z ciekawosci…

jakom ze ciekawa i lubie wszystko dokladnie wiedziec, poszukalam jak to jest z tymi wiekiem nastoletnim. i oto co znalazlam:

Zaczelam od wiki:

Młodzież – kategoria społeczna ludzi w wieku od 11–13 do 19–21 lat[1], będących do pewnego momentu pod opieką opiekuna prawnego, najczęściej rodzica.Pod względem faz rozwoju człowieka przyjmuje się granice wiekowe dla młodzieży między 13. a 18. rokiem życia. zrodlo: https://pl.wikipedia.org/wiki/M%C5%82odzie%C5%BC 

hm…. jak dla mnie definicja nie do konca jednoznaczna, wiec poszukalam dalej:

DEFINICJE UWZGLĘDNIAJĄCE WIEK:

Istnieją też definicje młodzieży, które za kryterium podstawowe przyjmują kryterium biologiczne – wiek. Podaje się w nich dokładne przedziały lat (odnoszące się do określonych fazowych teorii rozwoju człowieka), w których można mówić o osobie, że jest w okresie „młodości”, „dojrzewania” czy „dorastania”. Na przykład:– według St. Baleya wiek dojrzewania mieści się w przedziale między 13, a 20 rokiem życia,– według M. Kreutza młodość dotyczy okresu między 11 i 21 rokiem życia,– według M. Żebrowskiej wiek dorastania to czas między 12 i 18 rokiem życia.Ponieważ ustalenia te są arbitralne i sztuczne, a rozwój człowieka przebiega raczej w sposób płynny niż skokowy większość ekspertów podchodzi sceptycznie do tego typu definicji .
zrodlo: http://www.czytelniamedyczna.pl/2708,definicje-terminu-mlodziez-przeglad-koncepcji.html

czemu bylam przekonana, ze od 11 lat? no bo jedeNASCIE. ale ze po angielsku i po holendersku ”nascie” zaczyna sie dopiero od 13-stu, to chyba jednak nie ma co patrzec na liczby, wiek i slowka, tylko na rozwoj dziecka….

 

a tak w ogole, to Snoepje nam zwial na  podworko sasiadow… siedzi za plotem i… albo umiera ze strachu albo sie ze mnie smieje, jak to mnie wykiwal. bo widziec to sie widzielismy, dopoki bylo widno, przez dziurke w plocie, ale dosiegnac go nie moglam. a ze sasiadzi wybyli, a teraz to juz w ogole ciemno za pozno na poszuiwania swinki w cudzym ogrodzie, to mam nadzieje, ze zaden kot sie swinka nie zainteresuje, i ze rano swinka, jak zgldnieje wroci pokornie. zostawilam mu stozek siana, na podworku, blisko dizury, zeby zapach poczul, moze tam spedzi noc… bo choc mrozow nie ma, to jednak noce az takie gorace jeszcze nie sa. 

krol macius pierwszy

pamietam z dziecinstwa przedstawienie o Krolu Maciusiu Pierwszym. nie zmeczylam. spektakl byl nudny, przeciagniety, depresyjny. dlatego tez pewnie nigdy nie skusilam sie na przeczytanie ksiazki, a jakos nie wpadla mi w rece zanim ujrzalam te dretwa adaptacje w tv.

jakis czas temu zachwycilam sie Korczakiem – to byl pedagog na dzisiejsze czasy! on juz przed II wojna swiatowa bebnil o szacunku do dziecka, o jego prawach, o zrozumieniu jednostki, indywidualnosci, o dialogu z dzieckiem. i dlatego jako dorosla postanowilam dac szanse maciusiowi. kupilam ksiazke i dzis prawie cala przeczytalam. i teraz mnie ujela. teraz ja rozumiem. ale doszlam tez do wniosku, ze nie jest to lektura dla malych dzieci. juz predzej dla mlodziezy. bo choc napisana jest prostym jezykiem, to chyba tylko dorosly jest w stanie pojac polityczne i ‚dyplomatyczne’ gry, manipulacje, falsz, glod wladzy i pieniedzy, opisane w tejze lekturze. mysle (=mam taka nadzieje), ze dzieci sa zbyt naiwne i nieswiadome by zrozumiec o co wlasciwie w tej ksiazce chodzi. 

jestem ostatnio z chlopakami troche na bakier z czytaniem po polsku. Bizon juz w ogole nie chce, zeby mu czytac, a Szkrab zachlysnac sie komiksami, uwielbia je czytac, potrafi caly wieczor przesiedziec w komiksach i wyrosl juz Pirata Rabarbara, czy Ronji, corki zbojnika. musze poszukac czegos bardziej chlopiecego po polsku….

no i stalo sie

9-letni Szkrab przerosl 11-letniego Bizona. wagowo przescignal go juz dawno temu, ale ciagle byl te 2 cm nizszy. dzis patrze, a tu najwyrazniej ramionka Szkraba goruja nad Bizonkowymi. przystawilam chlopkow plecami do siebie i coz, 2 cm roznicy – Szkrab jest wyzszy.

na szczescie Bizon nic sobie z tego nie robi – ”Arjen Roben tez byl zawsze maly” – i juz. a ze Arjen Roben jest idolem Bizona, wszystko gra;)

dalam ciala

dzis Szkrab przyszedl na lunch do domu sam, bo Bizon mial calodniowe wyjscie do centrum nauki. pamietalam, zeby przelozyc klucz z plecaka Bizona do plecaka Szkraba, pamietalam, zeby poinformowac Szkraba, ze sam ma pojsc do domu i pozniej, po przerwie, wrocic do domu, ale zapomnialam zadzwonic, kiedy ma wrocic do Szkoly. a obiecalam… o 14.00 jadlam z lubym lunch. luby pyta: zadzwonilas do Szkraba? NIE!!! od razu wystukalam numer, nikt nie odbieral, co znaczylo, ze Szkraba nie bylo juz w domu. 

Szkrab wpadl na pomysl, zeby w koncu pojsc do szkoly – spoznil sie 15 minut… ufff…

 

A pozniej, juz po lekcjach, gdy akurat wyciagalam pranie z pralki, Szkrab przychodzi ze skulona dlonia i wola: patrz mamo, co mam! ja patrze, Szkrab otwiera dlon, a tu chyc: malenka zabka zeskoczyla na podloge. chyc, chyc, juz jej nie ma:) w koncu udalo nam sie ja znalezc, zlapac i wyniesc do ogrodu:D

11 lat temu…

11 lat temu zostalam mama. urodzil sie moj pierwrodny. ciagle mam przed oczami ten moment, gdy go zobaczylam, gdy go pierwszy raz wzielam w ramiona i zdziwilam sie, ze mi, 100% brunetce, urodzil sie blondynek:) jak ten Bizonek plakal…

a teraz jest nastolatkiem. i dzis znow emocje wziely gore i znow Bizon zaplakal. widze, ze ostatnio hormony zaczynaja szalec, a z nimi humory, nastroje… 

moj kochany Bizonku, zycze Ci, zeby w tym okresie nastoletnim bylo jak najmniej lez, a jak najwiecej radosci. bo to piekny okres w zyciu.

jacys inni

jak by to powiedziec… nie lubie wrzeszczacych dzieci. odglosy pilki dzialaja mi na nerwy, ale zaciskam zeby i znosze w ciszy, wiedzac, ze kiedys sie te tapniecia skoncza, ze dzieci kiedys sie zmecza, ucichna…

dzis poszlam poplewic z tylu ogrodu, tzw. korytarz przecipozarowy, ciagnacy sie za tylnym plotem naszego ogrodka. jeden z sasiadow stal na drabince i obcinal krzaki. pozdrowilam go, on zeszedl z drabinki, przedstawil sie, bo jeszcze okazji nie bylo i zaczelismy gadke-szmatke. pierwsze co, to zauwazylam to samo co zawsze: jakby zdziwienie, zaintrygowanie. bo… akcent inny;) uwielbiam te reakcje nowopoznanych osob. ale jak juz sie oswoil z moim akcentem i wschodnioeuropejska wymowa, pogawedka milo przebiegala. na koniec pan sasiad mowi, ze tak ciesza go i jego zone odglosy dzieci plynace z naszego ogrodka ”naprawde, caly sercem sie radujemy, gdy slyszymy Wasze dzieci” rzekl sasiad z usmiechem od ucha do ucha. kurcze….. to luby i ja jestesmy inni… bo my cieszymy sie, ze nasze dzieci sa jedynymi, ktore w okolicy halasuja;) i jeszcze czasami je korygujemy, zeby za bardzo nie halasowaly, bo sasiedzi maja prawo do wypoczynku. 

 

lubie dzieci. najbardziej swoje;) ale niektore ”cudze” tez potrafia skrasc moje serce. ostatnio maly Olafek, ktory tak bardzo przypomina mi naszego Bizona, gdy mial 2 latka. ta sama drobna postura, podobna buzi, mimika, ruchliwosc. tylko apetet lepszy, bo maly Olafek zjadl u nas CALEGO mielonego. bez zachety – po prostu siadl i zjadl. Tak, Olafek mnie ujal, ale juz jego starsza siostrzyczka….  nie zebym jej nie lubila, ale jest mi obojetna. 

ale wracajac do sasiada, dzieci i halasu: bylam zaskoczona, ze sasiadow raduja halasy naszych dzieci! bo i luby i ja…. lubimy cisze. kochamy nasze dzieci, ale jednoczesnie uwielbiamy plawic sie w ciszy…. moze dlatego, ze tak malo jej mamy;)

to sobie pobiegalam

zapalenie kolana… zapalenie trzeba wyleczyc i zaczac trenowac od poczatku, powoli. bo juz sie zapiasalam z Bizonem na nasz groningenski bieg ”4 mile”, ktory odbedzie sie w pazdzierniku.

tak mi dobrze szlo… 4 mile juz kilka razy zaliczylam i nagle po schodach schodzic nie moge. co cieakwe, biegac nadal moge:D 

kleszczy mialo nie byc!

gdzies wyczytalam, ze tam gdzie sa wroble, tam nie ma kleszczy. cieszylam sie wiec z wizyt ptaszkow, ktore codziennie stadnie do naszego ogrodu przylatuja. jako ze jest cieplo, wypuszczam swinki do ogrodu – pobiegaja sobie, popodgryzaja trawe, galazki… tak lubia biegac po ogrodzie, ze pozniej zlapac je to sztuka;) dzis tez biegaly. przed chwila wzielam Snoepje na rece i czuje pod palcami jakies male wybrzuszenie, jakby krostke… patrze miedzy futerko, a tam kleszcz! jeszcze cienki, nieopity, wiec z dzisiaj! luby przyniosl pensete, ja rozchylilam futerko i kleszcz usuniety. jeszcze musze Blondie sprawdzic. 

nauczka dla mnie, zeby i dzieci kontrolowac i nie liczyc na wroble;) luby sie smieje, ze skoro wroblom daje chleb, to nic dziwnego, ze kleszczy nie jedza… no i chyba ma racje…

biegi wokol komunijne;)

dwa dni przed komunia taka mialam glowe planami zapelniona, ze poszlam pobiegac. i sie zgubilam. tzn, nie do konca sie zgubilam, tylko dobieglam do dwoch slepych uliczek, a trzecia dochodzila do nieznajomego parku; jako ze zmierzchalo, wolalam zawrocic, niz biec przez park. tym sposobem zaliczylam 8 km. wrocilam z pusta glowa:) co ciekawe, na drugi dzien zakwasy mialam w… szyi.

nabiegalam sie po schodach w ramach przygotowywan wokol-komunijnych, a to dekoracje, a to nozyczki, a to obrusy, ciagle cos mi sie przypominalo i na strych, i na balkon, badz do piwnicy:) 

komunia sie udala. goscie najwyrazniej dobrze sie bawili, choc z powodu upalu, apetyty kiepskie byly. jak zawsze, podczas polsko-holenderskich imprez, uwielbiam obserwowac zdziwienie Holendrow dotyczace ilosci potraw, ich komentarze, kto tyle zje i pozniej rosnace zdumienie, jak Polacy potrafia jesc:DDD  nie jeden kawaleczek ciasta, ale cztery, skoro sa cztery rozne:) tlumacze im, ze ja potrafie wsunac cztery kawalki ciasta, bo po pierwsze polski tort wydaje mi sie lzejszy niz holenderskie przeslodzone ciasta z bita smietana, a po drugie, bo kroje sobie male kawalki. 

uroczystosc komunii tez przebiegla bardzo milo. dzieci pieknie wystapily, schola pieknie zagrala, Bizon, nie skromnie sie pochwale, dolaczyl do scholi, i kiedy zartobiliwie spytalam go „i co, synku, cos tam umiesz?”, Maciek – gitarzysta, samouk, zasmial sie, ze Bizon jest tym jedynym, ktory cos umie:DDD  bo Maciek, nie dosc, ze samouk, to jeszcze ‚laik koscielny’. na msze chodzi od jakiegos roku. wiec ani piesni nie zna, ani rytualow, sam sie smieje, ze patrzy co ludzie robia: jak oni klekaja, to i on, jak wstaja, to i on – podziwiam go i kibicuje mu. 

nasz Szkrab bardzo przezyl spowiedz. ale mysle, ze potrzebna mu byla. zrobilam z nim rachunek sumienia i widzialam jak to dziecko potrafi sie nad soba zastanowic, zaskakiwal mnie swoimi refleksjami, myslami filozoficznymi dotyczacymi grzechu, przebaczenia, zalu za grzechy… w pewnym momencie mowi: mamo, a jak ja bym chcial zalowac, ze cos zle zrobilem, ze nie potrafie? to co mam zrobic? no wlasnie… przypomnialo mi sie kiedys rozwazanie Szostaka a propos Jana, ktory zapytany 3-krotnie przez Jezusa, czy ten go kocha, za trzecim razem odpowiedzial ”przeciez Ty wiesz”. no wlasnie, Pan Jezus wszystko wie, wiec sie tez, ze chcialbys zalowac i to wystarczy, uspokoilam Szkraba. Szkrab sie pewnych grzechow bardzo wstydzil. mowie mu: a ty myslisz, ze ksiadz takich grzechow nie popelnia? nawet gorsze! a inne dzieci, myslisz, ze one tego nie robily? tez tak robily. no i sie Szkrab podbudowal.

po spowiedzi Szkrab wybiegl do mnie, przytulil sie i mowi szczesliwy: mamo, jestem aniolkiem:) oj ten moj aniolek… z temperamentem – dokladnie jak jego matka:)

 

 

 

juz za kilka dni!

Szkrab w niedziele przystapi do I komunii sw. Stresuje sie troche, bo ugoscic ‚musze'(=chce) 15 osob. a ze komunia skonczy sie kolo 14.30, to nie ma nawet jak do restauracji zaprosic, bo w niedziele zadna restauracja nie otworzy sie i nie poda obiadu o takiej dziwnej porze. tak wiec biore piatek wolny i do garow;) 

odciazylam sie, bo dwa torty komunijne zamowilam u sasiadki mamy juz w grudniu – rodzice je przywioza. zona ‚mojego’ Macka – majstra upiecze mi sernik, a mama jeszcze obiecala kupic mi makowiec drozdzowy. wiec na mojej glowie tylko konkrety. 

najwiekszy problem to wierszykami, ktore Szkrab ma opanowac… polszczyzna Szkraba jest slabsza niz Bizona. pamiec i motywacja tez;) tak wiec po raz pierwszy w zyciu ciesze sie, ze mamy X-boxa i gry komputerowe, bo tylko one sa w stanie zmobilizowac Szkraba do zakuwania ze mna. martwi mnie ten Szkrab troche, bo widze, ze nie tylko pamiec ma niewycwiczona, ale i umieejtnosc koncentracji…. on chodzi: uczy i sie chodzi, prawie na glowie staje, gdy powtarza za mna ”witam Cie Jezu kochany, z najwieksza dziecieca radoscia….” taaa… z radoscia…. radosc to bedzie, jak juz Szkrab, pisze to z zalem, odbebni juz te komunie….

tak rozne mam dzieci… Szkrab uczuciowy, ale len do kwadratu. Bizon, zero emocji, za to czlowiek zadaniowy: jak jest zadanie, to je wykona i nie zastanawia sie czy mu sie chce czy nie… trzeba zagrac na komunii? – spoko, zagra. choc cwiczyc na skrzypcach wcale nie lubi. ale jak trzeba, to zagra.

oby do niedzieli. i bedzie spokoj.

 _______________

dzis Bizon pojechal na wycieczke szkolna. na rowerach, jakies 20 km. mieli piekan pogode. w srode powrot – mam nadzieje, ze pogoda sie utrzyma.

Szkrab a takiej sytuacji mial mame dla siebie w 100%;) pojechalismy nad jezioro, Szkrab plusk do wody i juz dziecka nie ma…. Szkrab i woda – to jest to. Ja pobrodzilam on poplywal, ja posiedzialam na brzegu, on pobawil sie wodorostami. Ale nam dobrze bylo:)