mily gest

dostalam dzis od studentki 50 tulipanow – m.in. za pomoc w analizach podczas robienia pracy magisterskiej. bardzo mily gest.

a w drodze do domu, z kieszeni plaszcza wypadly mi rekawiczki. skorzane, meciutkie, prawie nowe – dostalam je dwa miesiace temu na urodziny. pedaluje niczego nieswiadoma, a tu ktos nagle mnie dopedza i wola ”czesc” – eee, czesc, mowie niepewnie, – glowa mnie bolala i nie mialam ochoty na zadne towarzystwo. a tu jakis mlody czlowiek wyciaga do mnie reke z rekawiczkami: zgubila pani rekawiczki! ale sie ucieszylam. mimo bolu glowy, przeslalam mu najwdzieczniejszy usmiech swiata.

a mnie znow zlapaly zatoki klinowe… dobrze, ze mam w domu lekarstwa, po powrocie do domu od razu sie chemia uraczylam. i mam nadzieje, ze szybko mi pomoze, bo zawroty glowy, bole oczu i mdlosci, to nie sa przyjaciele na weekend.

Krol Macius

Czytam Szkrabowi Krola Maciusia Pierwszego. Szkrab zachwycony. Ja tez – na nowo odkrywam ksiazke, ktorej jako dziecko nie zmeczylam;)

Empikowi, mojemu, do tej pory, glownemu dostawcy ksiazek zrobie za to antyreklame. Jako ze zapas przywieziony z Polski sie skonczyl, postanowilam sobie cos z Polski sciagnac, tym bardziej, ze ukazaly sie ksiazki, na ktore bardzo czekalam (np. Corka Zegarmistrza, Kate Morton). Na stronie empiku jest informacja, ze zamowienia zagraniczne beda realizowane w ciagu max. 14 dni roboczych. Zamowilam ksiazki i dostalam powiadomienie, ze dostane je… w czerwcu. No to sie wypchajcie. Z zamowienia zrezygnowalam i z Empikiem sie pozegnam. Nie lubie obiecywaczy, ktorzy slowa nie dotrzymuja. Zwlaszcza, gdy ja mam glod;)

co to bedzie…

odkad weszlo nowe prawo, dotayczace ochrony danych, biurokracja w szpitalu przechodzi sama siebie. dotyczy to tez badan naukowych. zanim rozpoczniemy jakikolwiek projekt, trzeba sie przebic przez stos idiotyczej biurokracji, co kosztuje nie tylko sporo czasu, ale i irytacji. bo z jakiej racji komisja do spraw etyki ma mi np. kontrolowac i ceniac testy statystyczne, jakie zamierzam stosowac podczas analiz? czlonkowie komisji to w wiekoszosci ludzie, ktorzy badania naukowe albo prowadzili wieki temu, albo nigdy ich nie prowadzili. dlatego nie wiedza, ze przed zebraniem danych, trudno jest w 100% okreslic, jakie analizy bedzie sie prowadzic, bo czesto jest tak, ze dopiero analizy wstepne wskazuja dalsza droge badan. nie raz zaczynamy z konkretnym pytaniem, a odpowiedzi, jakie dostajemy na podstawie danych, przynosza nowe pytania.

i tak od kilku tygodni buntuje sie na glos. do kolegi Jana, ktory koordynuje biurokracje na chirurgii, do szefa ‚od badan’, do szefa chirurgii, do innych chirurgow, ktorzy prowadza badania naukowe. kazdy jest wsciekly, ale jakos nikt nie wie, jak ugryzc biurokratow i jak olac biurokracje.

ja zaczelam od tego, ze przeczytalam sobie od deski do deski nowe prawo o ochronie danych osobistych, a pozniej, wykreslilam z dokumentow, ktore musze wypelniac, by prosic o pozwolenie na badania naukowe te punkty, ktore z nowym prawem nc wspolnego nie maja. odchudzilam biurokracje o 2/3. pokazalam to szefowi od badan, a ten pobiegl do szefa chirurgii.

szef chirurgii zwolal zebranie z chirurgami, ktorzy prowadza badana naukowe – mam im zaprezentowac moje analizy prawa i skrocona wersje dokumentow. do tego za dwa tygodnie mam spotkanie z prodziekanem od spraw naukowych. mam mu wytlumaczyc moj ”punkt widzenia”, dlaczego chirurgia protestuje i jakie sa nasze propozycje.

z chirurgami to bedzie mile popsioczenie na obecny system. z prodziekanem… w co ja sie wkopalam….

11-miejsce

pobudka o 4.00, zeby zawiezc Bizona na pociag do Bredy. bo tam odbywaly sie zawody lyzwiarskie. po poludniu wiadomosc: zdobylismy 11 miejsce (zdobylismy, bo zawody byly w kategorii lyzwierstwia grupowego – chlopaki jechaly w czworke). a ile bylo grup, pytam. 11- smieje sie Bizon:DDD

nic sie nie przejal ostatnim miejscem – cieszyl sie, ze bez zadnych treningow i przygotowan w ogole sie zakwalifikowali do zawodow krajowych.

mamoooo, moge jutro zostac w domu? – probuje podejsc mnie Bizon. a z jakiego powodu? – pytam. no bo taki byl dzis meczacy dzien… no byl, wstac o 4.o0 to wyzwanie, ale ja jutro nie biore wolnego, mimo ze tez tak wstalam. no tak, ale ty, mamo, nie musialas jezdzis na lyzwach:DDD ha, ha, nie ma mowy;)

roznosci

W piatek Bizon zagral koncert z Maxi-orkiestra dla seniorow mieszkajacych w pobliskim domu starcow. Jeden z panow siedzial z zamknietymi oczami w pizamie przy stole i… dyrygowal. nie wiem, czy wspomnienia odzyly, czy moze tylko marzenia. smutny to widok, ale jednoczesnie fascynujacy – starszy pan, przebywajacy w swoim swiecie muzyki. i inni mieszkancy, nie zwracajacy na niego uwage.

Szkrab w piatek zdobyl wyroznienie na zawodach jezdzieckich. na dzokeja Szkrab zbyt masywny, ale ciesze sie, ze realizuje swoje pasje.

Bizon z dwoma jeszcze kolegami ze szkoly zostali wybrani do eliminacji do lyzwiarskiej kadry narodowej:DDD pisze i… jakos do mnie to niedociera. we wtorek jada. zobaczymy co to bedzie.

A ja przebieglam dzis trzy mile – pod wiatr, ale za to ze sloncem swiecacym w twarz. juz pod koniec biegu czulam zblizajace sie zakwasy;) trzeba bedzie je jutro rozbiegac. moze luby dolaczy…

czy rodzina sie powiekszy?

od dziecinstwa marze o psie, a na stare lata moja milosc do zwierzat sie powoli wymyka spod kontroli… i chodzi za mna pies. otwarcie sie do tego nie przyznaje, bo pies to dodatkowy obowiazek, wczesne wstawanie, klaki krazace po calym domu, od ktrych mozna dostac szalu, dodatkowy wydatek, klopot podczas wakacji…

dzis odbieram Bizona z urodzin od kolegi z nowej szkoly, wchodze a tam… bialy labrador. tak cudowny, tak piekny, ze zamiast przywitac z mama solenianta, ja zaczelam od witania sie z psem. pies adoptowany, przybyl z… Rumunii. ktos go tam porzucil i blakal sie po jakiej wsi. pies, do ktorego od razu poczulam sympatie – taki, ktory czlowieka ostudzi swoim zrownowazonym charakterem. drugi pies(ek) – popyrtany kurdupelek, takie male, wsciekle ADHD, ktore latalo wokol bez wymiany spojrzenia, bez nicic porozumienia. w ogole mnie nie porwal.

mama kolego Bizona mowi, ze nie wie, czy nie bede musieli sie labradora pozbyc, bo dwa razy capnal malego wscika. no ja mu sie nie dziwie – jak by ktos wokol mnie tak nerwowo szalal, jak ten maly pies, tez bym go kasnela. i nagle mowie do kobiety: sluchaj, jak bys chciala labradora oddac, daj mi znac. nie wiem, czy maz sie zgodzi, ale moze…

w domu zaczelam podchody… luby slabo protestuje. niby mowi ”zadnego psa”, ale malo przekonujacym tonem. dzieci tez o psie marza – mowie, ze jesli przyjdzie co do czego, to kazdy podpisze zobowiazanie, ze kazdego dnia wezmie psa na spacer i wpisze godzine, o ktorej sie spacer odbedzie. dzieci chetne zobowiazanie podpisac… ja chetna na wieczorne spacery. gorzej z porankami.

ech…. mam tego labradora przed oczami. jego spokojne oczy we mnie wpatrzone, takie ufne, cieple. kochane. i co tu robic…

Pokreceni

rano na szybcika wypisalam zaproszenia urodzinowe dla Szkraba, zeby juz dzis rozdal kolegom z klasy. po szkole Szkrab cieszy miche: mamo, a dlaczego zaproszenie dla Eliasza podpisalas swoim imieniem? eee… bo myslami bylam gdzie indziej;)

luby rano popedalowal z Bizonem do szkoly w innej, nieznanej przez Bizona, czesci miasta, gdzie, wg schematu szkolnego Bizona, miala odbyc sie ”goscinna gimastyka”. Bizon z tejze okazji nastawil budzik na 6.20 – zeby sie nie spoznic (normalnie wstaje o 7.00). okazalo sie, ze nikogo z klasy Bizona nie bylo… blad w schemacie. tylko, dlaczego inni o tym wiedzieli? bo sie porozumieli przez whatsappa, a ze Bizon od kilku dni ma nowy nr. tel, to wiadomosci nie otrzymal.

rano lalo jak z cebra. ja zalozylam cieniutkie rajstopki i dlugi plaszcz przecideszczowy – gora sucha, rajstopki w 5 min wyschly. Bizon przemogl – na szczescie mial w torbie dresy i tenisowki, weic sie w szkole przebral. luby… niby kurtke przeciwdeszczowa zalozyl, ale spodnie, gatki, buty, skarpetki – wszystko przemoczone na wylot. co zrobil? sciagnac spodnie, polozyl je na kaloryferze i tak rozpoczal prace!!! w gatkach. dobrze, ze nikt go nie nakryl….

wchodze na nasze 4-te pietro, po drodze spotykam Jana, ktory zasuwa w stroju operacyjnym: Jan, operujesz? (wiedzialam, ze szef mial rano operowac… ). Nie, mowi Jan, przemoklem;)

Zawsze cos namace

Taka jestem z siebie dumna, bo przenioslam kilkoma kliknieciami myszki bloga na wordpress. Tylko, dlaczego chronologia wspisow zaszalala? Nie wiem, ale jak tak czesto swa kreatywnoscia namace – zamiast przecyztac co i jak, to ja wg (swojej) logiki;) teraz bede odkrecac;)

przeprowadzona

przeprowadzka sie udala.

parapetowa z winem, Ciechowskim i Kora. naprzeminnie. ciarki mnie przechodza, jak slysze tych dwoje… ich glosy, te basy, klawisze, teksty. niepowtarzalni, unikatowi. az zazdrosc skreca. lepszych od nich nie ma.

ojczyzna polszczyzna

moj polski schodzi na psy:( malo czytam, malo mowie, malo pisze (wlasciwie tylko bloguje po polsku)…

Chociaz… mowie po polsku calymi dniami – do Bizona:)))) Jednak przekonuje sie, ze zubozal moj jezyk. Tlumacze swoje holenderskie streszczenie pracy doktoranckiej i… kuleje, okropnie kuleje. Moze tez dlatego, ze to jezyk „fachowy”, a fachu uczylam sie glownie po angielsku i ostatnimi laty po holendersku. Zanim dolacze to polskie streszczenie do wersji oficjalnej doktoratu musze je podsunac komus do przeczytania i doszlifowania.

przypomniala mi sie rozmowa z moja mama (polonistka). Mama , ktora rok temu zaczela uczyc sie angielskiego, zeby z zieciem sie choc troche dogadac, zaskoczyla, dlaczego ja ciagle „biore autobus”, „biore pociag”, czy „biore samolot”.  Powiedziala mi to, a ja sie zdzwilam, no bo jak to sie inaczej mowi? „jedzie sie autobusem i samochodem”, „leci sie samolotem”, uswiadomila mnie mama:)))))) Co rusz kalki z angielskiego…

kiedy pojechalam pierwszy raz do kuzynki do Londynu, po pierwszym roku studiow (10 lat temu!!!) bylam troche zniesmaczona regresem polszczyzny tejze kuzynki, ktora np. na konserwanty mowila prezerwatywy (ha, ha, ha!!!) – po 5 latach zycia w Holandii doskonale ja rozumiem.