przygotowuje strone internetowa naszej grupy naukowej. pewien ”troche znajomy” programista polecil mi szablon i zaczelam budowac. oczywiscie trafiam na kilka technicznych problemow, czasem bardzo glupich, np. jak zmienic kolor, rozmiar czy typ czcionki. pytam tego programiste, ktoremu szef w koncu zdecydowal sie nawet zaplacic za techniczne wsparcie (bo tenze znajomy przygotowuje dla nas tez pewien program), jak zmieniac czcionke i slysze ”nie da sie! taki jest szablon i juz”. ja, nieprogramistka, upieram sie, ze z pewnoscia jest jakis sposob, przeciez jak sie tworzy taki szablon, tez sie na poczatku nadaje czcionce dane cechy. no tak, da sie, ale to trzeba zrobic inaczej, od podszewki – dobra, mowie: to zrob od podszewki! nie wazne jak, czy od podszewki, czy od kolnierza, to mnie nie interesi, po prostu: zrob! ok…. zrobi. i tak z prawie wszystkim… na szczescie ja juz wyrobilam pancerz, nauczylam sie bycia buldozerem i pcham, popycham, naciskam – tak dlugo wierce dziure, az wyegzekwuje to, czego chce. niektorzy nazywaja to byciem upierdliwym:D a ja mowie: wszystko sie da, tylko trzeba chciec. i pomyslec. bo co ciekawe, choc ja nigdy dotad zadnej strony internetowej nie projektowalam, nie robilam, a tylko odwiedzalam, wychodze z rozwiazaniami ”na okretke” – nie da sie klasycznie, to nic, zrobimy to droga okrezna, ale efekt bedzie taki, jaki chcemy miec.
ta sytuacja przypomniala mi remont naszego domu. w rogu kuchni szla rura, ktora okazala sie wentylacja. bardzo mi ona nie pasowala, bo akurat tam chcialam miec szafke narozna. pytam Holendra: da sie te rure zlikwidowac? nie da. pytam mojego Macka: da sie te rure zlikwidowac? wszystko sie da.
i ja jestem takim Mackiem – wszystko sie da. tylko trzeba chciec. trzeba sie zawziac, pomyslec i dokladnie wiedziec, czego sie chce. I jak to moj sze mowi: na sukces sklada sie 1% aspiracji i 99% transpiracji:D