list od ministra

dzis nasz Szkrab, i inne dzieci chodzace w Holandii do szkoly podstawowej, dostaly list od ministra, ktory… pisze, ze przeprasza, ze nie mogly godzic do szkoly, ze przykro mu z tego powodu. itd. itd…

dla mnie to kolejny przyklad infantylizmu w Holandii… nie wiem czy bylo jakies dziecko, ktore zmartwilo sie, ze nie moze chodzic do szkoly. moje dzieci byly przeszczesliwe. i ich koledzy tez. i dzieci moich kolegow z pracy tez bardzo sie cieszyly, ze moga byc w domu. niektorym brakowalo moze kontaktow z innymi dziecmi, ale i tak, dzieci z podstawowki, ponizej 12-go roku zycia, mogly sie bawic na ulicy, na podworku. nasz Szkrab regularnie widywal sie ze swoim przyjacielem – na zywo, przez skypa i bardzo byl szczesliwy, ze w dwie godzinki robi ”zadanie domowe” a potem hulaj dusza… byle matka juz na gore poszla i nic nie widziala;)

to ze dzieci nie mogly isc do szkoly, to byl problem dla rodzicow. do predziej do nich minister, jak juz tak bardzo listy che pisac, powinien skierowac swe slowa: kochani rodzice, wiem, ze edukacja domowa byla dla was wyzwaniem, ze polaczenie rodzicielstwa i pracy w domu bylo trudne, ale poradziliscie sobie – gratulacje;)

lubie Holendrow, rzadko wieszam na nich psy, ale ten list… nie wiedzialam, czy sie smiac, czy plakac… luby z litoscia pokiwal nad nim glowa…

glupieje

– luby, kupilbys mi nowofunlanda???

-a co to jest?

– najspokojniejszy pies na swiecie; popatrz – pokazuje lubemu zdjecia nowofunlanda

-najspokojniejszy i najwiekszy? – pyta luby – nigdy w zyciu.

dalej bede marzyc…. choc w sumie… nawet gdyby luby sie zgodzil, to chyba jednak moja racjonalna natura by mnie powstrzymala.

urwanie glowy

zeby odprezyc oczy w trakcie pracy, patrze w dal: na zielen pobliskiego parku i na ptaszyska. ze strychu mam swietny punkt obserwacyjny na okoliczne ptaki. i tak to zuwazylam, ze nie tylko ludzie maja urwanie glowy, gdy sie dzieci pojawiaja;) sroki tez:DDD. od kilku dni cwicza latanie: od jednego dachu do drugiego. i tka co rusz smiga mi cos za oknem, okraszone okrzykami, ktore przypominaja: ”swietnie”, ”tak, do gory, w lewo, uwazaj!!!”. co tam te sroki krzycza, to nie wiem, ale doskonale odrozniam dzwieki wydawane przez rodzicow i dzieci. a dzieci jest dwoje. okrzyki doroslych srok sa konkretne, dyrektywne, brzmia pewnie. okrzyki mlodych… sa inne:) niepewne, wrzaskliwe, jakby sroczki mutacje przechodzily. dorosle sroki caly czas asystuja dzieci, ciagle sa w poblizu, ciagle je asekuruja, glownie krzykiem. maja co robic – krzycza non-stop;)

a zieby chyba sie potomstwa nie doczekaly… nadal widze tylko dwie…

wplyw kobiet

wczoraj luby wrocil z pracy z potwornie rozwichrzona czupryna… zarosl mi chlop strasznie. wygladal jak szaleniec:DDD nie dosc, ze rozczochrany, to nieogolony…. zaczelam sie smiac i mowie, ze chyba czas najwyzszy wybrac sie do fryzjera. ale luby to zbyl; jeszcze sie napuszyl, ze sie z niego smieje;) wieczorem oznajmil, ze dzis siedzi w opozycji… luby, mowie, wez ty sie ostrzyz, bo jak ty mozesz w opozycji siedziec taki rozczochrany! rzucil mi gniewne spojrzenie, niczym nastoletek i zanurzyl nos w ksiazce doktoranckiej, bo wlasnie pytania przygotowywal.

dzis w poludnie schodze na dol, pytam Bizona gdzie tata, a Bizon: poszedl do fryzejra:DDD nic mi nie powiedzial, ale poszedl! gdy wrocil, wdrapal sie na gore, zadowolny z siebie (nie wiedzial, ze Bizon mi powiedzial, gdzie byl): no, i od razu o 10 lat mlodszy, smieje sie:) od razu inny czlowiek:)

wczoraj wieczorem, jak juz luby napocil sie, zeby pytania na obrone wymyslec, rozbolala go glowa. chodz, luby, idziemy na spacer, mowie. nieeee, glowa mnie boli. no wlasnie, chodz na spacer i przestanie cie bolec. och…. ze strasznie obolala mina luby zwlokl sie z kanapy. i poszlismy. idziemy, gadamy, luby zaczyna sie lepiej czuc; widzisz, mowie, dlatego wlasnie zonaci mezczyzni dluzej zyja! bo ma ich kto na spacer wyciagnac:DDD

a tak a propos fryzury, to luby generalnie jest na bakier z fryzjerami. na ogol ja go umawiam, ale ostatnio sie zaparlam i oznajmilam, ze panowie samo maja o siebie dbac i umawiac sie do fryzjera, dentysty, itd. efekt taki, ze Szkrab poprosil, zebym ja go obciela, Bizon zarosniety, luby… no w koncu sie ostrzygl… przypomnialo mi sie, jak jakis czas temu luby mial wyrobic sobie nowy paszport. a do paszportu potrzebne jest zdjecie paszportowe. luby jak stal, tak poszedl zrobic sobie to zdjecie. wraca do domu uchachany, strasznie z siebie zadowolny, pokazuje mi zdjecie i cieszy sie jak glupi. ja patrze, a na tych zdjeciach…. kryminalista. no zboj taki, ze w zyciu bym go do samolotu nie wposcila, a raczej zdjecia na interpolu przeszukala… no i z czego ty sie tak cieszysz, pytam, idz-ze sie ostrzyz, ogol i zrob nowe zdjecia, bo te sie nie nadaja do paszportu! zmarnowane pieniadze, zdenerwowalam sie tylko. luby wie lepiej.. poszedl do gminy… pani odeslala go po nowe, ”przyzwoite” zdjecia;) a te kryminalne trzymamy – na pamiatke:DDD

starsi panowie

trzeba miec cierpliowosci do dzieci, ale i do starszych ludzi; no i nie wiem, czy to ja mama takei szczescie, czy tak juz jest, ale ze starszymi paniami jakos sie dogaduje, one sobie pogadaja, ja wyslucham, pokiwam glowa, przytakne, a z panami…

dzownie wczoraj do taty. bo mamy ”testamentowa” zagwozdzke. tato wszystko juz wyczytal na internecie i same czarne scenariusze przede mna kresli. a ja, zamiast tracic czas na internecie, zadzownilam do znajomego prawnika, ktory mi wytlumaczyl, ze sprawa jest prosta i nie trzeba az tak pesymistycznie do niej podchodzic. na co moj tato: a co ona tam wie, teorie zna, a zycia nie zna! tato, on nie jest studentem prawa, on nie jest emerytowanym prawnikiem, on jest czlowiekiem w srednim wieku i codziennie takie sprawy zalatiwa; jak mozesz mowi, ze on tylko teorie zna?!?!?!! a tak, bo taka sobie na internecie wszystko poczytal i wie lepiej. wscieklam sie strasznie i zeby jakies wredoty nie sypnoc, grzecznie ryknelam do sluchawki: dobranoc! i zakonczylam rozmowe.

wczoraj przyjechali na urodziny Bizona tesciowie. jako ze ostatnio cos przez telefon chlapnelam o beczce na deszczowce, tesc juz chodzi po podworku, juz szuka rynny, juz mnie informuje, ze rynne mam ”u siasiada” (wiem, bo mi sasiad juz ta rynne raz odtykal), juz mi pokazuje, jaka beczke sobie powinnam kupic i jak ja nalezy zainstalowac…. tesciu, ale ja na razie nie bede beczki kupowac, bo najpierw chce ogrod ”wyremontowac”, taras zrobic i wtedy dopiero bede myslec, gdzie by tu beczke upchnac i jak by tu rynne na nasza strone plotu przelozyc. i z pewnoscia beczka nie bedzie plastikowa (”ale takie sa najtansze!”), tylko drewniana. jeeeejku, ile mozna gadac o beczce na deszczowke????

cierpliwosci, cierpliwosci…

takie zycie

rano wiadomosc od szefa: ”dzis rano zmarl moj ojciec. wytlumacz moja nieobecnosc na dzisiejszych zebraniach”. sterkte, Paul…

drepcze z tel. na gore, mijam Biona przewalajacego sie po moim lozku, ktore wlasnie 5 min temu gladko poscielilam i mrucze pod nosem: dopiero co poscielilam, a ty mi znow rozwalasz….

Bizon z ironicznym usmieszkiem: zapomnialas! zapomialas!

zatrzymalam sie.. spojrzalam i… o mattko kochana, syneczku, przepraszam: hepiberthejtuju, hep-hep-hepiberthejtuju, hepibeeeeeeeerthday!!!!

14 lat!

szef i jego zmarly ojciec. ja i moje 14-letnie szczescie. takie zycie.

a dwie noce temu pewna Polka z naszych okolic urodzila martwe dziecko. lozysko sie odkleilo, dziecko sie udusilo. 9 miesiac…

takie zycie…

wychowanie seksualne

Bizon narzeka, ze dziewczynki maja taryfe ulgowa na w-fie: dostaja bdb za gorszy czas niz chlopcy. tlumacze mu, ze przeciez dziewczynki maja mniej miesni niz chlopaki, wiec to logiczne. Ale nie az tak – krzywi sie Bizon. no tak, ale dziewczynkom jeszcze dochodzi bol brzucha i glowy jak maja menstruacje, mowie. Bizon patrzy na mnie podejrzliwie, zatkalo go. no tak, tlumacze, jak dziewczynki maja okres, to moga byc oslabione, niewyspane, jak z powodu bolu brzucha nie mogly w nocy spac; z reszta, sam sobie biegaj, jak cie brzuch boli. ciebie boli raz w roku, a dziewczynki kilka dni w miesiacu. Bizon nic nie mowi, ale Szkrab nie wytrzymal: przestan juz z ta edukacja seksualna! Tineke (nauczycielka sprzed dwoch lat) juz nam wszystko PRZE-DO-KLA-DNIE wytlumaczyla; PRZE-DO-KLA-DNIE, powtarzam – podkresla Szkrab. no, to chociaz tyle dobrego zrobila, mamrocze pod nosem;) bo Tineke byla tak koszmarna nauczycielka, ze w koncu zostala wyslana na przymusowa, wczesniejsza emeryture…

infantylizm urodzinowy

wiele rzeczy mi sie w Holandii podoba. ale infantylizm urodzinowy mnie strasznie wnerwia. w pracy ludzie potrafia w srodku tygodnia wziac wolne, bo zona / maz ma urodziny, tak jakby urodzin nie mozna bylo przesunac na weekend…. a ja przesuwam je zawsze na weekend. bo po to mam weekend, zeby swietowac urodziny. gdy urzadzam urodziny dzien wczesniej niz wypadaja, czesto slysze wielkie zdziwienie, bo to dopiero jutro… jak przesune urodziny ktoregos z dzieci o tydzien pozniej, bo cos innego w dniu urodzin wypada, slysze ”a nie bedzie mu przykro, ze az tydzien musi czekac?!!?!?” – nie zauwazylam, zeby moje dzieci mialy z tym problem. problem maja zawsze moi tesciowie i szwagierka.

dzis dostalismy e-maila, ze koncer Bizona zostal przelozony na 5 wrzesnia. jako, ze tego dnia szwagierka ma urodziny, od razu info przeslalam, zeby bylo na czas, zeby mogla przelozyc o jeden dzien swoja impreze (bo zawsze bardzo jej i tesciom zalezy, zeby na tym corocznym koncercie Bizona byc). nie spytalam wprost, czy by mogla przeniesc urodziny, bo wydawalo mi sie to nieuprzejme tak wprost proponowac; szczerze mowiac liczylam na to, ze szwagierka zareaguja tak, jak ja bym zareagowala: o, dobrze, ze juz teraz mowisz, bo jeszcze nic nie zaplanowalam, to przesune urodziny na dzien wczesniej / pozniej. ja bym wlasnie tak odpowiedziala. a szwagierka na to… ”sorry, ale mnie nie bedzie”. tesciowie: ”nas niestety tez nie, musimy jechac na urodziny”…. luby wiec odpisal ”nas niestety na urodzinach nie bedzie”.

w sumie, to ja na urodziny do szwagierki jezdzic nie lubie, bo jej znajomi, podobnie jak i szwagierka, nadaja na innych falach niz luby i ja, i na ogol nudzimy sie tam niesamowicie. ale szkoda mi Bizona, bo on taki dumny jest, gdy oni przyjezdzaja na ten jego koncert… no coz dla niektorych urodziny 44-letniej starej panny sa wazniejsze niz koncert 14-latka… dla nas nie.

o co ta klotnia?

juz wszystko wiem. sroki sie dra, gdy kot po drzewie sie skrada. pracuje dzis na strychu, okno mam otwarte, a tu nagle wrzask niesamowity! sroki lataja jak oszalale wokol drzewa, jakby sie palilo. patrze, a tam co sie rusza. kot… szary, pregowany kot. a sroki kracza nad nim, cztery! i tak sie dra, ze studentka na skypie pyta, co to za wrzaski:DDD cala akcja trwala z 10 minut.

co ciekawe, przylecialy tez kruki lub wrony (nie odrozniam ich od siebie: czarne, duze ptaszyska)! i tez zaczly krazyc kolo drzewa. nie wiem, czy zaintrygowane wrzaskiem, czy z pomoca przylecialy.

niesamowite; moglabym tak godzinami obserwowac te ptaki….

Lozko

  • mamooo, a co Ty masz taki duzy brzuch? – pyta Szkrab
  • bo Petronela tam rosnie – zartuje
  • niemozliwe, nie slyszalem, zeby lozko u was skrzypialo… – odpowiada bardzo z siebie zadowolony Szkrab.

ech…, brzuch duzy, bo sie mleko bezlaktozowe skonczylo i nie chcialo mi sie pojsc do sklepu. a do kawy musze mleko miec.