jako ze cos mi ”babskiego” dolega, nie wiem, czy poczatki menopauzy, czy endometrioza, czy kie licho, poszlam do lekarza. opisuje co mi dolega i tak jak z lubym przewidywalismy, diagnoza przyczyny jest ”trudna”, ale leczenie przewidywalne: pigulka antykoncepcyjna usunie wszelkie problemy: nieregularne cykle, upierdliwe pms-y, bole brzucha… no nie wiadomo jak glowa zareaguje, u niektorych bol glowy przechodzi, u innych przeradza sie migrene, trzeba wyprobowac. podczas pogawedki z lekarka wyszlo na jaw, ze ja w zyciu 3 miesiace bralam pigulke i odstawilam, bo mi nie pasowala. lekarka z niedowierzaniem pyta: to wy jako forme antykoncepcji naturalne metody stosujecie??? kiedy przytaknelam, lekarka z niby podziwem, ale z pewnym podtekstem stwierdzila: ”wow!!!, cwani jestescie”. ten jej ton, wyraz twarzy, zirytowal mnie i wypalilam: i ty, lekarka to mowisz??? ta, ktora powinna fizjologie kobiety miec w jednym palcu? tu nie ma nic z cwaniakowania; jesli kobieta przez prawie 30 lat miesiaczkuje i nie wie, kiedy ma plodne dni, to cos z nia jest nie tak. no chyba, ze przez te 30 lat ciagle szpikuje sie chemia… wtedy rzeczywiscie nie wie, co jej cialo robi. lekarka sie zmieszala, zaczela o nieregularnych cyklach, stresach, itd, ze mam szczescie, ze mam regularny cykl – no wlasnie nie mam! i dla mnie to zadna tragedia, bo dni nie licze. znam swoje cialo na tyle, ze dni nie musze liczyc, ja po prostu wiem, kiedy mam owulacje. i tak jeszcze chwile pogadalysmy. m.in. ze my jestesmy otwarci na trzecie dziecko. teraz, w tym wieku? po raz kolejny lekarka strzelila gafe. w tym wieku? jakim wieku, przekornie spytalam – w wieku, w ktorym wiele kobiet na ostatni dzwonek decyduje sie na bycie matka? przeciez wasze poczekalnie do in vitro wlasnie kobietami w ‚takim’ wieku sa zapelnione… one maja prawo rodzic, a ja jestem za stara? nie, nie przyznalam sie, ze owszem, czuje sie za stara, a wlasciwie, za leniwa, na nieprzespane noce, na bieganie za maluchem, na zabkowanie, jeczenie i zgaduj-zgadule, czemu dziecko jeczy. nie przyznalam, bo moje lenistwo, to moja sprawa. a lekarka nie jest od komentowania, ale od leczenia.
i znow przekonalam sie na czym polega nasza harmonia z lubym, nasze malzestwo: na wspolnym mianowniku. bo kiedy powtorzylam mu rozmowe, luby sie wkurzyl: tak, najleptwiej kazdemu wcisnac hormony, uspic symptomy, a pozniej dziwic sie, czemu pacjentki tak dlugo chodza z brzuchem pelnym endometriozy… bo taka wlasnie ostatnia dyskusje slyszelismy: dwoch chirurgow zalamywalo rece, bo operowali kobiete, gdzie endometrioza zaatakowala jelita, pecherz, cala jame brzuszna – ”ze ona nic nie czula!!!’- dziwili sie. no nie czula, jak leciala przez ostatnie 10-20 lat na hormonach, to nie czula…
umowilam sie z lekarka, ze przemysle sprawe co do pigulek. najpierw bylam prawie sklonna sie zgodzic, bo bol mnie ogranicza, bo wokol bolu kreci sie ostatnio moje zycie, mniej biegam, mniej cwicze, mniej jem, mniej sie smieje, gorzej spie, bo 3/4 cyklu mnie boli – cale podbrzusze. a 1/4 cyklu umieram na bol glowy. wszyscy maja mnie dosc, sama siebie mam dosc, wiec co mi zostalo: wziac hormony i bedzie lepiej. ale po rozmowie z lubym doszlam do wniosku, ze najpierw chce wiedziec, co mi jest. jesli to tylko szalenstwo hormonalne, wezme pigulke. ale moze to cos wiecej? czemu mialam bym tego nie szukac? najpierw chce znac przyczyne, potem sie leczyc.