – pytam, a kolega strzela zdziwko i sie smieje: jego brat. A… Krystian. Oni mi caly dom wyremontowali, mowie.

Tyle wokol firm budowlanych, a tu prosze;)

Praca z domu

8.56:

luby wychodzacy spod prysznica: – wiesz czy moj laptop jest na dole?

ja: chyba tak, a co?

luby (nagusienki): a bo mam o 9.00 zebranie

ja: smiech

luby: grunt to byc dobrze przygotowanym

ja: grunt to sie stawic na zebraniu ubranym

9.00: luby siedzi na zebraniu (ubrany)