jedno ciasteczko

Holendrzy maja wiele dziwnych zwyczajow, ale jeden mnie ciagle rozbraja i z jednej strony chce mi sie smiac, a z drugiej kipie, gdy sie to powtarza. Gdy ide do Holendrow z wizyta, to dostaje do kawy JEDNO ciasteczko, wreczone reka gospodarza. Nigdy mi sie jeszcze nie przytrafilo, zeby ktos mi podstawil paczke ciastek do reki, zeby na urodzinach postawiono patere z ciastem i kazdy mogl sobie wziac ile mu pasuje…

ale dobra, pal licho ilosc, zlosci mnie, ze dostaje to ciastko z reki gospodarza; a skad ja wiem, czy ta osoba umyla rece po wyjsciu z toalety? a moze sobie przed chwila w zebach dlubala?

no, gotowe!

Wszystkie rozdzialy skompletowane, uporzadkowane. Ale oczywiscie znowu nie wiadomo, kto jest za co odpwoeidzialny, kazdy chce miec jak najmniej roboty. Oficjalnie moj promoter powinien wyslac moj doktorat do komisji, ale promotor kazal poprosil mojego szefa. Szef natomiast kaze mi zaniesc doktorat osobiscie do czlonkow komisji. Zaniose. Tylko, ze komisja musi przeczytac moje wypociny w ciagu 4 tygodni, bo inaczej bedzie za pozno na wydruk wersji oficjalnej. A o to powinien poprosic moj promotor badz szef, a nie ja, bo ja tu jestem tylko szaraczkiem! Jednak moj szef, ktory lubi umywac raczki stwierdzil, ze ja tez moge o to poprosic… taaaa…  Promotor na wakacjach, szef umywac raczki, a ja czuje, ze nadkwasota sie uaktywnila i kamien w zoladku zamienia sie na wiercenie….

powinnam

skonczyc szlifowanie dwoch rozdzialow; luby opracowuje moja ksiazeczke doktorancka, szaleje z jakim super-power programem do projektowania ksiazek i wola o kolejne rozdzialy. jednego rozdzialu nie moge doszlifowac, bo szef mi nie oddal korekt. bardzo mnie dzisiaj rozczarowal… wie, ze we wtorek musze oddac ksiazke do komisji i nie sprawdzil mi tego ostatniego juz rodzialu! zadzwonilam i pytam co z tym rozdzialem, a on… zmienia temat!!! jak zwykle, to jego stara sztuczka!

wezme sie za doszlifowanie wstepu; musze dopisac jakies podsumowujace zdanie i przerobic jedno zdjecie i koniec!

pakowanie kwiecien 2007

Jedziemy tylko na trzy dni, a juz dwie walizki mam spakowane! Jedna Bizonka, druga moja i lubego i jeszcze „sprzet” Bizona (butle, herbatki, sloiczki). Niestety Bizon brudzi sie niesamowicie. Co z tego, ze ma sliniaczek przy jedzeniu? Jeden zamach reka na lyzeczke i juz jedzenie jest na spodniach Bizona, na mnie, na podlodze i krzesle. A jak sie nie ufajda przy jedzeniu, to mu sie zbyt obficie odbije. Albo… dla fantazji Bizon siurnie przy zmienianiu pieluchy. A jak tak porzadnie siurnie (lub co innego), to nie tylko jego musze przebierac, ale i siebie tez.

Jeszcze tylko musze Ptasie spakowac, jej ziarno i patyki.

sweter z przeceny

mam ladna spodnice, akurat na cieple dni, ale nie mam do niego gory. Spodnica choc ladna, ma trudne kolory… lila z lekkim fioletem. Pasuje do niej czarna albo biala bluzka. Czarnej nie ubiore, jak slonce grzeje, w bialym zle sie czuje, zwlaszcza jak opalenizny niet. Stwierdzilam, ze jeszcze czekolada by pasowala. I zajrzalam do jednego sklepu, gdzie akurat kacik z przecenami byl. Wpadl mi w oko cienki, przeswitujacy sweter czekoladowy. A ze bylam z Bizonem rowerem, bez wozka, to swetra przymierzyc jedna reka nie moglam. Poniewaz sweter byl stosunkowo tani, ladnie sie prezentowal, kupilam bez przymniarki. W domu okazalo sie, ze sweter, przez to, ze wisial na wieszaku ma troche wyciagniete ramiona i wyglada, jakby byl na mnie w ramionach za duzo, choc reszta jest dobra… luby twierdzi, ze nie rzuca sie to w oczy, a ja jestem zla, bo wyrzucilam niepotrzebnie pieniadze.

wielkanoc 2007

Ciesze sie, ze nie jedziemy do Polski, ciesze sie, ze nikt z Polski do nas nie przyjedza, ciesze sie, ze „zwalimy sie” tesciom na 3 dni. A ze tesciowie holenderscy i na dodatek protestanci, to nic z naszych tradycji nie bedzie. I az glupio mi sie do tego przyznac, ale wcale mi tych tradycji nie bedzie brakowac. Kupilam ufarbowane jajka, ale nie mam czasu na ich skrobanie, wiec pozostana takie, jakie sa. Moglabym poszukac baranka, ale wlasciwie po co? Nie bede brala dekoracji ze soba do tesciow, do domu wrocimy w niedziele wieczorem, wiec co mi z tej dekoracji?

Jedyne czego mi brakuje to tridum paschalnego, drogi krzyzowej po polsku, rekolekcji. Wsjo.

Nie brakuje mi mazurkow, bab, salatek, zamieszania, gosci, sprzatania… ani jednego okna nie umylam i dobrze mi z tym. Dziwna jestem?

no niestety

niestety, Bizon sie przeziebil; nie wiem gdzie, nie wiem od kogo; Bizonow leje sie nosa, oczka czerwone, lzawia tak, ze az pani w sklepie spytala sie, czemu on placze, nie najlepiej spi, sapie, chrapie, szkoda mi dziecka:(