Co maja podreczniki wspolnego ze starzeniem sie? A to, ze im jestem starsza, tym mniej mi sie one podobaja. Podreczniki, z ktorych ja sie uczylam, mialy strukture, szly wg zagadnienia. dla przykladu: na lekcji matematyki szlo sie dzialami: ulamki zwykle, ulamki dziesietne, procenty, geometria, jednostki mialy. na lekcji historii material byl zorganizowany chronologicznie, np. wg epok. i nie wiem, czy to ja sie nauczylam uczyc sie w ten sposob, czy taki juz mam mozg, ze potrzebuje struktury, a moze taki jelop jestem, ale przegladajac obecne podreczniki, gubie sie w nich i dzieciom swym nawet nie potrafie pomoc, bo mnie te podreczniki rozpraszaja, bo widze groch z kapusta. zamiast tytulu ”Procenty” jest tytul ”W sklepie”. I co my w tym sklepie mamy: jednostki miary, ceny (euro i centy) i dodawanie ulamkow. o, i jeszcze zadanie z tesktem i z niewiadoma, bo trzeba obliczyc, czy dziecku starczy na metr wstazki czy nie. Wszystko to na jednej stronie. bez osobnego przecwiczenia ulamkow, bez osobnego przeciwczenia jednostek – wszystko na raz, tak przy okazji. do tego chaos graficzny. patrze na dane strone i zamiast widziec jakis schemat, jakies punkty, jakies paragrafy, ktore wskazywalyby mi droge, jak przez ta strone przejsc i niczego nie przegapic, to ja widze: ze sa rozne ramki po lewej, po prawej, po srodku, na ukos, na marginesie, do tego te ramki sa w roznych kolorach, tekst napisany rozorodna czcionka… widze to i zaczynam analizowac: a dlaczego to jest na czerwono? moze to jest wlasnie najwazniejsze? ale nie, tuz obok jest ramka z tekstem pogrubionym – to pewnie to jest najwazniejsze! a co oznacza kursywa? i czy ten teskt na marginesie, to jakas informacja dodatkowa? po pol godzinie analizy dalej nie rozumiem znaczenia kolorow, zroznicowania typu czcionek, nie wiem, co jest najwazniejsze, co mniej wazne… a co najgorsze, stracilam czas i niczego sie nie nauczylam:/
kiedy wiec poprzegladalam katechizmy i podreczniki do religii rece mi opadly. ja tu z dziecmi mam powtorzyc przykazania boze, koscielne, sakramenty, a w podrecznikach wszystko takie rozmyte, niby jest rozdzial ”Sakramenty”, ale co z tego, jak po Chrzcie, Pokucie, Eucharystii nie ma sakramentu malzenstwa i sakramentu kaplanstwa, tylko jest sakrament… poslugi. nie ma takiego sakrementu, ktory by sie nazywal posluga! Owszem, i w malzenstwie i w kaplanstwie nalezy poslugiwac blizniemu, ale to sa dwa osobne sakramenty! A gdyby tak kazdy sakrament zilustrowac fragmentem z Pisma Sw., zeby ta mlodziez nie tylko rozumiala co to jest Sakrament pokuty, ale skad sie on w ogole wzial? Gornolotne slownictwo tez mnie rozczarowalo – nie jestem w stanie zacytowac z glowy jak zostal wytlumaczony sakrament pokuty, ale zabraklo mi jednego: sakrament pokuty to jest spowiedz. A jak juz mowimy o tymze sakramencie, to od razu pasowaloby przypomniec formule spowiedzi, warunki dobrej spowiedzi, podac przyklady rachunku sumienia, jak go zrobic, skad ”go wziac” (z ksiazeczki do nabozenstwa), itd… Ide dalej: do bierzmowania nalezy wybrac sobie jakies imie, najlepiej swietego. wypadaloby omowic krotko kilka zywotow swietych, chociazby sw. Franciszka, sw. Mikolaja, sw. Rity, Marii Magdaleny… Niechze te dzieci wybiora imie swietego, ktory jakos im lezy. Jako ze mnie zawsze wzruszala postawa Weroniki (z Drogi Krzyzowej), to wlasnie jej imie sobie swiadomie wybralam na bierzmowanie – nie tak w slepo, nie bo mi mama podpowiedziala. takiego pomyslu czy chociazby spisu imion najbardziej znanych swietych nie znalazlam w zadnym podreczniki do religii.
No i sprawa dzieci przygotowujacych sie do komunii czy bierzmowania w j. polskim, a zyjacych za granica. inaczej jest w rodzinach polsko-polskich, gdzie tata z mama rozmawia po polsku, a inaczej w domach, gdzie jeden z rodzicow mowi po polsku, drugi po np. niderlandzku, a jeszcze miedzy soba po angielsku czy niemiecku. w tym drugim domu dziecko z jednej strony oslucha sie szybciej z jezykiem kraju, w ktorym zyje, a z drugiej strony bedzie kulal j. polski. bo jesli mama z tata nie rozmawiaja po polsku, jesli ksiazki w domu sa i w j. polskim i w j. niderlandzkim, a na urodziny przychodzi rodzina, sasiedzi, koledzy mowiacy po niderlandzku, a nie po polsku, to w jakim jezyku dziecko bedzie wolalo mowic, w kotrym jezyku bedzie mialo szerszy zasob slow? w tym, ktory czesciej slyszy. i stad pomysl na katechizm dla dzieci takich jak moje: niby mowiace po polsku, czytajace w tym jezyku, ale dzieci, dla ktorych slowa ”rozgrzeszenie”, ”pokuta”, ”pojednanie”, ”czcij”, ”cudzoloz” sa slowami… obcymi. tym bardziej, ze nie maja religii raz czy dwa razy w tygodniu od 6-7 roku zycia, tylko maja religie albo raz na dwa tygodnie w dosc szerokich grupach wiekowych albo w ogole jej nie maja, tylko przechodza ”przygotowanie do” – do I komunii sw., do bierzmowania.
Stad moj pomysl, zeby napisac podrecznik: ”skupiony”, ze struktura, z esencja tego, co katolik idacy do I komunii sw czy bierzmowania powienien wiedziec, z nie gornolotnym, ale zwyklym, ”codziennym” slownictwem, latwym do rozumienia.
na koniec scena sprzed dwoch lat; Szkrab przygotowuje sie do spowiedzi: ”Boze, badz milosciw mnie GRZECZNEMU”….