Holendrzy maja wiele dziwnych zwyczajow, ale jeden mnie ciagle rozbraja i z jednej strony chce mi sie smiac, a z drugiej kipie, gdy sie to powtarza. Gdy ide do Holendrow z wizyta, to dostaje do kawy JEDNO ciasteczko, wreczone reka gospodarza. Nigdy mi sie jeszcze nie przytrafilo, zeby ktos mi podstawil paczke ciastek do reki, zeby na urodzinach postawiono patere z ciastem i kazdy mogl sobie wziac ile mu pasuje…
ale dobra, pal licho ilosc, zlosci mnie, ze dostaje to ciastko z reki gospodarza; a skad ja wiem, czy ta osoba umyla rece po wyjsciu z toalety? a moze sobie przed chwila w zebach dlubala?