od jakiegos czasu myslimy o nowszym samochodzie. wczoraj lubego naszlo na znalezenie czegos konkretnego. szuka, szuka, pokazuje mi, a mi sie nic nie podoba. w koncu googluje nasza ulubiona marke i od razu widze, cudo. pokazuje lubemu, opowiadam o szefie, ktory sprowadzil nowy samochod z zagranicy i zaplacil o wiele mniej niz w Holandii, bo cos tam… luby szuka ”das import” i jest, jest, ten, ktory wypatrzylam. luby wyslal e-maila, a ja jutro dzownie do naszego ”deala” czy znajdzie nam takie samo cacko za nizsza cene. i do szefa napisze o namiary do jego dealera. no i zobaczymy, co z tego wyniknie. dla mnie sprawa samochodu juz zalaltwiona, wiec uciekam w moje nowe hobby – ogladanie psow. wyzel niemiecki, fryzyjski, ogar polski… luby, o, takiego bym chciala! luby zaglada przez ramie na ekran laptopa i z rozczarowanie zauwaza, ze ja nie o samochodzie;)
no ja bym chciala. tylko… to poranne wstawanie;) i zostawianie psa na wakacje. to mnie powstrzymuje. ale temat wierce:
-luby, a co bys zrobil, gdybym tak ktoregos dnia przyszla z psem?
-wyprowadzilbym sie
-gdzie?
-do hotelu
-ale pieniadze by ci sie szybko skonczyly!
-to bym sprzedal dom
-nie zrobilbys tego swoim dzieciom!
luby juz nic nie mowi;) co bedzie sie z glupia baba targowal;)
*******
w srode byla u nas lekarka zbadac Bizona i przetestowala go na covida19. test wyszedl negatywny. a Bizon od dwoch tygodni lezy chory w lozku… luby zaczal podejrzewac mononukleoze. nic innego nam juz do glowy nie przychodzi. gdyby to byla zwykla grypa, choc jedno z nas by sie od niego zarazilo… i juz by Bizon zaczal z tego wychodzic; a on dalej jak przebita detka. lezy. w pewnym momencie przyszlo mi do glowy, ze moze on symuluje, zeby tak sobie przed tv cale dnie lezec, wiec huknelam, zeby wylaczyc tv, a Bizona poprosilam, zeby siadl z nami do obiadu przy stole. poplakal sie… no to go zostawilam w spokoju i rece mi opadaja. bo nie wiem, co z nim robic. jak w przyszlym tygodniu sie nie poprawi, poprosimy o test na ta mononuklezoze….