w zeszlym tygodniu mielismy zebranie z wychowawczynia Bizona. na zebraniu sie nie stawilismy, bo system, w ktory nalezalo sprawdzic date, napierw sie zawieszal, a pozniej… my zapomnielismy, zeby znow sprawdzic. tak to jest, jak szkola, zamiast komunikowac sie przez e-maila, wymysla programy…. dzien po zebraniu udalo mi sie zalogowac do szkolnego systemu, zeby dowiedziec sie, ze juz po ptokach. luby napisal e-maila do wychowawczyni i poprosil o spotkanie.
dzis telefon ze szkoly – najpierw wystraszylam sie, ze Bizon cos nabroil, ze moze jakies nieobecnosci ma, ze moze w cos sie wplatal… roznie to z mlodzieza bywa. ale wychowawczyni powiedzila, ze dzwoni, bo przeczytala e-maila od lubego i wydaje jej sie, ze poniewaz Bizon sobie swietnie w szkole radzi, to nie ma powodu do spotykania sie. ze jedyne, co moze powiedziec, to gratulacje z powodu ocen Bizona (znow najwyzsza srednia wrod chlopcow i prawie najlepsza w klasie), ale takze gratuluje nam, ze go tak swietnie wychowalismy:D no serce mi uroslo:) wychowawczyni dodala, ze Bizon zasluguje na nagrode i ze tylko pozazdroscic takiego syna. no coz, obiecalam Bizonowi stypendium naukowe za srednia 8.00 i… stypendium dostanie:) 100 euro. Zasluzyl!
gorzej ze Szkrabem. w piatek bylismy u jego wychowawcy, ktory napisal do nas e-maila o zerowej motywacji do pracy naszego mlodszego syna. jest rozczarowany tym, ze chlopak, ktory z palcem w nosie zgarnia najwyzsze punkty za czytania ze zrozumieniem i z matematyki, palcem nie chce ruszyc, zeby np. robic cwiczenia z ortografii i wszelkie polecenia wykonuje na odwal sie. no i co my mamy z nim zrobic? wscieklam sie. przyszlam do domu i powiedzialam Szkrabowi, ze dopoki nie znajdzie motywacji do pracy, moze zapomniec o komputerze, telefonie, playstation. ojjj, byla histeria. byl wscik, zlosc, trzaskanie drzwiami, straszenie, ze sie wyprowadzi z domu… a wyprowadz sie, wyprowadz, juz teraz. i nie wracaj, dopoki nie znajdzisz rozumu, powiedziala wredna matka. matka, ktorej zal sciska serce, ze dziecko tak marnuje swoje zdolnosci. matka, ktora jeszcze kilka lat temu nie wierzyla w dzieci zdolne, ale leniwe… juz wierzy. tylko, ze ja mu to lenistwo wybije z glowy. tak go zdyscyplinuje, ze zapamieta, ze ja leniow nie toleruje. lenistwo Szkraba odbija sie na nim bo widzi, ze zaleglosci rosna i to go dodatkowo demotywuje.
na szczescie ma madrego nauczyciela, ktory na czas nas zaalarmowal, ktory opisal nam dziecko tak, jakby sam byl jego rodzicem. ktory widzi, ze Szkrab jest nieszczesliwy z powodu zaleglosci, ktorych sobie narobil, ze Szkrab, bo jest po porstu emocjonalnie do tylu. i tak jak 90% klasy potrafi prowadzic kalendarz, planowac w nim obowiazki i sukcesywnie je realizowac, Szkrab tego nie potrafi. on musi byc prowadzony za raczke… i tak bedziemy robic. umowilismy sie z nauczycielem, ze Szkrab codziennie przynosi kalendarz do domu i omawiamy jego prace. a jesli nie zdazy w szkole czegos wykonac, to moze wszystkie cwiczenia, ksiazki przyniesc do domu. trzeba jakos temu dziecku pomoc.
za to luby… gotuje gulasz. ja siedze i wydaje prykazy, on kroi, szuka, miesza, pyta… jak sie obiera czosnek, pyta, pokazujac cala glowke czosnku. wyjmij zabek, odkroj ten twardy czubek, obierz z lupinki i poczuj ten piekny aromat… luby sie zachnal – tak, i jutro w pracy bede smierdzial czosnkiem! nie bedziesz, jak pozniej umyjesz wc, mowie, ze zlosliwym usmieszkiem. luby lubi takie poczucie humoru, wiec sie nie obrazil;) razem sie posmialismy. czuje sie jak krolowa… luby gotuje gulasz…