dzis nasz Szkrab, i inne dzieci chodzace w Holandii do szkoly podstawowej, dostaly list od ministra, ktory… pisze, ze przeprasza, ze nie mogly godzic do szkoly, ze przykro mu z tego powodu. itd. itd…
dla mnie to kolejny przyklad infantylizmu w Holandii… nie wiem czy bylo jakies dziecko, ktore zmartwilo sie, ze nie moze chodzic do szkoly. moje dzieci byly przeszczesliwe. i ich koledzy tez. i dzieci moich kolegow z pracy tez bardzo sie cieszyly, ze moga byc w domu. niektorym brakowalo moze kontaktow z innymi dziecmi, ale i tak, dzieci z podstawowki, ponizej 12-go roku zycia, mogly sie bawic na ulicy, na podworku. nasz Szkrab regularnie widywal sie ze swoim przyjacielem – na zywo, przez skypa i bardzo byl szczesliwy, ze w dwie godzinki robi ”zadanie domowe” a potem hulaj dusza… byle matka juz na gore poszla i nic nie widziala;)
to ze dzieci nie mogly isc do szkoly, to byl problem dla rodzicow. do predziej do nich minister, jak juz tak bardzo listy che pisac, powinien skierowac swe slowa: kochani rodzice, wiem, ze edukacja domowa byla dla was wyzwaniem, ze polaczenie rodzicielstwa i pracy w domu bylo trudne, ale poradziliscie sobie – gratulacje;)
lubie Holendrow, rzadko wieszam na nich psy, ale ten list… nie wiedzialam, czy sie smiac, czy plakac… luby z litoscia pokiwal nad nim glowa…