coraz czesciej dochodze do wniosku, ze najtrudniej wspolpracuje sie z ludzmi zahukanymi, niepewnymi, niedowartosciowanymi… juz wole pracowac z ludzmi niedouczonymi, ktorzy otwarcie przyznaja, ze czegos nie widza, bo ich mozna szybko poinstruowac, podszkolic albo mozna po prostu uzupelnic luke swoja wiedza lub innej kompetentnej osoby.
moj kolega Jan, z ktorym do niedawna tylko dzielilam pokoj, a od niedawna czesciowo wspolpracuje, jest niestety przykladem niedowartosciowanego pana, ktory ma kompleks nizszosci z tego powodu, ze ja mam doktorat a on nie, ze jego koledzy lekarze porobili nie tylko doktoraty, ale i specjalizacje, a on, niby po medycynie, ale wyladowal jako koorydantor do spraw naukowych, bo jakos tak nie po drodze mu bylo ze specjalizacja…
juz w dniu, kiedy moj ”stary” szef zalatwil mi pol ”nowego” etatu, ze stalym zatrudnieniem, kolega Jan byl w szoku i powiedzial mi prosto w twarz: nie zgadzam sie na to! jako, ze wtedy jeszcze nie wiedzialam, ze jest zakompleksionym panem i znalam go zupelnie innej strony, nie rozsmialam mu sie bezczelnie w twarz, nie powiedzialam ”a co ty masz tu do gadania”, a powinnam byla. bo Jan na rozne sposoby probuje mnie zniechecic do mojej nowej pracy; glownie malymi rzeczami, durnymi komentarzami, dziwnymi reakcjami na prace, ktora wykonuje na zlecenie ordynatora, i ktorej Jan nie ma prawa oceniac. Jan widzi, ze jego zlosliwosci splywaja po mnie jak woda po kaczce, a wrecz przeciwnie, jeszcze bardziej mnie motywuje do dzialania, wiec probuje mnie ”reformowac”: musze uwazac na zdrowie, nie pracowac w weekeny i wieczorami. rodzina najwazniejsza, mowi. a co, jesli ja lubie pisac artykuly, szkicowac wykresy, obmyslac ilustracje i nie traktuje tego jako prace? co zrobic, gdy praca jest po czesci naszym hobby? – pytam Jana. jedni ida wieczorem na miasto, a ja zasiadam do analiz. co w tym zlego? na dodatek, co zrobic, jesli w pracy rozpraszaja mnie inne drobne sprawy: studenci, administracja, zebrania, edukacja, wyklady? co, jesli w pracy nie mam na tyle ciaglego czasu, zeby spokojnie skupic sie nad artykulem? co w tym zlego, ze jak mam wene, to potrafie siedziec pol nocy, zeby splodzic cos, na czym mi zalezy, cos, co mnie ci,eszy? co za roznica dziergac sweter, ogladac gwiazdy czy pisac artykul? od Jana odbieram sygnaly, ze jestem hyper, nadambitna, ze chce zaimponowac nowemu szefowi… a przeciez artykuly to nie dla nowego szefa pisze a dla starego…. i dla siebie…
a wszystko przez to, ze on widzi, ze nie nadaza za mlodszym pokoleniem, ze boi sie stracenia z piedestalu…
no to tyle. sprawdze jeszcze szybko dyskusje do pracy magisterskiej mojej ulubionej studentki. bo lubie;)